29 sty 2013

W tym i następnym wpisie proponuję wywiad z Michałem Chudolińskim, od najmłodszych lat wielkim, wiernym i aktywnym fanem Batmana. Mój popblogowy „gość” zawodowo zajmuje się dziennikarstwem. Swoje rzemiosło szlifował w serwisie BatCave. Michał przez cztery lata zapełniał stronę mnóstwem opisów postaci, streszczeniami, recenzjami i informacjami o bat-franczyzie. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mu wziąć na siebie odpowiedzialność bycia zastępcą redaktora naczelnego, a potem redaktorem naczelnym, magazynu KZ, jednego z najdłużej działających polskich magazynów publicystycznych o komiksie. W swojej pracy zawodowej Michał nie zapomina o Batmanie – jego mitologię promuje na konferencjach naukowych, konwentach komiksowych, a także pisząc teksty ukazujące się w gazetach i w internecie. Mój gość obecnie pracuje między innymi nad kolejną odsłoną Zeszytów Komiksowych poświęconych Mrocznemu Rycerzowi (15 numer ZK ukaże się w kwietniu tego roku).

Właśnie Batmana dotyczył będzie wywiad związany przede wszystkim z pracą magisterską Michała zatytułowaną Filmowe uniwersum Batmana : Różne rodzaje dewiacji u bohaterów. Zapraszam do lektury, jak już wspomniałem, podzielonej na dwie części.
 
P.S. Jak określiłbyś znaczenie komiksowych superbohaterów, jako tekstu kulturowego, dla analizy społeczeństwa oraz poszczególnych jednostek?
M.C. Amerykańscy superbohaterowie z komiksów, popularyzowani dzisiaj przez filmy i gry komputerowe, przeistoczyli się na dobre we współczesną manifestację bogów reprezentujących określone wartości i postawy. Tym samym została stworzona swoista mitologia zachodniej cywilizacji, dystrybuowana przez kulturę masową. Nie ogranicza się ona obecnie do rozpowszechniania amerykańskiego stylu życia, czy rozumienia przez Amerykanów takich pojęć jak prawda czy sprawiedliwość. Obecnie kultury dotyczące bohaterów w trykotach stają się dla kulturoznawców, filozofów, socjologów, psychologów i literaturoznawców materiałem do badania naszej tożsamości, w tym rozumienia poszczególnych idei zarysowanych w ich historycznym kontekście.

P.S. Czy przypadek Batmana jest w tym względzie szczególny? 

M.C. Zdecydowanie tak, przy czym nie chodzi bynajmniej o fakt, że jako jeden z niewielu herosów nie charakteryzuje się nadnaturalnymi zdolnościami, a wszystkie swoje zdolności zawdzięcza ciężkiej pracy nad sobą oraz wykorzystywaniu najnowocześniejszej technologii. Nade wszystko jest to bohater popkultury, który od ponad siedemdziesięciu lat dostarcza niezliczonej ilości przygód i ekscytacji masowej publiczności. Jednocześnie dostosowuje się do nastrojów amerykańskiego społeczeństwa, wydarzeń społeczno-politycznych oraz zmian zachodzących zarówno w kulturze popularnej, jak i w głównym nurcie sztuki. 

Opowieść o multimiliarderze (Bruce Wayne), który za dnia prowadzi działalność biznesmena-filantropa, nocą zaś rozprawia się z przestępczym światem miasta Gotham, nie jest tylko przypowieścią o poczuciu misji, zemście i występku, odwołującą się do koncepcji homo duplex znanej chociażby z klasyki literatury grozy (na przykład Dr. Jekyll/Mr. Hyde), czy też klasyki romantycznej pokroju Zemsty Hrabiego Monte Christo. Patrząc głębiej, komiksowe i filmowe legendy o Batmanie to historie o bolączkach wynikających z poczucia lęku, represji i nieszczęścia, będących emocjonalną ceną za utrzymanie porządku społecznego.

 

P.S. Czy dobrze rozumiem, że mamy tutaj do czynienia z najbardziej chyba znanym pomysłem Zygmunta Freuda, który postrzegał kulturę jako specyficzne więzienie? Freud podkreślał, że kultura jest dla nas źródłem cierpień, bowiem tłumi instynkty (na przykład agresji i seksualności), choć przynosi korzyści w postaci ładu społecznego zapewniającego jednostkom bezpieczeństwo. 

M.C. Tak, zgadza się. Analogii do Freuda znaleźć można więcej. Poszczególni bohaterowie, pozytywni i negatywni, przemierzający Gotham City w poszukiwaniu przygód i niebezpieczeństw, są odzwierciedleniem ludzi popychanych do działania przez freudowski „popęd śmierci”. To postacie dążące do negacji swojej natury, autodestrukcji lub pierwotnej agresji, która jest ograniczana przez społeczne normy i prawo. Znamienne, że o ile złoczyńcy występujący w mitologii Mrocznego Rycerza są przestępcami popełniającymi różnego rodzaju zbrodnie, ludźmi zniewolonymi przez swoje psychozy, popęd ten bynajmniej nie omija postaci stojących na straży harmonii i porządku. Sam Batman, przebrany w kostium potwora, przeżywa cierpienia i smutki z powodu życiowego wyboru. Musi realizować swoją misję ze względu na żałobę pielęgnowaną od czasu tragicznej śmierci rodziców, której był naocznym świadkiem. 

P.S. Rozumiem, że odniesienia do Freuda pozwoliły Ci przeanalizować w pracy magisterskiej różne rodzaje dewiacji występujące w tekstach o Mrocznym Rycerzu? 

M.C. Rzeczywiście, temat ten uważam za szczególnie ciekawy, zawłaszcza że od czasu powstania takich dzieł kultury masowej jak film Batman Tima Burtona czy komiksów Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera, uległo zmianie pojmowanie zjawiska dewiacji w komiksach o superbohaterach. Owe produkty głównego nurtu kultury, poprzez inspirację twórczością Carla Junga, Lewisa Carolla oraz Aleistera Crowleya, ukazują dualizm natury ludzkiej. Dwoistość psychiki człowieka, uwzględniająca zarówno jasną, jak i mroczną stronę człowieczeństwa, obejmuje już nie tylko tych, którzy łamią społeczne nakazy. Aspekty zwierzęce, dewastacyjne, mroczne, zaczęto zauważać w samych superbohaterach, do tej pory świecących przykładem obrońców cnót, wartości i prawa.

Celem mojej pracy było przedstawienie oznak dewiacyjnych w filmach o Batmanie, rozpatrywanych w dyskursie socjologicznym oraz psychologicznym. Okazuje się, że mitologia stworzona wokół postaci Mrocznego Rycerza jest przepełniona bohaterami introwertycznymi, zamkniętymi w swoim wewnętrznym świecie, jak i ekstrawertykami mającymi potrzebę doświadczenia adrenaliny, outsiderami, neurotykami, seryjnymi mordercami, psychotykami i ofiarami naznaczania społecznego. Zarówno postacie pozytywne, jak i negatywne, powstałe wokół Batmana, stanowią wyjątkową część zachodniej popkultury i mitologii współczesności, a miedzy nimi zachodzą ciekawe zależności psychologiczno-społeczne. Raz herosi i łotry są dwiema stronami tej samej karty, innym razem definiują utajone strony człowieczeństwa. Gdzie indziej zaś jeden bohater jest antytezą drugiej postaci, cieniem jego tożsamości, jak ma to miejsce między Batmanem a jego antagonistami.

P.S. Czy historie o Batmanie są w jeszcze inny sposób odmienne od pozostałych uniwersów stworzonych wokół superbohaterów? 

M.C. Wyjątkowość uniwersum Batmana polega przede wszystkim na tym, że rozgrywające się w nim historie nie opisują jednostronnego triumfu dobra nad złem. Czasami pozytywni bohaterowie uczą się od swoich antagonistów brutalnych prawd o życiu. Sam triumf zaś często polega na tym, że wszyscy przegrywają, zarówno herosi, jak i ich oponenci. Łotrzy zmuszają ich do zadawania trudnych, etycznych pytań na temat struktury społecznej i wyglądu świata, jego istoty – na ile skaza łotrów jest ich winą, a na ile świata, w którym egzystują? Historie Batmana uczą, że odpowiedzi nie są czarno-białe i pozostają niejednoznaczne. Dodatkowo dobro i zło są nierozerwalnie ze sobą związane, wpływające obustronnie na siebie. Ścieżki heroizmu, łotrostwa i odpowiedzialności potrafią niepostrzeżenie się przenikać, przez co dewiacje są zauważalne nawet wśród herosów.

Warto w tym miejscu wspomnieć o kultowym już komiksie Batman: Zabójczy Żart (patrz grafika we wpisie – P.S.), będącym intrygującym studium szaleństwa. Uwielbiam ten komiks nie tylko dlatego, że nadaje relacji Batman/Joker nową dynamikę. Wspomniane postacie (Batman i Joker) manifestują dwie natury ludzkie toczące bój wewnątrz każdego z nas. Od tego, która z nich przeważy, zależy potem, jakim człowiekiem się staniemy oraz jaki styl życia przyjmiemy.

P.S. Czy tak właśnie jest z samym Człowiekiem nietoperzem? Zaburzenia są widoczne w jego osobowości?

M.C. Zgadza się, wyraźnie widać u niego elementy frustracji, obsesji i neurotyczności. W pracy starałem się dowieść, że postać Rycerza Gotham zawiera w sobie cechy dewianta pozytywnego. Moja hipoteza wynikała z lektury materiału komiksowego, na którym opierają się adaptacje filmowe o zamaskowanym mścicielu – w komiksach jest bohaterem o korpusie moralnym, dokonującym ponadprzeciętnego wysiłku do polepszenia sytuacji w swoim mieście. Chciałem zbadać, czy jest podobnie portretowany na dużym ekranie.

W trakcie pisania pracy wyszło na jaw, że moje przewidywania co do dewiacji pozytywnej Batmana okazały się błędne. Działania filmowego Mrocznego Rycerza często zawierały w sobie elementy psychoz, rozszczepienia osobowości i obsesji. W odróżnieniu od komiksowego pierwowzoru, pojawiającego się obecnie w takich seriach komiksowych jak Batman czy Detective Comics, filmowy Batman często zabija kryminalistów. Dzieje się tak nawet w niedawno zakończonej trylogii Christophera Nolana, gdzie Mroczny Rycerz nierzadko odbiera życie swoim wrogom w imię wyższego dobra lub koniecznego zła, a niekiedy osobistej zemsty, jak to ma miejsce w finalnej walce w Batman Begins. W dodatku ma się wrażenie, że jego społeczne alter ego, Bruce Wayne, jest atrapą, niepotrzebnym balastem, którego najchętniej by się pozbył. 

 

P.S. Czy chcesz przez to powiedzieć, że Bruce Wayne w ogóle się nie liczy? Czyż nie jest odwrotnie? Przecież powstanie Batmana to wynik tego, co przydarzyło się małemu Bruce’owi, który był świadkiem morderstwa własnych rodziców. 

M.C. Oczywiście, że Bruce w ten właśnie sposób się liczy, choć warto pamiętać, że jest jedynie maską, za którą skrywa się neurotyk odnawiający w sobie wspomnienia o tragedii, która go spotkała, przebywający jednocześnie w miejscu notorycznie przypominającym mu o niej, czyli rezydencji swoich rodziców. Wayne pojawiający się w filmach uważa jednak, że iluzja ta jest mu potrzebna. Pozwala ona bowiem kontrolować jego gniew, przemoc, agresję. Zrozumiałem to mocniej dzięki rozmowie z psychologiem Michałem Czernuszczykiem, który zgodził się przeprowadzić wywiad o Batmanie dla Przekroju, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Dzięki przeistaczaniu się w Batmana, multimilioner (Wayne) wychodzi poza regulacje norm warunkujących jego pozycję. Jest nie tyle poza prawem, co poza ludzkimi pokusami, ułomnościami i słabościami. Agresja, jaką wyzwala w sobie jako Mroczny Rycerz, jest jego naturalnym bodźcem, zakazanym w „normalnym” życiu nie tyleż z powodu konwenansów, co strachu i grozy uświadamiającej mu, że nic go nie różni od osób, które zwalcza i zabija. Swoją misją racjonalizuje okrutne i bezwzględne metody, jakie stosuje w krucjacie, co potem odbija się na jego drugiej osobowości – jest oschły, nieobecny, bierny, rozmawiając z przyjaciółmi i biznesmenami. W żaden sposób nie jest autentyczny.

W następnym wpisie ciąg dalszy...

{ 11 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. "Oczywiście, że Bruce w ten właśnie sposób się liczy, choć warto pamiętać, że jest jedynie maską, za którą skrywa się neurotyk odnawiający w sobie wspomnienia o tragedii, która go spotkała, przebywający jednocześnie w miejscu notorycznie przypominającym mu o niej, czyli rezydencji swoich rodziców."
    Wg mnie finał trylogii Nolana jest przełamaniem tej dwoistości, maski, neurozy... Po "śmierci" Batmana jego tożsamość zostaje upubliczniona. Nie ma już ani dawnego Wayne'a, ani Batmana - on jako symbol żyje dalej, ale schedę raczej przejmuje Blake. Nowy Bruce Wayne zaczyna żyć normalnie, własnym życiem, własnymi pragnieniami, opuszcza tę rezydencję, przełamuje ranę z dzieciństwa i już nią nie żyje. Nie widzę przesłanek, że główny bohater nadal ma zamiar batmanić.
    A przełamał to wszystko dzięki poznaniu Seliny. Dzięki niej zrozumiał, że jest życie poza byciem Batmanem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem „The Dark Knight Rises” jest próbą (nieudaną) dodania Nolana do mitologii Batmana czegoś od siebie. U Nolana moim zdaniem balastem jest sam bruce - to on jest atrapą. To on ciągle sądzi, ze zabija rodziców z broni, że jest za nią odpowiedzialny. To on ciągle ma w myslach refleksje - "Nie chciałem tego zrobić!". Dowód na to, ze Batman jest jedyny i prawdziwy? Używanie charczącego głosu przez Bale'a w kostiumie Batmana wtedy, gdy praktycznie każdy wie, ze jest Wayne'em. Wielu fanów oburza się, że to jest głupie, bezsensowne, ze po co to, ze Bale się ośmiesza, mówiąc takim głosem. A ja uważam, ze w tej autoparodii istnieje metoda , mająca ręce i nogi. Gdy wszystkie karty zostały odkryte nie musi się z niczym kryć - zachowuje się tak, jak mu to odpowiada i tak, jak czuje się naprawdę, jaki jest naprawdę. Pozostaje mu jedynie... zabić Bruce'a Wayne'a. I to czyni w TDKR. Pewien redaktor Dwójki Polskiego Radia, Michał Nowak, powiedział mi taką rzecz, z którą ja się zgadzam - Batman jest raczej SYMBOLEM i rzeczywiście dlatego nie może zginąć, jednakże z całą pewnością zginąć może Bruce Wayne i to o niego nam chodziło. Nie zdążyłem tego powiedzieć, ale zło można brać na poważnie tylko wtedy, gdy realna jest śmierć. Jeśli można się z niej wyłgać - jak Bruce Wayne - to wszystko staje się tylko kasowym fajerwerkiem. No, chyba żeby zakończenie ostatniego Batmana potraktować ironicznie, ale taka ironia nie dla masowej publiczności.
    Nolan w ogóle w TDKR stara się pokierować Batmana do takiego momentu, gdzie on musi wyśmiać swoje zasady i je złamać, by uratować miasto. O tym robią całe żarty w internecie, jak wpier mówi catwoman że nie używa się broni a potem daje jej pojazd z armatą... Z jednej strony niekonsekwencja, a z drugiej - czy my sami nie jesteśmy stawiani w obliczu sytuacji, gdzie nie ma wyboru? Mam z tym problem, szczerze powiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pewnym namyśle, jestem w stanie zgodzić się z Wami obydwoma, przynajmniej po części.
    Karolu, przekonuje mnie Twoja interpretacja Batmana z filmów Nolana. Dodałbym jeszcze trywialnie, że Bruce miał w sobie pragnienie bycia częścią rodziny, związku z kobietą. Po stracie Rachel w końcu dopuścił do siebie inną osobę (w przypadku Mirandy/Talii pudło, w przypadku Seliny - spora szansa, życzę im jak najlepiej :) ).

    Michale, u Ciebie ciekawa jest myśl tego redaktora - poniekąd Batman zabija Bruce'a Wayne'a, choć Bruce wyłguje się śmierci - tak bym to zebrał w całość. Choć trochę w tym widzę sytuację, że Batman popełnia samobójstwo, uwalniając Bruce'a Wayne'a. Ale jednak jeszcze bardziej (teraz skojarzenie z Venomem ze świata Spider-Mana), że Batman jest takim symbiontem dla Wayne'a, od którego Bruce się uwalnia.

    I tu właściwie... połączyłbym Wasze wersje - Bruce próbuje pozbyć się tego symbiontu, tego początkowo chwalebnego, z czasem jednak uciążliwego, symbolu ze swego życia. Z kolei persona Batmana, ten symbiont, dążyła niejako do zabicia Bruce'a, wystawiając go na coraz to różne niebezpieczne sytuacje i złoczyńców. Ostatecznie, hmm... być może obaj się zabijają i obaj uciekają śmierci - Batman jako symbol, który nie umiera nigdy, Bruce jako sprytny człowiek, który ukrył fakt wbudowania autopilota, aby uwolnić się od Batmana. :)

    [Przyznam, że ciekawie mi ta myśl wyszła... ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  5. Chudy - Twoją myśl, że Bruce, ten Bruce z trylogii, żyjący krzywdą, jest zabity - przyjmuję, sam bym na nią nie wpadł, masz rację.
    Przyjmuję Twoją wersję, ale uzupełniam. Nie tylko dawny Wayne ginie, ale również Batman jako część osobowości głównego bohatera trylogii.

    Suplement do mojej interpretacji. Poszlaki:
    - John Blake spadkobiercą Batmana - Bruce się od niego uwalnia,
    - Karykaturalny posąg Nietoperza - też po to, by pokazać, że on nie był taki do końca godny podziwu,
    - Postać w ostatnim fleszu przy stoliku nie przypomina mentalnie ani dawnego Bruce'a, ani Batmana. Inny człowiek, "będący sobą" (nie lubię takich określeń, ale na potrzeby komentarza do ekranizacji komiksu OK), cieszący się życiem, trwającą chwilą.

    W zasadzie wersja moja i BatMara są co do zasady zbieżne, o ile rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Batman w filmach Nolana jest ideą, niczym V w "V jak Vendetta". Jest poddawany ewolucji, ale nie umiera, ponieważ zakotwiczył się w społecznej świadomości jako miejska legenda, element miejskiego folkloru. Jak się zmieni, tego nie sposób powiedzieć, bo John Blake pod koniec wchodzi jedynie do Jaskini. Równie dobrze może kontynuować dziedzictwe Bruce'a a nawet wręcz przeciwnie - stworzyć własną formę na fundamencie legendy. Gdyby chciał pracować nad własną sławą, przeistoczyłby się w Nightwinga.... być może.... Bo na pewno nie w Robina :P

    OdpowiedzUsuń
  7. OK, zgoda, że Batman jest ideą. Ale miałem na myśli to, że ginie ten Batman-symbiont Wayne'a, utrwalony w formie pomnika. Ginie "ciało", zostaje "duch". :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehe, jak mamy być tacy ściśli, to ten symbiont nie ginie. Wayne dobrowolnie się go pozbywa w swojej maskaradzie-poświęceniu. Symbiont znajduje zaś innego gospodarza w postaci Blake'a. Ani ciało ani duch nie zostają tak naprawdę tknięte. Jeżeli już, to sam duch. I to jest chyba największa porażka "The Dark Knight Rises" - brak odwagi i konsekwencji. Gdyby Wayne umarł naprawdę a Alfred miał halucynacje, to zakończenie miałoby większy sens, jeżeli chodzi o dziedzictwo i sprawę kontynuacji misji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę zwrócić uwagę na cudzysłowy w mojej wypowiedzi. :)
    Ginie cielesna osoba Batmana. A właściwie "ginie". Zostaje "duch", symbol, idea, która po ew. przylgnięciu do Blake'a czy innego gospodarza stworzy nowe "ciało". ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Obejrzałem w piątek "BB" w TV i jeszcze wrócę do dyskusji.

    "Ani ciało ani duch nie zostają tak naprawdę tknięte."

    Nie rozumiem chyba jednak. Ja przede wszystkim mówię o Batmanie nie jako o symbolu, tylko jako o sposobie Wayne'a na radzenie sobie z traumą.

    Wróćmy do "Begins". Tam jasno stoi, że Batman to mściciel wyzbyty lęku. W tym - lęku przed śmiercią.

    Jedną z głównych idei "Rises" jest powrót Wayne'a do lęku przed śmiercią (to jest mocno powiązane z wyjściem z więzienia Bane'a i tytułowym "powstaniem"), czyli wyzbycie się istotnej części bat-tożsamości, wręcz jej fundamentu.

    Chudy - czy wg Ciebie taka interpretacja gra? Jeśli nie - co jest w niej nie tak?

    Może się da pogodzić z Twoją, bo Ty mówisz bardziej o symbolu, a ja bardziej o człowieku, stąd może nie do końca się spotykamy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Według mnie ta teoria ma kilka słabych punktów, które ją dyskwalifikują. Po pierwsze, Batman nie jest wyzbyty lęku. On nadal się boi, bo strach jest czynnikiem ludzkim. Ważniejsze jest to, że żeby radzić sobie z nim, sam stał się manifestacją strachu, który go paraliżuje. On jest swoim lękiem jako Batman. Sęk w tym, że to pancerz, pod którym żyje przelękniony, nieco ograniczony w rozwoju emocjonalnym człowiek. Człowiek, który poświęcił się misji a ceną tego była jego towarzyszkość. Cały image playboya i jego relacje z kobietami to atrapa, iluzja. To tak naprawdę nic dla niego nie znaczy.

    Batman nie boi się śmierci? Ale przecież jest śmiertelny. Trochę nie trzyma się kupy. Na pewno częściej o niej myśli od Supermana.

    Dla mnie Nolan próbował w TDKR na swój zagmatwany sposób poradzić sobie z jedną z fundamentalnych cech Batmana - teatralanością. Jego grą aktorską i robienia wszystkich w dudka. Tak jak w DKR Batman odstawia teatrzyk z Supermanem w postaci wielkiej walki, tak w TDKR Bruce odstawia maskaradę z śmiercią. Problem jednak w tym, ze to się rozsypuje, legnie w gruzach, bo nie ma sensu ani na poziomie meta ani logicznym. Chociaż.... może Batmanowi pisane jest szczęśliwe zakończenie: http://www.comicsalliance.com/2013/04/05/batman-beyond-happy-ending-dark-knight-returns-dc/ ?

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -