26 sie 2014

Na popblogu bardzo rzadko opisuję czytane przeze mnie książki nienaukowe, ale tym razem zrobię wyjątek dla pozycji mocno związanej z moimi zainteresowaniami. Chodzi o powieść Dave’a Eggersa The Circle wydaną w 2013 roku. Dzieło to trudno jest jednoznacznie zaklasyfikować gatunkowo, bo chociaż mamy w nim dużo elementów świadczących o tym, że jest to fantastyka, to jednak równie blisko książce do gatunku, który Amerykanie zwykli określać mianem drama.

Rozczaruje się ten, kto lubi literackich bohaterów o wiarygodnie zarysowanej i rozbudowanej osobowości. Tutaj postacie są „płaskie” i jednowymiarowe, ale tak naprawdę nie o owych bohaterów chodzi. Odnieść można wrażenie, że podstawowym celem Autora było przedstawienie czytelnikowi fikcyjnego przedsiębiorstwa nazwanego Circle. Eggers wręcz bombarduje opisami kolejnych wynalazków technologicznych i planów owej firmy. Nie wiem, czy zabieg ten zastosował specjalnie, ale doskonale pasuje on do książki skupiającej się na zagrożeniach związanych z internetem, czyli z medium, w wypadku którego ewolucja przebiega bezprecedensowo szybko.

Nietrudno zauważyć, że Circle – przynajmniej na początku powieści – bardzo przypomina rzeczywistą firmę, jaką jest Google. Circle to najpotężniejsza korporacja świata, a jej założyciele wpadli na niezwykle prosty pomysł stworzenia jednego serwisu – nazwanego TruYou – dzięki któremu każdy internauta może załatwiać wszystkie swoje sprawy. Jeden profil i jedno hasło wystarczy, aby pracować, robić zakupy czy partycypować w serwisach społecznościowych. Nawet ktoś niezwykle krótkowzroczny nie dopatrzyłby się odniesień do tego, co już teraz proponuje nam Google. Co więcej czytając to, co o kampusie Circle napisał Eggers, też można się nieźle ubawić i znaleźć wiele rzeczy pasujących do kwatery głównej Google w Palo Alto i do tego, co tam się dzieje. Podobnie przyświecające wszystkim pracownikom hasła używane w Circle (na przykład „Sharing is caring”) są podobne do „Don’t be evil” Google’a.

Przedstawiona w książce fikcyjna cyberkorporacja co chwilę wprowadza w życie kolejne projekty w coraz skrajniejszy sposób ograniczające i naruszające prywatność internautów. Mamy zatem SeeChange, czyli rozmieszczanie – pod pozorem śledzenia warunków pogodowych – łatwych w obsłudze, miniaturowych kamer dających wgląd każdemu posiadaczowi profilu Circle, w to co dzieje się w niemal każdym zakątku globu. Mamy PastPerfect, program polegający na odkrywaniu życiowych historii naszych przodków przez wykorzystanie współpracującej ze sobą ogromnej rzeszy internautów. Mamy skierowany do polityków projekt czynienia siebie transparentnymi dla wyborców przez permanentną rejestrację wszystkich swoich aktywności. Wszelkie nagrania dostępne są naturalnie w chmurze, czyli na serwerach Circle. Mamy w końcu Demoxie, czyli będący w planach program obowiązkowego posiadania konta Circle przez każdego obywatela Stanów Zjednoczonych. Zabieg ten ma służyć wcielaniu w życie ideałów demokracji bezpośredniej – jeśli nie zagłosujesz w wyborach, Twoje konto zawiesi się i nie pozwoli Ci zrobić nic innego.

W książce bardzo interesująco opisane jest swoiste pranie mózgów, jakiemu poddawani są pracownicy Circle. W ramach swoich obowiązków zawodowych muszą ze sobą współzawodniczyć w nabijaniu tak zwanego PartiRank. Im więcej zdjęć, odnośników czy wpisów umieszcza się w Zingu – to circlowski odpowiednik Facebooka – im więcej się w nim komentuje, w im większej liczbie grup się udziela, tym wyżej jest się w PartiRanku i automatycznie w hierarchii firmy. Ludzie Circle to maszyny pracujące dwadzieścia cztery godziny na dobę, udzielające się na portalach społecznościowych z obowiązku, choć oficjalnie czyniące to, aby budować wspólnotę, podtrzymywać ludzką życzliwość i wzajemne wsparcie. Patrząc na to, jaki styl życia prowadzą bohaterowie, nietrudno zauważyć, że w świecie Circle nie ma czasu na spokój, wyciszenie czy kontemplację.

Dystopijny charakter powieści jest łatwy do rozszyfrowania. Momentami jest ona dość naiwna, choćby wówczas, kiedy opisywany jest fakt bezrefleksyjnego przyjmowania przez ludzi „udogodnień” Circle. Choć Eggers zasugerował, że są tacy, którym nowy porządek się nie podoba, a niezadowolonych polityków „usadza się”, wyciągając ich internetowe brudy (na przykład pokazując, że ściągają materiały porno), to jednak w ogóle nie wspomniał o ograniczeniach prawnych czy protestujących organizacjach pozarządowych. Generalnie internauci z entuzjazmem przyjmują to, co proponuje im tytułowy koncern, co prowadzi do totalitaryzmu opartego na pełnej inwigilacji i kontroli ukrytej pod szczytnymi ideami.

The Circle to niezwykle ciekawa pozycja, bowiem porusza się wokół tematu, którym zaczyna się dzisiaj zajmować coraz więcej akademików. Chodzi o kwestię zagrożeń związanych z naruszaniem prywatności internautów przez wielkie cyberkorporacje i – co za tym idzie – agencje wywiadowcze wielu państw świata. Warto zastanowić się, czy lansowane przez Circle hasła takie jak „Secrets are Lies” czy „Privacy is theft” nie mogłyby tak naprawdę stać się w przyszłości hasłami firm typu Google, Facebook, Twitter czy Amazon. Nasuwa się też pytanie: czy te koncerny już teraz postępują tak, jakby przyświecały im owe hasła? No bo przecież Mark Zuckerberg (założyciel Facebooka) czy Eric Schmidt (obecny szef Google) twierdzą, że posiadanie przez ludzi tajemnic, jest czymś złym.

{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -