24 cze 2014


Postanowiłem zastosować się do hasła, które reklamuje Postfutbol na fanpejdżu wydawcy tej książki. Chodzi o to, żeby „w dzień czytać, a wieczorem i w nocy oglądać mecze” (mniej więcej tak brzmiała owa zachęta). Po lekturze książki Mariusza Czubaja, Jacka Drozdy i Jakuba Myszkorowskiego stwierdzam, że na pewno spodoba się ona osobom, które piłką nożną się interesują, ale nie naukowo. To właśnie dla nich kulturoznawcze rozłożenie na czynniki pierwsze tej dyscypliny, okazać się może odkrywczą i fascynującą przygodą intelektualną. Stać się tak może tym bardziej, że Autorzy są niezwykle kompetentni w prezentowaniu tematu. Omawianą pozycję czyta się naprawdę dobrze, a jej wielkim walorem są wielokrotnie przytaczane ciekawostki i historyjki ze świata futbolu. Paradoksalnie Czubaj i reszta w jednym z początkowych fragmentów książki odżegnują się od owych historyjek, twierdząc, że nie są one esencją ich dzieła. Moim zdaniem stanowią one nie tylko doskonałe uzupełnienie przytaczanych tez, ale także są wartością dodaną Postfutbolu.

Drugi typ odbiorców, którzy sięgnąć mogą po książkę, to akademicy obeznani z poruszanym tematem. Ci prawdopodobnie stwierdzą, że mamy do czynienia z próbą wyjścia poza dotychczas podejmowane w literaturze przedmiotu rozważania i ukazanie pewnych zjawisk w nowym świetle. Widoczne jest to chociażby we fragmencie, gdzie Czubaj i Współautorzy chcą „przełamać” sztywną opozycję między skomercjalizowanym futbolem (traktowanie klubów niczym firmy) a zjawiskiem „autentycznej” wspólnoty „prawdziwie” i zawsze wiernych kiboli (fanatyków przygotowujących oprawy, głośno dopingujących itd.). Autorzy twierdzą na przykład, że podziały związane z samymi fanami nie są do końca jasne, a granice między „kibolami” a „piknikami” (spokojni kibice, oglądający mecz z czysto sportowych względów) często płynne. Niestety – próby „rozmontowania” powszechnych naukowych poglądów nie są zbyt udane, bowiem utarte schematy wracają praktycznie w każdym rozdziale, a Autorom brakuje odwagi, aby raz na zawsze się z nimi rozprawić. Można odnieść wrażenie, że co chwilę czyta się o komercjalizacji piłki, jej profesjonalizacji, ciągłym ścieraniu się modern football z tradycyjnym – „kibolskim” – wymiarze piłki.

Braku świeżego spojrzenia nie należy się jednak dziwić, ponieważ Autorzy swój wywód konstruują wokół zaproponowanego konceptu postfutbolu, przez który rozumieją współczesne oblicze – skomercjalizowane i sprofesjonalizowane – najpopularniejszej gry na świecie. Moim zdaniem można się „przyczepić” do kilku przedstawianych poglądów mających świadczyć o dominacji tego oblicza. Na przykład Czubaj i reszta twierdzą, że w epoce postfutbolu na znaczeniu tracą wielkie futbolowe narracje. Przejawem tego ma być zwrot w stronę piłki klubowej, czyli poświęcanie coraz mniejszej uwagi rozgrywkom reprezentacyjnym. No cóż – nie wiem, kiedy dokładnie pisana była książka, ale na pewno nie wówczas, kiedy rozgrywany jest Mundial. O tym, jakie emocje on wywołuje i o tym, że rozgrywki te traktować można w kategoriach opowieści, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Innym przejawem upadku futbolowych narracji ma być odmitologizowanie piłkarzy przestających być traktowanymi w kategoriach bóstw (casus Maradony), a stających się bliskimi nam (często dzięki Twitterowi, Facebooki itd.) zwykłymi ludźmi ocenianymi przez pryzmat suchych statystyk. Czy rzeczywiście tak jest? Chyba nie do końca, o czym świadczy roztrząsany dzisiaj w mediach, jak najbardziej mityczny pojedynek dwóch wybitnych piłkarzy – Leo Messiego i Cristiano Ronaldo.

Podsumowując, czegoś mi w omawianej książce brakuje. Czegoś, co pozwoliłoby stwierdzić, że mamy do czynienia z wyraźnym odejściem od wyświechtanego już opisywania z jednej strony modern football, a z drugiej „autentycznych” wspólnot kibolskich. Może warto by więcej miejsca poświęcić licznym zjawiskom każącym sądzić, że owa opozycja jest nadmuchana i wydumana. Czy kiboli nie można ująć także jako piewców komercjalizmu, a przede wszystkim jako grupy realizującej interesy swoich członków. Zobaczmy przykład Zawiszy Bydgoszcz – drużyny, której kibicuję i na mecze której chodzę. Na pierwszy rzut oka mamy w jej przypadku do czynienia z typowym konfliktem modern football kontra fanatycy. Oto wierna, kierująca się specyficznym kibicowskim kodeksem grupa przeciwstawia się chcącemu wprowadzać na stadion policję właścicielowi Radosławowi Osuchowi, bo on traktuje klub niczym przedsiębiorstwo, swój osobisty plac zabaw. Bliższe przyjrzenie się sprawie uświadamia, że sami kibole również komercjalizują klub. Ich stowarzyszenie jest właścicielem praw do logo Zawiszy, w związku z tym jako jedyne może sprzedawać – i czerpać z owej sprzedaży niebotyczne zyski – koszulki czy gadżety klubowe. Osuch, chcąc pozbawić fanów owych zysków i przejąć prawa do logo, niezmiernie owej grupie się naraził.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -