18 lut 2013

Sheldon Cooper nie cierpi na zespół Aspergera, bo – jak dobrze wiedzą wielbiciele The Big Bang Theory – „his mom had him tested”. Nie oznacza to jednak, że zachowania bohatera wspomnianego serialu uznać można za konwencjonalne, choć producenci serialu zaprzeczają, jakoby chcieli sportretować osobę z zaburzeniami psychicznymi. Moja koncepcja jest następująca: Sheldon to wcale nie „czubek”, ale eksperymentator prowadzący doświadczenia z zakresu socjologii, a dokładniej etnometodologii.

Etnometodologię uznaje się dzisiaj za działkę socjologii, choć jej twórcom i przedstawicielom na pewno takie przedstawienie sprawy się nie podoba. Dążyli oni do tego, aby radykalnie zaprzeczyć innym formom teorii socjologicznej i wykazać odmienność własnego podejścia, czerpiącego z filozoficznych inspiracji fenomenologicznych, zawartych w pismach Edmunda Husserla czy Alfreda Schütza. Etnometodolodzy chcieli się zatem sytuować poza wszelkimi paradygmatami badawczymi nauk społecznych, przedstawiając swoje pomysły jako coś nowego. Wyszło jak wyszło; obecnie omawiany nurt utożsamiany jest przede wszystkim z interakcjonizmem oraz analizą konwersacji.
 
To właśnie rozmowy są niezwykle istotnym elementem analizy etnometodologicznej, ale, aby zrozumieć, dlaczego tak jest, warto przyjrzeć się ogólnym założeniom opisywanego podejścia. Jest ono nieco matriksowe, to znaczy przyjmuje się założenie, że świat, tak jak jest on postrzegany przez nas, istnieje tylko i wyłącznie w naszych głowach i właściwie nie mamy pewności, czy ktoś oprócz nas rzeczywiście w nim (świecie) funkcjonuje. Można powiedzieć, że tyle jest rzeczywistości społecznych, ilu ludzi żyje na Ziemi, co oznacza, że każdy samodzielnie „odczytuje” otaczające nas zdarzenia i nadaje im sens; rozumie je na własny sposób i często robi to zupełnie inaczej niż inni. Pojawia się zasadnicze pytanie: w jaki sposób w ogóle istnieć może świat społeczny, skoro wszyscy żyją we własnej bajce? Tym zagadnieniem zajmują się etnometodolodzy, którzy próbują rozszyfrować, w jaki sposób ludzie wzajemnie podtrzymują przekonanie, że życie społeczne ma charakter realny i jak dochodzi do ustalenia wzajemnych sensów.

Sprawę należy uściślić – nie chodzi o to, że etnometodologa interesuje, jakie normy i reguły rządzą codziennością. W etnometodologii od początku „zawiesza się” kwestię tego, czy istnieje, czy nie istnieje zewnętrzny świat norm, ról, wartości i przekonań. Dla etnometodologa nie ma to większego znaczenia, fascynuje go natomiast sposób, w jaki ludzie tworzą poczucie podzielania wspólnego obrazu świata, czyli jak dochodzi się do przeświadczenia, że istnieje obiektywna, zewnętrzna rzeczywistość. Proces dochodzenia do takiego przekonania najlepiej jest opisać, odkrywając metody używane przez ludzi w toku podejmowanych przezeń interakcji.

Metody te wiążą się przede wszystkim z językiem i gestami, których użycie zawsze osadzone jest w konkretnym kontekście, co oznacza, że – generalnie – świadomi jesteśmy tego, jak powinniśmy się zachować w danej sytuacji, czyli co powiedzieć, jakie gesty użyć itd. Nawet jeśli w danym momencie nie potrafimy się odnaleźć, czyli nie wiemy, jaki jest przyjęty sposób postępowania, twórczo i aktywnie manipulujemy wrażeniami, aby stworzyć i podtrzymać wizję rzeczywistości. Na przykład pytani przez znajomego: „rozumiesz, o co mi chodzi?”, odpowiadamy „rozumiem”, bo wiemy, że tak trzeba, choć nie mamy zielonego pojęcia, co przyjaciel miał na myśli. Okłamanie drugiej osoby jest w tym wypadku mniejszym złem niż drążenie tematu, zaburzanie konwersacji i w ten sposób desynchronizowanie fal społecznych, na których obydwoje nadajemy.

W badaniu tego, jak ludzie podzielają wizję świata społecznego, wyspecjalizował się Harold Garfinkel, stosujący tak zwane eksperymenty przerywania. Polegają one na aranżowaniu rozmów, podczas których jedna z osób (pomocnik eksperymentatora) zachowuje się niczym ktoś chory psychicznie, to znaczy zaburza przyjęty sposób postępowania, głównie na poziomie językowym (stara się tak prowadzić dyskusję, aby wyprowadzić partnera z równowagi). Przykładem może być udawanie nieznajomości wyrażeń używanych przez nas na co dzień (Chociażby: „Osoba: Złapałem gumę. Eksperymentator: Co pan ma na myśli, mówiąc, że złapał pan gumę? Osoba: Jak to, co mam na myśli? Złapać gumę, to znaczy złapać gumę”). Eksperymenty miały doprowadzić Garfinkela do odkrycia metod stosowanych przez ludzi budujących wspólny obraz świata.

W tym momencie warto wrócić do The Big Bang Theory, bowiem jasne staje się, dlaczego doktora Sheldona Coopera uznać można za ucznia Garfinkela. Życie wspomnianego bohatera zdaje się jednym wielkim eksperymentem przerywania, niekończącą się próbą odkrycia mechanizmów ludzkiego postępowania przez zaburzanie założeń o normalności wielu obserwowanych przez nas codziennie zjawisk. Do tego typu eksperymentu nie pasuje tylko cierpliwość przyjaciół Sheldona, reagujących na jego dziwactwa (czy raczej eksperymenty) z dużą dozą wyrozumiałości. Osoby badane przez Garfinkela, nie potrafiły spokojnie znosić destrukcji przyjętych założeń odnoszących się do tego, jak powinien funkcjonować świat społeczny.


{ 11 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Sądzę, że Sheldon Cooper jest etnometodologiem z obcej planety, który tylko na potrzeby badań przyjął ludzkie ciało. To by dużo wyjaśniło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś w tym jest, Penny wielokrotnie podkreśla jego obce pochodzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może być również robotem wysłanym przez obcych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważmy, że on twierdzi, że chciałby być robotem - moim zdaniem to wystarczająca wskazówka ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie do końca tak. Proponuję przyjrzeć się nieco dokładniej przez wszystkie odcinki. Sheldon jest niezwykle spójny, uporządkowany i logiczny. Swój świat ma spartycjonowany, uporządkowany, często niemal co do godziny - w podobny sposób kategoryzuje sobie swoje doświadczenia. W pewnym sensie, Sheldon jest tak niezrozumiały i irytujący, ponieważ my jako "ludzie" jesteśmy istotami doskonale niezbornymi (Lem), przez co trudno nam funkcjonować w tak zorganizowanej rzeczywistości. Kto wie jednak, czy tak nie lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  6. @rattkin. Ale dialogi między Sheldonem i innymi jak żywo przypominają eksperymenty etnometodologiczne. Poza tym, to uporządkowanie jest totalnym odstępstwem od normy, którą jest - wspomniana przez Ciebie - "niezborność".

    OdpowiedzUsuń
  7. Fikcyjna postać Sheldon'a Cooper'a jest niestety niepokojąco dobrym obrazem ludzi specjalizujących się w dowolnej dziedzinie, świetnie widać to np. wśród studentów magistrów doktorantów i doktorów na dowolnej politechnice. Profesorowie szczególnie zwyczajni to już zupełnie inna bajka takim to akurat ta fikcyjna postać nie dorasta do pięt, jeżeli chodzi o nie zrozumienie ogólnie i powszechnie przyjętych zasad i norm społecznych zachowań... Przy nich to on jest jeszcze akceptowalny :P

    OdpowiedzUsuń
  8. @Paweł - widzę, że masz "dobre" zdanie o naukowcach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sheldon ma swoj świat 'wolny' od uogólnień stosowanych przez 'normalnych' w celu usprawnienia sobie komunikacji, jemu nie zależy na zrozumieniu 'normalnych' więc trudno go traktować jako eksperymentatora.
    Już pręcej Amy, mająca doświadczenie w pracy z żywym materiałem eksperymentalnym...

    OdpowiedzUsuń
  10. z tą cierpliwością to racja. Kiedy próbowałam 'przerywania' na swoim chłopaku to jeszcze było ok. Ale kiedy robiłam to wśród jego znajomych myślałam, że mi głowę ukręci ;)
    Polecam film 'Adam' z 2009 roku o chłopaku z zespołem Aspergera, to pewnie dobrze znany :) cudowny!!! :)
    pozdrawiam!
    Ells

    OdpowiedzUsuń
  11. @Ells - próbowanie 'przerywania' na najbliższych to ryzykowna sprawa ;-)

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -