20 paź 2014

W grudniu tego roku ukaże się raport z badań „Punkty styczne: między praktyką a kulturą (nie)uczestnictwa”. Ten niezwykle ciekawy projekt zajmujący się uczestnictwem Polaków w kulturze prowadzony jest przez zespół badaczy z Uniwersytetu Gdańskiego i IKM w Gdańsku – między innymi profesora Cezarego Obrachta-Prondzyńskiego, dra Krzysztofa Stachurę, dr Agatę Bachórz czy Sławomira Czarneckiego. W tym miesiącu miałem okazję uczestniczyć w panelu dyskusyjnym, gdzie zespół poddał pod dyskusję efekty swojej pracy.

Na pewno na raport z badań wyczekiwać należy z niecierpliwością – projekt podejmuje wiele interesujących i wartych osobnych studiów zagadnień. Godna pochwały jest próba zrewidowania obecnych w socjologii spojrzeń na uczestnictwo w kulturze. W swoim krótkim komentarzu zwrócę uwagę na jeden z takich innowacyjnych pomysłów, wymagający moim zdaniem szczególnej uwagi, jako intelektualnie zapładniający i mający potencjał wypełnienia sporej luki badawczej w ramach badań nad uczestnictwem w kulturze.

Członkowie zespołu badawczego zauważyli, że, zajmując się uczestnictwem, należy poświęcić uwagę różnym kapitałom determinującym uczestniczenie bądź nieuczestniczenie w kulturze. Liczą się zasoby określone mianem „tradycyjnych”, to znaczy ekonomiczne czy te odnoszące się do kompetencji, umiejętności odbioru dzieł kultury. Oprócz nich ważne są – jak stwierdzili Autorzy raportu – „indywidualne (…) kapitały: energetyczności, otwartości i spontaniczności”, przy czym odgrywają one być może nawet większą rolę dla włączania się/wyłączania się do aktywności kulturalnych.

Podjęcie wątku tych „nowych” kapitałów jest bardzo odkrywcze. Szkoda, że badacze nie określili ich bardziej szczegółowo i precyzyjnie; nie zostały one ani skonceptualizowane, ani nie przedstawiono jasnego ich obrazu wyłaniającego się w toku realizacji badań. Ja sam uważam, że dokładniejsze pochylenie się nad nimi, byłoby zwróceniem się w stronę – często ignorowanych w badaniach z zakresu socjologii – psychologicznych, osobowościowych determinant uczestnictwa w kulturze.

Na przykład spójrzmy na takie kategorie jak ekstrawertyzm i introwertyzm. Czy introwertycy to – w przeciwieństwie do ekstrawertyków – ludzie nieuczestniczący w kulturze? A może jest odwrotnie, może to introwertycy są bardziej zaangażowani, aby kontemplować dzieła kultury czy je tworzyć? Czy nasza osobowość może być uznana za specyficzny zasób? Czy jako kapitału nie możemy potraktować swojej kreatywności i spontaniczności, pchających nas ku temu, aby w kulturze uczestniczyć? A może takim zasobem jest introwertyzm? Może jest i tak i tak, przy czym ekstrawertyzm i introwertyzm sprzyjają odmiennym formom uczestnictwa w kulturze?

Zespół badaczy sugeruje, że dla „włączenia do kultury” ważne są wspomniane wcześniej „energetyczność, otwartość i spontaniczność”. Widać tutaj właśnie nieświadome chyba promowanie pewnych determinant psychologicznych, wskazywanie, że z perspektywy uczestniczenia w kulturze warto być ekstrawertykiem. Taki pogląd potwierdza się we fragmencie raportu, gdzie mowa jest o „wzajemnym uczeniu się od siebie i zarażaniu dobrą energią”. Z wywodu Autorów wywnioskować można, że ograniczający jest ów brak energetyczności, otwartości i spontaniczności, czyli po prostu postawa introwertyczna. Aby odpowiedzieć na pytanie, czy faktycznie tak jest, należałoby – moim zdaniem – przeprowadzić dalsze badania. Uważam, że omawiany tutaj wątek raportu jest niezwykle wartościowy właśnie ze względu na zwrócenie uwagi na istotną i rzadko w socjologii podejmowaną kwestię.

Na zakończenie i nieco na marginesie warto zaznaczyć, że dyskurs psychologiczny bardzo często stoi w opozycji do socjologicznego. Ten drugi postrzega wypracowane w ramach psychologii kategorie jako będące przejawem konstruktywistycznego rekonstruowania systemu przez różnicowanie ludzi na zdrowych i chorych, dzielenia ich na lepszych (na przykład ekstrawertyków) i gorszych (introwertyków) oraz uzyskiwania w ten sposób specyficznej władzy. Zdaniem wielu socjologów kultury sprawczość ludzi wzmocniona może być przez uznanie, że podział na lepsze i gorsze nie ma podstaw i znaczenia. Przenosząc to na pole uczestnictwa w kulturze, uznać należałoby, że emancypujące jest coś, co zespół badawczy określa mianem „demitologizacji uczestnictwa”. Zakłada ona, że uczestnictwem jest wszystko to, co ludzie robią – każda forma uczestnictwa jest wartościowa i ważna. Takie przedstawienie sprawy wzmacniać ma sprawstwo, walczyć z ludzkimi „ograniczeniami, lękami czy skłonnościami do unikania ryzyka”. W przeciwdziałaniu owym lękom czy skłonnościom wcale nie szkodzi moim zdaniem przyjęcie perspektywy psychologicznej. Nie musi ona być mniej emancypująca i wzmacniająca sprawczość ludzi, zwłaszcza jeśli uznamy, że w kulturze możemy uczestniczyć różnie w zależności od „kształtu” naszej osobowości. Odwołując się do wspomnianego wcześniej ekstrawertyzmu i introwertyzmu, okazać się może, że zarówno ekstrawertyk i introwertyk uczestniczą w kulturze, tylko że robią to na swój własny sposób (już o tym wcześniej wspomniałem) i żaden z tych sposobów nie jest lepszy lub gorszy.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -