14 mar 2013

Pod koniec 2008 roku głośno było o Anthonym Biggsie, dziewiętnastolatku, który zdecydował się popełnić samobójstwo i… pokazać je w internecie, wykorzystując serwis Justin.tv. Chłopak solidnie się do ostatecznego kroku przygotowywał, między innymi zamieścił na forach kulturystów, gdzie był zapisany, kilka wpisów zapowiadających, że zamierza się zabić. Moderatorzy zignorowali te posty, ponieważ uznali je za dowcip kogoś, kto chce jedynie zwrócić na siebie uwagę.

Biggs, siedząc przed kamerą internetową, połknął garść tabletek, położył się na łóżku i zasnął. Wszyscy śledzący to „show” przekonani byli, że mają do czynienia z grą aktorską. Dopiero wówczas, gdy stało się jasne, że chłopak nie oddycha, powiadomiono administratorów Justin.tv, którzy wyśledzili miejsce zamieszkania samobójcy i powiadomili odpowiednie służby. Na ekranach monitorów ludzi śledzących ten tragiczny „spektakl” można było podobno zobaczyć policjantów i lekarzy wchodzących do pokoju, mierzących puls nastolatka i przystępujących do akcji ratowniczej.

Abstrahując od tego, czy zachowanie internautów obserwujących opisaną scenę było czy nie było prawidłowe (część z nich tłumaczyła, że nie zdecydowała się reagować, gdyż Biggs już wcześniej groził, że się zabije i zawsze udawał), warto zauważyć jednakowy ton, w jakim opisywane było zdarzenie w mediach. Dziennikarze narzekali na apatię internautów i wskazywali, że w dobie e-pajęczyny odsetek samobójstw będzie rosnąć. Osoby, które wcześniej nigdy nie zdecydowałyby się na wspomniany krok, teraz są zachęcone przez fakt posiadania publiczności. Internetowe kamery i serwisy typu Justin.tv sprzyjają samobójstwom w tym sensie, że przestają one być – w mniemaniu desperatów – mało znaczącymi aktami. Ma się tak dziać między innymi dlatego, że inni internauci potrafią utwierdzać potencjalnych samobójców w podjętej decyzji, a nawet podpowiadać, jaki jest najskuteczniejszy sposób zabicia siebie. Taka znieczulica to rzekomo efekt internetowej alienacji i sieciowego psychologicznego dystansu.

Dziennikarze muszą swoje opowieści odpowiednio podkolorować, to oczywiste. Właśnie dlatego warto jest podejść do internetowych samobójstw w sposób naukowy. Niestety, tego „fenomenu” nie analizuje się zbyt często i dlatego więcej jest pytań niż odpowiedzi. Czy rzeczywiście internauci są tak wyrachowani i nie pomagają osobom planującym samobójstwo? Czy ludzie chcący je popełnić i szukający informacji, jak to zrobić, mają większą szansę natknąć się na serwisy oferujące w tej mierze porady czy raczej miejsca, gdzie proponuje się mniej lub bardziej profesjonalną pomoc (na przykład strony psychologicznych konsultacji online)? Czy faktycznie wzrost liczby samobójstw zawdzięczamy internetowi, czy odsetek był taki sam przed nastaniem ery elektronicznej sieci?

Czy internetowe serwisy, gdzie opisuje się sposoby zabijania siebie, należy postrzegać wyłącznie w kategoriach negatywnego wpływu na zachowania i postawy odwiedzających je internautów? Być może tego rodzaju zakamarki e-pajęczyny są ważne dla budowania tożsamości młodych osób, dla których okres dojrzewania jest czasem wymagających rozwiązania konfliktów. Czy partycypacja w wirtualnych społecznościach potencjalnych samobójców może być traktowana jak odgrywanie i wyładowywanie niebezpiecznych impulsów?

Dużo tych pytań i tylko to jest pewne, że medialne doniesienia skupiają się nie tyle na samych samobójstwach, ile na technologii, to jest internecie. Niewiele miejsca poświęca się czynnikom pozasieciowym, które mogą być istotne w wypadku podjęcia decyzji o zabiciu siebie, w tym przede wszystkim zdrowiu psychicznemu ofiar. Odwołując się do podanego na początku przykładu, zaznaczyć trzeba, że Biggs leczył się u psychiatry i miał poważne zaburzenia osobowości. Czyż nie lepsze – z perspektywy tych, mogących popełnić samobójstwo – byłoby, gdyby dziennikarze pisali nie tyle o znieczulonych i niewrażliwych na krzywdę innych internautach, ale pomocowych stronach, gdzie uzyskać można wsparcie?

{ 3 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. napisałem artykuł naukowy przed laty na ten temat
    http://kmt.uksw.edu.pl/samobojstwa-nastolatkow-w-internecie-artykul

    pozdrawiam serdecznie
    Piotr Drzewiecki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za link. Na pewno przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak narzekasz na tych nieszczęsnych dziennikarzy, a gdzie w Twoim wpisie adresy stron z pomocą? :) Strasznie dużo ciężkich pytań zadajesz, na które nie próbujesz znaleźć tu odpowiedzi, a szkoda, byłoby z czym dyskutować.

    Nie wydaje mi się, żeby ilość samobójstw wzrosła, bo internet. To nie takie proste. Obawiam się, że te ich (prawdziwe) reality show są wołaniem o pomoc. Oglądałam kiedyś dokument o dwójce starszych ludzi mieszkających w domku przy "skale samobójców", jednym z fiordów. Okazało się, że większości tych samobójców pomagało zaproszenie na herbatkę i wypłakanie się w rękaw.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -