18 mar 2013

Alexandra Maryansky twierdzi, że ludzie są z natury samotnikami; uspołecznienie to wynik przymusu. Amerykańska badaczka doszła do takich wniosków, badając wielkie małpy, czyli człowiekowate: orangutany, szympansy, goryle. Na podstawie literatury opisującej zachowania tych zwierząt stwierdziła, że preferują one jednostkowy, a nie zbiorowy sposób funkcjonowania, czego wyraźnym przejawem są: odchodzenie samic (rzadko kiedy samców) z grup w okresie dojrzewania płciowego, niestabilne układy partnerów w stosunkach seksualnych oraz obfitość słabych więzi społecznych, przy nielicznych tylko silnych więziach między dorosłymi osobnikami. Maryansky pokazała, że małpy zachowują się wobec siebie z wyjątkową rezerwą, nie nawiązują jawnych interakcji społecznych, spędzają większość swoich dni na samotnych wyprawach. Jedyne silne więzi, które można zaobserwować, to te występujące między samicami i ich potomstwem; oprócz tego w społecznościach człowiekowatych na próżno szukać stabilnych ugrupowań społecznych.

Pani socjobiolog zauważyła, że podobne tendencje występują u człowieka, który nie może nie być indywidualistą, bowiem skłonność do indywidualizmu wynika z natury. Te poglądy należy rozumieć w kategoriach podobieństwa genetycznego do człowiekowatych, jak powszechnie wiadomo, biologicznie najbliższych ludziom. Twierdzenie, jakoby uspołecznienie nie było dla nas czymś naturalnym, to postawienie na głowie całej socjologii, opierającej się przecież na badaniu kolektywów ludzkich oraz jednostek znajdujących się pod ich wpływem.

Ktoś zdziwiony poglądami Maryansky zapyta zapewne: skoro genetycznie jesteśmy indywidualistami, dlaczego wokół nas istnieje tyle grup i z jakiego powodu na każdym kroku stykamy się z przejawami kolektywizmu? Wątpliwości rozwiewa sama badaczka, uznając, że uspołecznienie to swoisty kierat nałożony na nas wskutek konieczności zapewnienia sobie środków do życia. W ciągu wieków populacje ludzkie zwiększały swoje rozmiary, aby przetrwać. Kopieniactwo, rybołówstwo, myślistwo, rolnictwo, produkcja przemysłowa pozwoliły ludziom rozwinąć się jako gatunek, ponieważ uniezależniły ich od kaprysów przyrody. Wszystkie wymienione sposoby gromadzenia zasobów spowodowały jednak, że człowiek uwięził sam siebie w sztucznych (niezgodnych z naturą biologiczną) formach społecznych. Owo uwięzienie podtrzymywane jest przez kulturę legitymizującą wspomniane społeczne formy i pozbawiającą ludzi tak im potrzebnej autonomii oraz wolności.

Liczyły się one (autonomia i wolność) również dla Herberta Marcuse, czyli teoretyka z zupełnie innych niż Maryansky regionów myśli społecznej. Niemiec zauważył, że obecnie nie możemy być autonomicznymi i wolnymi w związku z konsumeryzmem nakładającym bariery na naszą potrzebę wolności, zrównującym ją do swobody konsumenckich wyborów i w związku z tym oddalającym nas od naszej prawdziwej natury. W myśl poglądów Marcusego łatwo wyobrazić sobie człowieka wyrwanego z kapitalistyczno-konsumenckiego świata, jako niepotrafiącego się odnaleźć, co związane jest z pustką powstałą wskutek braku gotowych – wytworzonych przez konsumeryzm – preferencji. Tak silne jest wykorzenienie naturalnych pragnień człowieka, że bez kapitalistycznych podniet nie jest on już w stanie żyć. Właśnie dlatego uznać można współczesną kulturę za tyranizującą i opresyjną, a przez to świadczącą o „końcu jednostki” i końcu indywidualizmu. Wszyscy jesteśmy poddani tym samym sztucznym potrzebom, a na dokładkę cierpimy wskutek technologicznej i społecznej standaryzacji, czyli immanentnych właściwości kapitalizmu.

Represja jest u Marcusego – podobnie jak u Zygmunta Freuda – niezbędna do przekształcenia natury w kulturę, ale w społeczeństwach kapitalistycznych jest ona niezwykle silna, przy czym szczególnie ogranicza ludzką zmysłowość i erotyzm (mamy zatem do czynienia nie z freudowską represją, a nadrepresją). Ważne jest, że tych nie należy utożsamiać z seksualnością (a przynajmniej nie tylko); przez erotyzm Marcuse rozumiał ogólną postawę wobec świata, pogodzenie człowieka z przyrodą oraz jednostki z grupą, czyli konkretne nastawienie do innych ludzi, a także wynikającą z niego estetykę i autonomiczną ekspresję. Wszystko zgodne z tym, co tkwi w człowieku najgłębiej, czyli z jego pierwotną, wolną i – de facto – jednostkową naturą. Erotyzacja wszystkich aspektów ludzkiego bytowania ma prowadzić do spontanicznego i radosnego stosunku do życia oraz do jednostkowego spełnienia.

Nie ma większego sensu zestawianie dwóch przedstawionych koncepcji pod względem ich teoretycznych źródeł, gdyż – jak już się rzekło – obydwie pochodzą z zupełnie innych sfer myśli społecznej. Warto natomiast zauważyć, że zarówno Maryanski, jak i Marcuse, chociaż obierają inną drogę, dochodzą do tego samego miejsca, jakim jest pochwała obecnych czasów. To właśnie współczesność ma pozwalać na uwidocznienie się natury ludzkiej, jej wyjście z cienia, uwolnienie się z reżimów uspołecznienia (w wypadku Marcusego: kapitalistycznego uspołecznienia – przymiotnik wart dodania).

Większość socjologów pomstuje na współczesny – charakterystyczny dla obecnej sytuacji gospodarczej – tryumf indywidualizmu i wynikające z niego osłabienie więzi odrywające jednostki od wspólnot rozumianych w tradycyjnie socjologicznym stylu, jako skupiska silnie uspołecznionych jednostek. Maryanski chwali dzisiejsze czasy, pokazując, że obecnie ignoruje się naturę istot ludzkich w mniejszym stopniu niż kiedyś. Ery industrialna i postindustrialna odpowiadają owej naturze w tym sensie, że oferują więcej wyborów, a także dlatego, że wyraźna jest w nich pochwała indywidualizmu. Zachęca się do niego (indywidualizmu), ponieważ społeczeństwa są tak strukturyzowane, że zwiększa się płynność i przejściowy charakter więzi społecznych, jak również następuje ograniczenie silnych więzi pozarodzinnych. Ważną rolę odgrywa tutaj materializm współczesnych społeczeństw oraz coraz powszechniejszy dobrobyt uwalniający od konieczności łączenia się w grupy mające na celu ułatwienie zdobycia zasobów.

Poglądy Marcusego tylko z pozoru są sprzeczne z opiniami amerykańskiej badaczki. Dostrzega on oczywiście w kapitalistycznym konsumeryzmie zagrożenie, ale jednocześnie w jego koncepcjach wyraźnie obecna jest myśl, jakoby dominująca dzisiaj zasada gospodarczej wydajności stwarzała najlepsze, z perspektywy dziejów ludzkości, warunki transformacji społeczeństwa. Źródłem tego potencjału jest technologiczno-przemysłowe zaawansowanie i wynikający z niego dobrobyt. Dostępność materialnych zasobów powoduje, że odciążeni od konieczności ich ciągłego zdobywania ludzie mogą wreszcie dążyć do jednostkowego spełnienia przez włączanie w tkaninę społeczeństwa stłumionej erotycznej strony ich życia. Wreszcie można się zacząć realizować jako autonomiczne, mające swobodę wyboru i cieszące się życiem indywiduum.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -