30 cze 2014


Eva Illouz w swojej książce Cold Intimacies przedstawiła trzy wykłady na temat „emocjonalnego kapitalizmu”. Badaczka jest zwolenniczką teorii krytycznej, a zatem „znęca się” nad obliczem współczesnego kapitalizmu mającego wywierać niezbyt korzystny wpływ na ludzką kondycję. W takim duchu utrzymane są wszystkie trzy części książki; ja sam chciałbym skupić się na ostatniej z nich, dotyczącej zjawiska internetowych randek – jako badacza sieci to właśnie ten wątek interesuje mnie najbardziej. Ale po kolei, bowiem aby zrozumieć, o co Autorce chodzi, warto bardzo ogólnie wyłuszczyć tezy zawarte w dwóch pierwszych fragmentach.

To właśnie w nich Illouz „wyżywa się” nad jedną z dziedzin nauki, to jest psychologią, opisując specyficzny klimat dzisiejszych czasów, w których dyskurs psychologiczny wyznacza ramy społecznego życia. Psychologię i proponowane przez nią rozwiązania należy traktować w kategoriach czysto wyobrażeniowych, czyli jedynie jako jedne z szeregu możliwych wyjaśnień zachowań ludzkich. Sęk w tym, że ów psychologiczny dyskurs rości sobie prawo do nieomylności i bycia wyłącznym sposobem wyjaśniania. Doskonale zresztą się to udaje: dyskurs psychologiczny dominuje, co przejawia się w dwóch zjawiskach: 1) zatarciu podziału między nie-emocjonalną sferą publiczną i emocjonalną sferą osobistą ludzi, 2) upowszechnieniu przekonania, że w życiu każdej jednostki najważniejsza jest samorealizacja (w sferze osobistej, zawodowej itd.). Dodatkowo panować zaczynają poglądy, że można ją osiągnąć tylko dzięki uwolnieniu się od mroków przeszłości, czyli zrozumieniu, jakie przyczyny psychologiczne (ukryte w otchłaniach dzieciństwa, wynikające z osobowości itd.) są przeszkodą w osiągnięciu samospełnienia.

Przejawów pierwszego zjawiska szukać można w biznesie, a są nimi chociażby wzrastająca rola działów HR w różnych firmach, nastawienie na wyrabianie umiejętności interpersonalnych menadżerów, dbałość o dobre samopoczucie psychiczne pracowników itp. Wydajność w biznesie oceniania jest coraz bardziej w kontekście dbałości o emocje, a więc czegoś, co kiedyś ograniczone było tylko do życia rodzinnego – dzisiaj życie zawodowe (i publiczne w ogóle) ulega właśnie „uemocjonalnieniu”. Jeśli chodzi o drugie zjawisko (to związane z samorealizacją), Illouz wskazała, że podstawowym jego beneficjentem są wszelkiej maści psychoterapeuci. Nie od dziś wiadomo, że w Stanach Zjednoczonych nawet zwierzęta posyłane są przez swoich właścicieli na kozetkę (kuwetkę?) do specjalisty. Fragment książki, gdzie Autorka opisała tak zwany dyskurs terapeutyczny może się podobać ze względu na swój lekko ironiczny charakter, co nie przeszkadza w ostatecznym stwierdzeniu, że psychoterapeuci – i proponowany przez nich proces „poszukiwania samego siebie” – naprawdę mogą się przyczynić do zwiększenia dobrostanu konkretnych osób.

Dochodząc do sedna wpisu – czyli do randek internetowych – terapeuci zdają się czerpać profity ze swoistej racjonalizacji emocji i sposobów konstruowania własnego „ja”. Aby się samorealizować trzeba najpierw swoje życie wewnętrzne rozłożyć na czynniki pierwsze, posegregować odczuwane emocje, wykluczyć te cechy własnej osobowości, z których nie jesteśmy zadowoleni, a rozwijać te, które nam służą. Kwintesencją takiego „rozkładania siebie” (swojego „ja”) są randki internetowe. Od razu warto zaznaczyć, że Illouz napisała o amerykańskich serwisach, gdzie normą jest ekstensywne opisywanie samego siebie przez wypełnianie szeregu testów osobowości, co ma doprowadzić do znalezienia najlepszego dla nas – najlepiej do nas dopasowanego – partnera. Proces poszukiwania miłości podlega zatem dyktatowi rozumu.

Chwała Autorce, że nie obrała łatwej drogi wybieranej przez tak wielu badaczy negatywnie nastawionych wobec internetu. Illouz nie narzeka, że w związku z tym, że w sieci mamy mnóstwo ludzi wystawionych na „sprzedaż” niczym towary w sklepie, następuje atomizacja czy rozerwanie więzi. Stwierdziła coś odwrotnego, kiedy zauważyła, że internet jest pomocny, jeśli chodzi o znajdowanie innych ludzi. Sedno w tym, że potrafi unieszczęśliwiać poszukujących miłości. Profilowe dopasowywanie pod względem osobowości ułatwia nawiązanie kontaktu, podobnie budujące są rozmowy toczone w serwisach randkowych; mogą się one „ciągnąć” bardzo długo, tak że przyzwyczajamy się do rozmówców i wydają się nam oni perfekcyjnie do nas dopasowani. No właśnie – tylko wydają. Illouz twierdzi, że sieciowe randkowanie to pasmo niepowodzeń i zawodów. Przepytywani przez badaczkę (pogłębione wywiady osobiste) internauci wielokrotnie podkreślali, że zwykle jest tak, że ktoś, kto wydawał się w sieci perfekcyjny, już na pierwszym spotkaniu „na żywo” okazał się beznadziejny. Aby wyrobić sobie taką opinię nie trzeba randkującym zbyt wiele: wystarczy uścisk dłoni czy pierwsze słowa wypowiedziane przez drugą osobę. I tak w kółko – kolejne rozmowy online, kolejne randki offline, kolejne zawody... Autorka zauważyła, że związki intymne nie powinny być przedmiotem racjonalizacji, nie możemy rozkładać na czynniki pierwsze naszej osobowości i drobiazgowo analizować cech partnera. Inaczej niż w internecie, związki należy traktować holistycznie. Ileż to razy zdarza się nam zakochać w osobie, w której wydawać by się mogło, że zakochać się nie możemy (a przynajmniej stwierdzamy tak, patrząc na charakterystykę tej osoby). Miłość opiera się w dużej mierze na biologii, a zatem konieczne jest dla niej to, czego w sieci nie uświadczymy, czyli intuicja, jak również coś, co zwykliśmy nazywać „chemią”…

{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -