17 mar 2014

Miłośnicy popkultury – śpijcie spokojnie; po raz kolejny nauka udowodniła, że popkultura jest dobra. Czytajcie stosy książek, oglądajcie ile wlezie telewizji i spędzajcie godziny przed monitorem, grając w gry, bowiem jest to dla Was z pożytkiem. Do takich wniosków dojść można, czytając książkę Jonathana Gottschalla The Storytelling Animal. Nie przedstawił w niej autor obrony kultury popularnej sensu stricte, raczej spróbował udowodnić, że każdy z nas jest tytułowym „zwierzęciem od opowiadania historii”. Omawianą pozycję traktować należy jako przedstawione z perspektywy psychologii ewolucyjnej ujęcie człowieka niczym zanurzonego w świecie fikcji i czerpiącego z owego zanurzenia wiele korzyści.

Zdaniem Gottschalla fikcyjne światy nie są charakterystyczne tylko dla dzieł popkultury, lecz towarzyszą nam praktycznie wszędzie. Autor znalazł wiele przykładów tej tezy, wspomniał o snach i stwierdził, że są one niczym innym, jak podświadomym odgrywaniem różnych – często dziwacznych – sytuacji. Snucie historii (storytelling) pozwala nam porządkować świat i połapać się w jego chaosie, co udowodnił Amerykanin, rozwodząc się przez znaczną część książki o religii oraz mitach narodowych. W wypadku obydwu zjawisk mamy do czynienia z rozbuchanym storytellingiem, z czystej maści konstruktywizmem społecznym, czyli – znacznie rzecz uogólniając – tworzeniem sztucznych podziałów między ludźmi.

Aby pokazać, że nasze życie jest zgrabnie skonstruowaną opowieścią, napisał Gotschall o ciągłym fantazjowaniu na swój temat, nazywanym przez niektórych procesem budowania tożsamości. Jak dowiódł Amerykanin, mamy w przypadku owego procesu do czynienia ze swoistym opowiadaniem historii swojego własnego życia. Opowiadanie to jest oparte na wybielaniu swojej osoby, racjonalizowaniu „złych postępków” i podkreślaniu „dobrych”. Ci z nas, którzy mają szczęście nie mieć depresji – jedynego stanu, kiedy możemy zobaczyć rzeczy takimi, jakimi są naprawdę – nieustannie wyolbrzymiają zalety swojej osoby i wady wszystkich wokoło.

Fikcja trzyma nas w żelaznym uścisku i nie chce puścić, ale wcale nam to nie doskwiera. Mało tego, spełnia dla nas ważne funkcje, pozwala się uczyć reguł życia społecznego, umożliwia znalezienie się w różnych sytuacjach społecznych oraz przygotowuje do nieprzewidzianych zdarzeń. Dzieje się tak dlatego, że opowiadane narracje pokazują zmaganie się z najrozmaitszymi problemami. Zwykle są one rozwiązywane z korzyścią dla bohatera, a zatem fikcja wskazuje nam, jak postępować, żeby przezwyciężyć kłopoty.

Takie zadanie spełnia również popkultura pociągająca nas nie dlatego, że zapewnia rozrywkę, ale dlatego że stanowi istotny mechanizm adaptacyjny. Jako taka kultura masowa cieszyć się będzie niesłabnącą popularnością, a także stanie się bardziej wysublimowana. Zdaniem Gottschalla widać to doskonale już dzisiaj, chociażby w przypadku powstania gier MMORPG, zapewniających nie tyle chwilowe przeniesienie do sztucznie wykreowanych światów, ile doświadczenie kompletnej w nich imersji.

Zamiłowanie i predyspozycje do storytellingu są dla autora cechą biologiczną, wynikającą z budowy naszego mózgu. Nawiązując do modnego ostatnio tematu, jakim jest gender, stwierdzić należy, że opisywana książka nie spodoba się miłośnikom owej nieideologii. Amerykanin jest bezkompromisowy w swoich poglądach, co przejawia się chociażby wówczas, gdy postawił wyraźną granicę między fikcjami snutymi przez kobiety i mężczyzn. Każda płeć opowiada inne historie, co ma być widoczne już w dzieciństwie. Gotschall pokazał, że totalną porażką kończyły się wszelkie eksperymenty mające na celu doprowadzenie do sytuacji, kiedy dziewczynki bawiłyby się samochodami czy strzelały do innych dziewczynek, używając zabawkowych pistoletów, a chłopcy urządzali zabawy lalkami czy w sklep.

Podsumowując, stwierdzić należy, że kluczowe tezy Amerykanina nie powalają oryginalnością. O socjalizacyjnej roli kultury popularnej czy szerzej rozumianego snucia historii napisano już dość dużo. Mimo to książka może się podobać, bowiem obrona popkultury przy pomocy psychologii ewolucyjnej to naprawdę interesujące i nowatorskie podejście. Do tej pory socjobiologowie raczej narzekali na kulturę masową, traktując ją w kategoriach wpisanego w nasze uposażenie genetyczne zamiłowania do seksu i przemocy. Co prawda autor chaotycznie skacze z tematu na temat, a poszczególne wątki są zbyt luźno powiązane, ale przytaczanie wielu „scen z życia codziennego” oraz eksperymentów psychologicznych ilustrujących omawiane zagadnienia czyni omawianą pozycję bardzo ciekawą.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -