4 gru 2012

Pokrótce przedstawię wątek, który pojawił się podczas dyskusji ze studentami na prowadzonych przeze mnie zajęciach, kiedy omawiana była socjologiczna teoria wymiany. Niezorientowanych oświecę, że zakłada ona (w ogromnym skrócie), że każde ludzkie działanie podyktowane jest racjonalną kalkulacją zysków i kosztów wynikających z danej sytuacji interakcyjnej. Teoria nie należy do moich ulubionych i zawsze ostro się nad nią znęcam, wspominając między innymi to, że przeczą jej zachowania ludzi będące wyrazem altruizmu, samopoświęcania się dla innych, jak również każda inna postawa stanowiąca przejaw nieracjonalności i niedbania o własne interesy. Tym razem jednak kazano mi na wspomnianą teorię spojrzeć z innej perspektywy, mianowicie internetowej.

Zaskoczyło mnie stwierdzenie studentów, jakoby sieciowa komunikacja jak ulał pasować miała do modelu promowanego między innymi przez Georga Homansa czy Petera Blaua. Każde zachowanie internetowe jest zdaniem młodych socjologów z gruntu egoistyczne i nie ma od tego wyjątku. Computer Mediated Communication ma nam przynieść korzyść (często natychmiastową) i uchronić od jakichkolwiek strat.

Kiedy więc zamieszczamy wpis czy zdjęcie w serwisie społecznościowym, robimy to, bo liczymy na zysk w postaci lajka czy pojawienia się komentarza od znajomego, co jest oczywiście dobre dla naszej samooceny. Podobnie z blogami, które traktować możemy jako narzędzie lansowania się (nie piszę tego bez odrobiny autoironii) oraz budowania swojego dobrostanu psychicznego. Tak samo z pocztą elektroniczną, pozwalającą szybko się skontaktować z różnymi ludźmi w sprawach zawodowych czy prywatnych. Przykłady można mnożyć, wymieniając po kolei narzędzia internetowe oraz rozmaite plusy będące wynikiem ich użycia. Beneficjentami są zresztą nie tylko pojedynczy aktorzy społeczni, ale także całe grupy – chociażby sprzedawcy oferujący swoje produkty przez sieć czy cała zgraja osób związanych ze start-upami, powstającymi jak grzyby po deszczu.

Mówię do studentów coś w stylu: no dobrze, ale przecież w internecie angażujemy się w zachowania, które uznać można za zagrażające czy szkodzące. Jako przykład proponuję, by wyobrazili sobie kogoś, kto korzysta z serwisu aukcyjnego i zupełnie irracjonalnie ryzykuje, że zostanie w jakiś sposób oszukany, jeśli kupi coś, co nie odpowiada opisowi nabywanej rzeczy. 

Studenci znajdują na to odpowiedź, twierdząc, że być może rzeczywiście zdarzają się takie przypadki, ale są one odstępstwem od normy. Ta natomiast stanowi, że sieć jest medium zasadzającym się na regułach żywcem wyjętych z teorii wymiany. Wszelkie nieodpowiadające jej zjawiska muszą być wyeliminowane, co sprawdza się doskonale w wypadku wspomnianych już serwisów aukcyjnych. Są one obwarowane regułami (na przykład wystawianie komentarzy) mającymi budować wzajemne zaufanie, a w efekcie, i przede wszystkim, sprzyjać wchodzeniu w interakcje oparte na racjonalnej kalkulacji. Egzemplifikacji jest więcej – serwisy społecznościowe zachęcają do ujawniania swoich prawdziwych tożsamości i starają się wyrugować każdą ambiwalencję związaną z tymi tożsamościami. Lepiej jest ujawnić swoje imię i nazwisko, niż wymyślać fikuśny nick; korzystniej wstawić jako awatar zdjęcie naszej twarzy niż niebieskiego smerfa czy ulubionego zwierzaka. Owa presja, aby ujawnić swoje dane osobowe, jest oczywiście zrozumiała, jeśli uznać, że dla przebiegu interakcji, w których ludzie kierują się swoim interesem, wzajemne poznanie jest przydatniejsze niż kompletna anonimowość. 

Wydaje mi się, że zaczynam się swoich studentów obawiać.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -