10 cze 2015

O twórczości Evy Illouz już pisałem – nadszedł czas na omówienie kolejnych pomysłów tej znanej socjolog. W książce Hardkorowy romans zidentyfikowała ona powody popularności Pięćdziesięciu twarzy Greya. Dlaczego ten utwór – uznawany przez wielu za będący niezbyt wysokich lotów – tak bardzo spodobał się kobietom? Wynika to z faktu, że odzwierciedla on ducha naszych czasów, jeśli chodzi o sprawy kobiecej seksualności oraz podejście kobiet do związków romantycznych.

Książka tylko na pierwszy rzut oka jest feministycznym manifestem lansującym wyzwolenie seksualne kobiet, od tej pory mogących robić w zaciszu sypialni, cokolwiek im się podoba i z kimkolwiek mają ochotę. Wręcz przeciwnie – Illouz dokładnie przeanalizowała narrację popkulturowego hitu i stwierdziła, że przygody bohaterów odwzorowują wiele „miłosnych napięć” doświadczanych w dzisiejszych czasach przez przedstawicielki płci pięknej. Nie będę omawiał wszystkich dysonansów, lecz postaram się je ująć w jedną ogólną ramę. Kobiety są obecnie rozdarte: z jednej stronny podlegają silnej kulturowo-społecznej presji każącej przejawiać wyemancypowane podejście do związków (oddzielenie seksu od miłości, konieczność intensywnego odkrywania swojej seksualności oraz prezentowania postawy polegającej na upodobaniu równości wobec sfeminizowanych męskich partnerów); z drugiej strony cały czas odczuwają potrzebę romantycznej miłości, posiadania tradycyjnej rodziny, przywiązania do siebie silnego i zmaskulinizowanego partnera.

W jaki sposób powiązać ową sytuację z Pięćdziesięcioma twarzami Greya? Historia opisana w książce traktuje o tradycyjnej relacji miłosnej różniącej się od setek podobnych przedstawianych w różnych romansach pod jednym zasadniczym względem: związek w Greyu bardzo mocno opiera się na BDSM. Ana – bohaterka – to osoba decydująca się na eksperymentowanie w sferze seksualnej. BDSM staje się dla niej sposobem na uzyskanie seksualnej autonomii oraz seksualne wyemancypowanie. Paradoksalnie jednak, wskutek bycia seksualną niewolnicą, zdobywa również silniejszą pozycję w związku jako takim. O ile Grey dominuje pod względem fizycznym (pan w relacji pan-sługa), Ana dominuje emocjonalnie. Grey – na początku niepoprawny i „nigdy się nie zakochujący” kobieciarz – pod wpływem dziewczyny zmienia się o 180 stopni. To właśnie w jego postaci urzeczywistnia się marzenie każdej kobiety – męski, agresywny, dominujący seksualnie samiec jest jednocześnie romantycznym i oddanym partnerem. Fundamentem relacji Any i Greya jest zatem połączenie emancypacji i podejścia tradycyjnego. Zestawienie wątków stricte romantycznych (miłość) z warstwą książki dotyczącą odkrywania swojej „dzikości seksualnej” (BDSM) jest swoistą „podpowiedzią”, w jaki sposób rozładować opisane wcześniej napięcie. Warto zaznaczyć, że Illouz stwierdziła, iż remedium owo to czysta fantazja niedająca się zastosować w rzeczywistości społecznej.

To właśnie tego typu fantazje stanowią o sukcesie Greya, chociaż nie byłoby owego sukcesu gdyby nie – uwaga – prosumenckie nastawienie E.L. James. Jak wiadomo, Pięćdziesiąt twarzy Greya na początku był tak zwanym fan fiction, czyli nieprofesjonalnym dziełem literackim, nad którym pracowała rzesza amatorów, miłośników kobiecych romansów. Nie do końca jest jasne, w jakim zakresie James opierała się na uwagach fanek oraz które partie fabuły zmieniła pod wpływem ich uwag. Oczywiste jest jednak, że utwór może być uznany za zbiorowe dzieło wielu przedstawicielek płci pięknej. Właśnie dlatego Grey w tak doskonały sposób odzwierciedlił trapiące je sprzeczności kulturowe i stał się niezwykle atrakcyjną lekturą.

Na zakończenie dodać można, że prosumpcyjny motyw, który wprowadziła do swojej książki Illouz (Autorka użyła terminu „prosumpcja”), jest novum w jej twórczości. Chociaż Izraelka nie pisze tego wprost, wydaje się, że refleksję o prosumpcji można potraktować jako wskazówkę dla wszelkich medialnych koncernów: jeśli chcecie stworzyć przynoszący zyski tekst, musicie opierać się na oddolnych działaniach amatorów, przenoszących na ów tekst własne „kulturowe utrapienia” oraz fantazje, jak sobie z nimi poradzić. Tak właśnie postąpiła James oraz jej wydawca.

Abstrahując od treści Hardkorowego romansu, trzeba zauważyć, że zabiegów prosumenckich nie udało się zastosować w wypadku filmowej adaptacji Greya. Wręcz odwrotnie, scenariusz filmu został obdarty z wszystkich książkowych elementów gwarantujących powodzenie. Film – wskutek owego obdarcia – jest czymś zupełnie innym niż książka, nie traktuje już w takim samym zakresie o problemach kobiet. Tylko w ten sposób da się wytłumaczyć fakt, że niskie pod względem wartości artystycznej książka i film, tak znacząco różniły się, jeśli chodzi o odbiór. Książkę uznano za hit, film za niewiele warte, głupkowate i kiczowate dzieło.


{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. W książce istniał "Grey" a nie "Gray". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki - nie czytałem oryginału, nie wyłapałem literówki :)

      Usuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -