26 maj 2013

Właśnie się dowiedziałem, że kolega z uczelni, wykładowca, powiedział do studenta: „Nie pierdol, mów”. Na dokładkę uświadomiono mnie, że mój szef opowiada na wykładzie studentom, że marzy o „miejscu pachnącym kobietami i wódką”.

Poczułem się nieco dziwnie; nie żebym nie wiedział, że niektórzy wykładowcy mają specyficzny styl, lubią „ubarwiać” swój akademicki język i z tego względu są postaciami legendarnymi. To nic nadzwyczajnego; każda uczelnia, wydział czy instytut ma wykładowców wyczyniających rzeczy powodujące, że w oczach studentów najlepsza sytuacja to ta, kiedy naukowiec staje się showmanem zabawiającym publiczność. Opowiastki o takowych personach od niepamiętnych czasów krążą przekazywane z ust do ust; mimo to spisanie czyjeś kontrowersyjnej wypowiedzi i udostępnienie jej szerszemu gronu, było do tej pory nie do pomyślenia.

Nie chcę się bawić w moralizatorstwo, bo generalnie daleko mi do takich tendencji, ale jednak nie wytrzymuję, kiedy widzę wysyp stron fejsbukowych, które określić można mianem „donosicielskich”. Nietrudno wyobrazić sobie, że to, co z perspektywy studenckiej wydaje się fajną zabawą, jest poważnym naruszeniem etycznym. Jeśli „kapuje się” na wykładowcę, ujawniając jego kontrowersyjną wypowiedź, a przy tym podaje jego imię i nazwisko, to właściwie nie trzeba tłumaczyć, dlaczego taka praktyka musi być oceniona źle. Nie oszukujmy się, nawet podanie inicjału, przy jednoczesnym zaznaczeniu jednostki, gdzie dany akademik jest ulokowany, niewiele pomoże w zapewnieniu owemu strzępi mordzie anonimowości.

Ktoś mógłby pomyśleć, że może jestem sfrustrowany, bo moje wypowiedzi nie pojawiły się na „kapusiowej” stronie, ale tak nie jest. Właściwie to jestem wdzięczny, że ich tam nie ma i mam nadzieję, że jestem na tyle nudny, że żadne nigdy się nie pojawią. Nie wiem, czy praktyka „donoszenia” wywoła jakąś oficjalną reakcję, na przykład władz uczelni albo administratorów Facebooka. Jeśli uczelnie uznają to za dobre z perspektywy marketingowej, to chyba sięgniemy już dna.

{ 25 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. człowieku, wyluzuj, śmieszny i zabawny tekst, który słyszy 250 osób na wykładzie jest czymś złym? Czym się różni udostępnienie go na facebooku od metody powtarzania z ust do ust. Przykład tzw. bólu dupy o "donosicielstwo", które nie wiadomo skąd autor wymyślił...

    OdpowiedzUsuń
  2. Donoszenie... Osoba publiczna, a nią po części wykładowca jest, powinna się liczyć z cytowaniem jej. A jeśli pozwala sobie na takie teksty, to raczej bierze pod uwagę że mogą rozejść się. Taka praca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardziel boli, że wykładowcy coraz częściej nie potrafią mówić literacką polszczyzną.

    OdpowiedzUsuń
  4. A to przypadkiem nie powinno być tak, że jeśli studenci nie mogą powiedzieć prawdy o wykładowcach i realiach ich pracy wprost na uczelni to uczelnia powinna "zbadać sprawę" ewentualnych przekroczeń etycznych i coś z tym zrobić, a nie uznać za donosicielstwo? Chyba sam sobie odpowiem - nie, bo w Polsce oznaczałoby to ukrócenie wszystkiego o 100%, doprowadzenie do sytuacji, gdzie wykładowca bałby się uśmiechnąć i zaostrzenie wszystkich dotychczas stosowanych reguł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do któegoś z anonimów - totalna racja ! Człowiek na takim stanowisku powinien umieć się wysławiać, tymczasem, 3/4 z nich WŁANCZA i WYŁANCZA rzutnik, albo mówi, że musi WZIONŚĆ mikrofon.

    OdpowiedzUsuń
  6. Poza tym, gdyby cytowani Wykładowcy żartowali w sposób inteligentny i błyskotliwy, na akademickim poziomie, nie nawiązując tym samym do seksu i pieniędzy, nie było by chyba sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Drogi Autorze, skoro problem Ciebie nie dotyczy to czemu podciągasz go pod kablowanie na wykładowców?

    OdpowiedzUsuń
  8. Owe wypowiedzi nie pojawiają się na tych stronach w formie donosu bądź w celu wywołania kontrowersji, studenci najzwyczajniej dzielą się zabawnymi tekstami swoich wykładowców, które pozwalają im ujrzeć "ludzką" stronę wszystkich mgr dr i prof, którzy istotnie są przecież zwykłymi ludźmi i mają prawo zarówno przeklnąć, jak i dwuznacznie zażartować.

    OdpowiedzUsuń
  9. xd drogi autorze masz powazny problem ze soba ... nie zartuje. strona jest zalozona m.in. dlatego zeby wykladowcy zostali w pamieci studentow i mogli ich wspominac z usmiechem. strona z anegdotami wykladowcow nijak sie ma do donosicielstwa z reszta swego czasu anegdoty wykladowcow zostaly wydane w postaci ksiazeczki za czasow PRL, byly tam podawane inicjaly i nawet "zwolennicy tamtego ustroju" nic do niej nie mieli. na milosc boska prosze sie ogarnac i to porzadnie, bo ten tekst wyzej jest conajmniej zalosny i kompromitujacy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Święta racja większości anonimów. Wykładowca ,,rzucając" jakiś tekst zdaje sobie chyba sprawę z tego, że będzie on przekazywany z ust do ust. To, że studenci utworzyli żartobliwy profil na fb to nie żadne donosicielstwo. Imię i nazwisko wykładowcy i tak i tak by zostało ujawnione, co za różnica czy w internecie czy w ,,realu" ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Wypowiedź prowadzącego wykład JEST WYPOWIEDZIĄ PUBLICZNĄ. To nie jest spotkanie prywatne, tylko zajęcia na państwowej uczelni - tu nie ma czegoś takiego jak prywatna konwersacja, tylko jest urzędnik państwowy w czasie pełnienia swojej służby. Być może nadszedł czas, aby wreszcie brać odpowiedzialność za swoje, powtórzę: publicznie wypowiadane, słowa? To my studenci mamy Was tego uczyć?

    OdpowiedzUsuń
  12. http://img.sadistic.pl/pics/336623_db507bb116fb.png

    OdpowiedzUsuń
  13. "Do któegoś z anonimów - totalna racja ! Człowiek na takim stanowisku powinien umieć się wysławiać, tymczasem, 3/4 z nich WŁANCZA i WYŁANCZA rzutnik, albo mówi, że musi WZIONŚĆ mikrofon."
    Jak się uczęszcza na uczelnie na której wysokie są tylko mury to nie ma się co dziwić że wykładowcy WYŁANCZAJĄ rzutniki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. O lala, widzę, że się już termin "służba publiczna" i "urzędnik państwowy" kompletnie wypaczyły. Uczelnia to nie organ władzy, to jest dosyć jasne, zwłaszcza w świetle autonomii uczelni, wykładowca to nie urzędnik wobec tego i nie "pełni służby".

    Inna rzecz, jak takie prywatne konwersacje oceniamy.

    Oczywista jest różnica skali i stopnia upublicznienia w rozmowie ze znajomymi a przy wrzuceniu na Facebooka, podobnie jak oczywista jest różnica między pożyczeniem książki znajomemu a wrzuceniem jej, bez hasła, do sieci. Ten sam czyn dokonany w gronie znajomych jest prywatny, wrzucony do sieci może być odbierany jako upublicznienie (choćby dlatego, że w sieci rzeczy zostają, a rozmów ze znajomymi zwykle nie nagrywamy) - z pewnością łatwiej do niego dojść.

    Cała ta dyskusja pokazuje, bardzo ciekawie, jak te wszystkie portale społecznościowe zmieniły granice/wyczucie tego, co prywatne i tego, co publiczne oraz zniosły/osłabiły kategorię tego, co się robi, ale nie mówi (fakt, proces się zaczął sporo przed siecią, sieć się tylko wpisuje w zmiany kulturowe; ruchy liberalne też się tutaj przyczyniły niewątpliwe).

    Ciekawe to wszystko.

    (czułabym się urażona, gdyby moje słowa z dowolnej rozmowy, także czysto koleżeńskiej, ktoś bez zgody dosłownie przytoczył na Facebooku; krótkie streszczenie pt. "rozmawiałem o tym i o tym" to coś całkiem innego, oczywiście)

    Inna jeszcze rzecz, że jeśli wykładowca się tak zwraca, jak w przytoczonych przykładach, to on sam granice prywatnego/publicznego zamazuje i przekracza, więc nie powinien się dziwić, jeśli potem owo zamazanie uderza w niego. Gdyby mówił studentom per "pan/pani" i z zachowaniem innych norm grzecznościowych, to prawdopodobnie by się na Facebooku nie znalazł. Fakt, że potępiamy kradzieże samochodów nie zmienia faktu, że jeśli ktoś w niebezpiecznej okolicy samochodu nie zamknie, to popełnia głupstwo.

    OdpowiedzUsuń
  15. Drogi Autorze, naruszenie etyczne? i donosicielstwo? Od kiedy cytat jest naruszeniem etycznym?

    Sama prowadzę zajęcia i podobnie jak Pan (najwyraźniej, skoro Pana nie cytują) uważam na słowa i liczę się z tym, że to, co mówię, może być przekazane dalej. Studenci mają prawo mówić, co powiedziałam na zajęciach, więc nie miałabym najmniejszego prawa mieć pretensji, gdybym coś takiego potem przeczytała w sieci. A nawet gdyby było to coś niestosownego lub głupiego, mogłabym mieć pretensje jedynie do siebie.

    Inna rzecz sama czytam te cytaty, czasem pojawiają się słowa "legend" z mojego kierunku i proszę mi wierzyć wzbudzają jedynie sentyment do lat studiów, a nie oburzenie. Naprawdę, kestem przekonana nie tylko, że nazwanie tego donosicielstwem jest po prostu błędem, ale też, że intencje twórców takich stron nic wspólnego z donoszeniem nie mają. Proszę poczytać komentarze studentów pod cytatami, nawet te cytaty, które naruszają poczucie dobrego smaku, komentowane są przez studentów z sympatią.

    Życzę trochę więcej dystansu do siebie i reprezentowanej przez siebie instytucji. Inteligencja jest matką poczucia humoru, jak pisał Konwicki, więc nam, ludziom uczelni, nie powinno go aż tak brakować.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako studentka mam mieszane uczucia na ten temat. Myślę, że słowo "donosicielstwo" to faktycznie za mocne określenie na to zjawisko - nikt tutaj nie "donosi", bo donosi się komuś konkretnemu, a nie przez zwykłą publikację. Wprawdzie miło jest powspominać żarty niektórych wykładowców, niektóre z wymienionych słyszałam na własne uszy, jednakże granice między słowami prywatnymi a publicznymi faktycznie się zacierają i uważam, że nie jest to dobre.

    Sądzę, że taki fanpage nie powinien jednak powstać. Słowa wykładowców są kierowane do studentów, ubarwiane po to, żeby urozmaicić studentom nudne teorie, jakich muszą się uczyć. Ale upublicznienie ich WSZYSTKIM użytkownikom sieci może pociągnąć za sobą np. uzyskanie reprymendy od władz uczelni za niestosowne żarty czy słownictwo. Studenci powinni jednak szanować to, że to do nich właśnie wykładowcy się zwracają żartobliwie i nie sprawiać im potencjalnych problemów przez rozgłaszanie tego w świat. Odmiennie by wyglądało założenie tego tematu np. na forum stricte studenckim, gdzie cytaty wykładowców byłyby źródłem wspomnień, a nie możliwych problemów.

    Drugą sprawą jest to, jak sami wykładowcy są odpowiedzialni za swoje słowa. Osobiście uważam, że odnoszące się cały czas do sfery seksualnej wypowiedzi nie są na poziomie akademickim. Nie da się ukryć, że podniosły charakter uczelni wyższych, gdzie wykładowca był osobą szanowaną i zachowującą się w sposób wzbudzający szacunek, jest już dawno za nami. " Inteligencja jest matką poczucia humoru, jak pisał Konwicki, więc nam, ludziom uczelni, nie powinno go aż tak brakować" - racja oczywista, jednakże owi "ludzie uczelni" powinni zaskakiwać bystrością, elokwencją, erudycją, gdyż ciągłe nawiązywanie do seksu to nie inteligencja, a powiedziałabym wręcz prostactwo i nieprzyzwoitość, która nie przystoi reprezentantom nauki.

    Nie można więc wytykać błędu tylko założycielom tego fanpage'a czy tylko wykładowcom, którzy nie uważają, co mówią, gdyż obie strony powinny pomyśleć o konsekwencjach i o tym, o czym świadczy ich zachowanie - z mojej perspektywy, świadczy zarówno o obniżeniu kultury uczelnianej, jak i o obniżeniu wyczucia tego, co można upublicznić, a tego, co powinno zostać przynajmniej między wykładowcą a studentami.

    OdpowiedzUsuń
  17. według mnie sami wykładowcy zacytowani na łamach funpage powinni się wypowiedzieć... dodam tylko, że UKW nie jest jedyną, która ma stronę na fb z cytatami wykładowców... nie rozumiem o co te larum ze strony Pana Doktora Siudy. Pozdrawiam, była studenta socjologi

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja zgadzam się, że poziom niektórych cytatów jest żenujący, ale to nie wina twórców strony, tylko wykładowców. Przeciwnie do autorki przedostatniego komentarza uważam, że taka strona może przyczynić się nie do obniżenia, lecz do podwyższenia standardu, bo niektórym wykładowcom najwidoczniej przyda się poczucie kontroli, choćby w takiej postaci. Mogą dostać reprymendę? No cóż, może powinni.

    Na mnie tekst Pana P. Siudy sprawił wrażenie, jakby ludzie uczelni się przestraszyli, że teraz może wyjść na jaw, co się na uczelni dzieje. Przykre to.

    OdpowiedzUsuń
  19. I jeszcze jedno, nie rozumiem, o jakim zacieraniu granicy między prywatnym a publicznym mowa. Uczelnia (państwowa) to miejsce publiczne, a dyskusje na wykładach i ćwiczeniach to nie rozmowy prywatne.

    OdpowiedzUsuń
  20. Witam wszystkich anonimowych :) Strasznie dużo tych komentarzy, za wszystkie dziękuję, postaram się niedługo napisać małe "sprostowanie" do wpisu o fanpejdżach, bo odpowiadanie na wszystkie komentarze jest niemożliwością (między innymi na nagromadzenie anonimów - zachęcam do używania nicków, inicjałów itd.).

    OdpowiedzUsuń
  21. Ciekawe, że autor cenzuruje komentarze :)))) ale ubaw!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Większość się oburza, tylko pytanie: bardziej na określenie "donosicielstwo" czy na samą treść przytaczanych słów wykładowców? Mówimy o poziomie profesorów, a spójrzcie na to z drugiej strony, jaki poziom prezentują studenci? może tylko taki język i niewybredne żarty są w stanie oderwać uwagę słuchaczy od "śmigania" po necie i wrzucania nowych zdjęć pt: "takie tam". Po dowcipie mniej inteligentnym- bo dopasowanym do studenta, chociaż przez chwile student słucha. Jest czujny żeby kolejnego "fanu" nie przegapić i może mimo chodem coś uda mu się zapamiętać z wykładu. Taka strategia wykładowcy, chyba raczej świadczy o inteligencji. Wiem też że są i tacy wykładowcy którzy mają "swój styl" i nawet orły sokoły w ławach tego by nie zmieniły. Chyba po prostu wszyscy jesteśmy ludźmi:-)
    Gośka

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie rozumiem całej tej nagonki na "donosicielstwo". Jeżeli to, że mówili tak a nie inaczej nie jest niczym złym to nie powinna ich (wykładowców) spotkać żadna nieprzyjemność z powodu upublicznienia ich słów (inna sprawa, że mówienie o upublicznieniu po tym jak wykładowca mówi coś grupie kilkuset osób jest śmieszne). Jeśli jednak, źle że tak mówili to powinni ponieść karę i dobrze, że rośnie szansa, że ją poniosą.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -