30 sty 2013

Druga część wywiadu o Batmanie...

P.S. Wspomniałeś o tym, że w tekstach o Batmanie postacie są dwiema stronami tej samej karty. Czy mógłbyś rozwinąć ten wątek, odnosząc go tylko do postaci Mrocznego Rycerza. 

M.C. Jeśliby rozpatrywać świat Batmana od strony psychoanalizy, przypomina on poszatkowaną osobowość jednej osoby. Tworzy jedną, wewnętrzną całość wraz z połączeniem portretu psychologicznego Batmana z jego antagonistami, manifestującymi nasze pokusy, namiętności, poczucie straty, żalu i pragnienie wolności. Każdy z wrogów Batmana przejawia określone formy psychopatii – Joker jest anarchistą absolutnym działającym dla realizowania swojego hedonizmu i pogardy dla struktury społecznej. Two-Face to schizofrenik, ofiara przemocy domowej, straty członków swojej rodziny oraz nacisków kulturowych wynikających ze sprawowania przez niego urzędu prokuratora okręgowego, nie pomijając zamachu deformującego jego ciało. Catwoman, podobnie jak Joker, oddaje się przyjemnościom, czy to jako feministyczny demon Burtona, czy złodziejka uzależniona od adrenaliny Nolana. Pozostali antagoniści wrogowie Mrocznego Rycerza odzwierciedlali różnego rodzaju manie i obsesje, za które gotowi byli odebrać życie niewinnym ludziom. Byli wśród nich mordercy z kompleksem boga (Mr. Zsasz), fundamentaliści o ambicjach terrorystycznych (Ra’s Al Ghul), maniacy władzy i mocy (Bane), hedoniści zorientowani na emocje (Scarecrow) oraz lubieżni sadyści z kompleksami wynikającymi z etykietowania (Penguin). Nie brakuje również maniaków lubieżności (Poison Ivy), jak i narcyzów gotowych zrobić wszystko, by zaskarbić uwagę policji i opinii publicznej (Riddler).
 
P.S. Rozumiem, że w pracy przeanalizowałeś każdego bohatera pod kątem źródeł jego dewiacji? 

M.C. Niestety, w większości przypadków trudno było wydobyć genezę dewiacji poszczególnych postaci. Owszem, każda z nich przechodzi rytuał przejścia, w trakcie którego opowiada się po dobrej lub złej stronie. Nie jest to jednak obraz pogłębiony – nie wchodzimy zazwyczaj zbyt szczegółowo w ich dzieciństwo, relacje z innymi osobami, reakcjami na interakcje społeczne. Należy przyznać, że źródło dewiacji jest przedstawione w powierzchowny sposób, uproszczony, niekiedy nawet zinfantylizowany. Dla przykładu w filmie Batman Forever powodem, dla którego prokurator generalny Harvey Dent przeistacza się w złowieszczego Two-Face’a, jest uszkodzenie mózgu spowodowane oblaniem kwasem. Nie poznajemy na ekranach kin jego dzieciństwa, relacji z rodzicami, rówieśnikami. Nie dane jest nam nawet poznać jego relacji z pracownikami, gdy sprawował urząd prokuratora generalnego. Utrudniało to określenie zalążków jego specyficznego stosunku do rzeczywistości i świata. Tutaj wychodzi ważna cecha wszystkich adaptacji filmowych o Batmanie – są to ekranizacje autorskie, traktujące materiał komiksowy z dystansem, posiadające wiele cech nadanych bezpośrednio przez reżysera przydzielonego do projektu. Wygląda to tak, jakby twórcy odwoływali się do komiksowego pierwowzoru – ze względu na ewolucje na przestrzeni lat o wiele bardziej pogłębionego i złożonego – na zasadzie „puszczania oczka” do fanów.

P.S. A gdybyś miał jakoś podsumować swoje analizy Batmana – co ten tekst kulturowy nam daje, jaki przekaz ze sobą niesie? No i oczywiście, jaka jest w tym kontekście przyszłość franszyzy o Mrocznym Rycerzu?

M.C. Rzeczywistość zawarta w filmach o Batmanie wywleka na światło dzienne wszystko, co staramy się wyprzeć lub ukryć w naszej świadomości – strach, obawy, chęć czynienia chaosu, żądzę pożądania, pragnienie zaprowadzenia rewolucji, tęsknotę za tym co przeminęło bezpowrotnie. Dzięki nim zdajemy sobie sprawę, że zło jest pierwotne i tkwi w każdym z nas. Tylko od naszej pracy nad sobą, treningu oraz nadania życiu wartości i sensu zależy, czy będziemy mogli utrzymać nad nim kontrolę, ujarzmić i wykorzystać je do czynienia ogólnie pojętego dobra. Nawet, jeżeli będzie to kontrola okupiona ciężkim wysiłkiem albo cierpieniem.


Tego uczy nas legenda o Mrocznym Rycerzu – pomimo tragedii, jaką przeżył, znalazł w sobie siłę by odnaleźć drogę i próbować polepszyć świat, który wydaje się okrutny i bezwzględny. Być może nigdy nie zrealizuje swojego planu, ze strony innych spotka się natomiast z nieprzychylną reakcją. Będą go nazywać dziwakiem, ponurakiem. Ale czy taki nie jest? To Joker w filmie Mroczny Rycerz mówi: „Cokolwiek cię nie zabije, przeistoczy w obcego”. Każda tragedia i trauma zostawia bliznę na naszej psychice, która pozostanie bez względu na uświadczoną pomoc. Zamiast ją (traumę) niwelować, winniśmy znaleźć sposób na wykorzystanie jej w życiu codziennym, by nam służyła, czy to jako przestroga czy też jako środek do czynienia pożytku. Jest to postać, o której historie poruszają tak fundamentalne kwestie społeczno-filozoficzne, że powinny być skierowane głównie do dojrzałego odbiorcy.

W filmach przedstawiona wizja jest o wiele bardziej dosadna, gorzka, problematyczna. Z racji tego, jak kinematografia wpływa obecnie na przemysł komiksowy, przewiduję, że Batman jako obsesyjny neurotyk jeszcze mocniej zakotwiczy się w historiach obrazkowych i świadomości społecznej. To już się zresztą dzieje w komiksach autorstwa Scotta Snydera, gdzie Batman toczy boje z o wiele bardziej diabelskim Jokerem. Kto wie, może na fali tej tendencji niedługo, w którejś serii komiksowej, Batman zdecyduje się złamać swój kodeks i odebrać życie Jokerowi, którego egzystencji tak bardzo nie znosi. Jeżeli jednak tak by się stało, byłby to zdecydowany przejaw relatywizmu w popkulturze i argument za wyczerpaniem konwencji superbohaterskiej. Mam jednak nadzieję, że mit Batmana ma nam jeszcze do przekazania wiele wartościowych opowieści.

Z drugiej strony zastanawiam się ostatnio, czy oderwanie Batmana od freudyzmu nie byłoby dla niego zbawienne? Wyczuwam bowiem, że sama franczyza jest już powoli znużona tym kluczem. Wiązałoby się to jednak z rewolucyjnymi zmianami, których korporacje komiksowe ostatnimi czasy nie podejmują – jedno wydawnictwo bowiem kopiuje rozwiązania marketingowe drugiego, scenarzyści natomiast są prowadzeni asekuracyjne przez redaktorów. Mam jednak nadzieje, że Snyder dokona jakiś znamiennych zmian dla Batmana, dzięki którym zapisze się w historii takimi literami, jak Frank Miller czy Alan Grant.


P.S. Abstrahując od treści samego tekstu popkulturowego, jakim jest uniwersum związane z Batmanem, czy mógłbyś czytelnikom popbloga wyjawić, jak funkcjonuje Batman jako marka medialna? Czy mógłbyś spojrzeć na Batmana z perspektywy przemysłu kulturowego – jak prężny jest to biznes? W jaki sposób potraktowałeś go w pracy – czy rozpatrujesz wszystkie rodzaje tekstów sygnowanych znakiem nietoperza?

M.C. Franczyza skupiona na Batmanie jest potężnym rynkiem, wydającym co roku coraz to nowsze produkty sygnowane logiem nietoperza. Nie mamy obecnie do czynienia tylko z samymi historiami obrazkowymi oraz filmami, ale z całym rynkiem rozrywkowym, w którego skład wchodzą seriale telewizyjne, animowane, gry komputerowe oraz różnego rodzaju gadżety i zabawki. W pracy postanowiłem ograniczyć się jedynie do zbadania filmów oraz seriali, które były wyświetlane na ekranach całego świata. Dokonuję takiego wyboru z kilku powodów. Po pierwsze pomimo ekspansji rynku gier komputerowych, kino i telewizja nadal należą do najpopularniejszych mediów z całej gamy rozrywki. To medium masowe, przynoszące nie tylko ogromne profity, co propagujące idee, wartości i normy kulturowo-społeczne. Po drugie to właśnie dzięki filmom Batman stał się ikoną popkultury, rozpoznawalną na całym świecie. Gdyby nie sukcesy filmów Tima Burtona oraz Christophera Nolana, postać Mrocznego Rycerza nie rozwijałaby się w takim tempie jak obecnie. Nadal byłaby mocno zakotwiczona w komiksowym uniwersum, które obecnie nie ma aż tak silnego wpływu na kształtowanie postaci protektora Gotham. Wreszcie, ewolucja postaci Batmana w filmach jest bardzo podobna do tej, jaką Mroczny Rycerz odbył w komiksie na przestrzeni ponad siedemdziesięciu lat kariery w obszarze kultury masowej. Zarazem jednak w filmach nie ma tak wielkiego rozwarstwienia interpretacyjnego postaci Batmana, jak w komiksach, gdzie nad przygodami mściciela z Gotham pracowały setki scenarzystów i rysowników, których dorobek trudno byłoby poddać analizie ze względu na formę pracy nad historiami obrazkowymi.

P.S. A co z fanami? Czy wielbiciele Człowieka nietoperza stanowią pokaźnych rozmiarów fandom?

M.C. Zdecydowanie tak, przy czym warto zauważyć, że wielu badaczy popkultury, a w szczególności psychologowie i psychoanalitycy, zwraca uwagę na niezdrową fascynację Batmanem wśród jego oddanych fanów i entuzjastów, nazywanych najczęściej bat-geekami lub bat-nerdami. Polecam w tym celu spojrzeć na artykuł Rafała Donicy z Klubu Miłośników Filmu, który w zabawny sposób wytykał głupoty i nielogiczności zawarte w filmie Mroczny Rycerz oraz na reakcje internautów będących fanami Batmana na ten tekst. Wracając jednak do sedna, wystarczy spojrzeć na wyniki sprzedaży biletów na trylogię filmową o Batmanie Christophera Nolana, która przekroczyła już dawno miliard dolarów na całym świecie, czy liczbę stron internetowych mu poświęconych. Posępny mściciel zwalczający przestępczość stanowi inspirację nie tylko dla twórców, gdyż masowo sprzedawane są różne przedmioty z jego podobizną, fani zaś mają swoje fankluby, strony internetowe oraz encyklopedie. Batman posiada oddane grono wielbicieli, którzy potrafią wiele poświęcić dla swojej miłości do tego superbohatera.

   

{ 4 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Szkoda Michale, że w kontekście polskich fanów wspomniałeś (co prawda słusznie)tylko o nieprzyjemnej stronie. Na ich temat można powiedzieć zdecydowanie więcej lepszych, niż gorszych rzeczy. Przykład chociażby w miarę świeżej sprawy - na MFKiG 2012 zbieraliśmy rzeczy dla chorego, młodego fana Batmana z fundacji Mam Marzenie. Zbiórka pokazała jak wiele fanów Batmana (i komiksów ogółem także) potrafi okazać serce.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, ukazałem tą mniej fajną stronę fandomu Mrocznego Rycerza. Oczywiście jest wielu fanów wykorzystujących wizerunek Batmana w celach charytatywnych lub dobroczynnych. Najlepszym przykładem jak dla mnie jest biznesmen z USA, który przyjeżdża do poszczególnych szpitali w stroju Batmana i odwiedza dzieci chore na nowotwory. Christian Bale, który z powodu Nolana i udziału w jego filmach również przekonał się do zamaskowanego mściciela, używa swoje sławy do wspierania nieuleczalnie chorych dzieci. Jego postawa w Aurorze zasługuje na wielki szacunek. Już nie wspominam nawet o fanach wyciągających z komiksów Batmana nauki etyczne i moralne, piszącym o tym książki (mamy przecież pozycje Friedmana, Langleya i Brookera [chociaż autor "Batman Unmasked: Analyzing a Cultural Icon" dokonuje bardziej analizy kulturoznawczej, socjologicznej, niż zajmuje się etyką]).

    Z drugiej strony chciałem podkreślić to, co wyróżnia fandom Batmana na tle innych grup fanowskich, czy to fanów Star Wars czy Twilight na przykład. Bez urazy, ale zbiórki charytatywne czynione przez fanów nie są czymś nadzwyczajnym w innych fandomach. To całkiem naturalne, częste zjawisko. Godne pochwały, ale dla badacza samo w sobie niezbyt interesujące. Fani nie mają problemu z okazanim pomocy, gdy jest taka potrzeba. Na tym polega piękno fandomu – że nie kryjesz się z tym, kim jesteś, jesteś tego świadomy, cieszysz się z tego i okazujesz wsparcie, gdy okaże się ono pomocne.

    Otóż z racji tego, jak wiele jest odmian Batmana, jego wersji i interpretacji, naturalną kolejnością rzeczy jest zjawisko dzielenia się rodziny bat-fanów na różnego rodzaju podgrupy, by nie rzec frakcji - jedni wolę Michaela Keatona, drudzy Christiana Bale'a. Ktoś inny wyżej postawi Batmana Bruce'a Timma. Będą nawet hipsterzy ubóstwiający Adama Westa. To wszystko jest spowodowane tym, jak płynną w dużej mierze jest kanon Batmana i fakt, jak wielu jego fanów jest fundamentalistami określonej wizji, nie potrafiących docenić tego, że Batman potrafi być bardzo poważny, ale i jednocześnie bardzo zabawny (o tym zresztą mówił Brooker, jak z nim rozmawiałem na stronie polityka.pl : http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1529115,1,dlaczego-batman-to-fenomen-popkultury.read). To cecha szczególna - większość fandomów tworzy swoje wizje bohaterów, ale nie są one autoryzowane przez dystrybutorów i właścicieli praw. A taki Warner ma prawa zarówno do Batmana Franka Millera, jak i Batmana w świetle lamp gazowych. Te wizję egzystują między sobą i mają swoje grona oddanych fanów. Rodzi się przez (lekki zazwyczaj) konflikt między nimi, co jest dla mnie bardzo absorbujące. Nie wspominam rzecz jasna o fanatykach, którzy przebierają się za Batmana wierząc, że może istnieć naprawdę i wymierzają sprawiedliwość na własną rękę. Było swego czasu kilka takich przypadków w USA, nienagłaśnianych w ogóle przez polskie media, w odróżnieniu od wcześnie wspomnianych herosa odwiedzających szpitale.

    To, co chciałem podkreślić to spostrzeżenie, że mit Batmana, jego poszczególne elementy, może być używany do różnych celów. Z jednej strony możemy go używać w służbie dobra, słusznej sprawie. Ale też może przyczynić się do czegoś zupełnie odwrotnego, jeżeli nie ma się do niego odpowiedniego dystansu. Chociaż tutaj nie winię samej postaci Batmana, a niezwykle wiarygodnie przedstawionych, niejednoznacznych antagonistów, których jest nam czasami żal z powodu traum, jakie przeżyli przez obrzędem przejścia ze strony społeczeństwa czy zwykłego braku życzliwości. Nie zmienia to jednak faktu, że to są nadal źli ludzie, nie mający do siebie żadnego żalu wobec tego, co uczynili.

    Warto o tym pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  3. W porządku, w porządku. Chodziło mi tylko o sprawę Polski, niepotrzebnie rozpisywałeś się na temat Stanów, o których w ogóle nie wspominałem. Jeśli twierdzisz, że podana przeze mnie sytuacja jest typowa dla wielu fandomów to chcesz przez to powiedzieć, że tylko w Polsce istnieje zjawisko fanatyków Batmana a nigdzie indziej ich nie ma?

    OdpowiedzUsuń
  4. Absolutnie nie. Mówiłem o dobroczynności. Fanatycy Batmana istnieją praktycznie wszędzie - wystarczy przejrzeć fora internetowe amerykańskie czy brytyjskie, gdzie ludzie kłócili się o "Goddamned Batmana", znanego u nas jako "Cholernego Batmana", ostatnią interpretację Batmana w wykonaniu Franka Millera w komiksie "All-Star Batman i Robin, Cudowny Chłopiec". Te zażarte dyskusje odnośnie tego, jak Batman powinien się zachować, co robić musiał a czego nie, ukazywało fundamentalizm niektórych miłośników tej postaci. Z ostatnich czasów warto wspomniec o oburzeniu die-hard fanów Batmana na "The Dark Knight Rises" chociażby.

    Z drugiej strony, zjawisko fanatyzmu bat-fanów w Polsce działa na innej zasadzie, niż w krajach Europy Zachodniej czy USA. U nas antagonizmy rodzą się zazwyczaj między wizjami postaci wytworzonymi najpóźniej do roku 1986. Wynika to z tego, ze na dobre tę postać poznaliśmy dopiero dzięki kinu, telewizji i TM-Semicowi. Amerykanie jeszcze mają w swiadomości Adama Westa, Neala Adamsa, Engleharta, Rogersa i innych zasłużonych dla tej legendy. U nas są znani jedynie wśród osób głęboko siedzących w tematyce.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -