10 gru 2012

W związku z tym, że nawet Polityka ostatnio pisze o fanach w kontekście filmu Comic-con Epizod V: Fani kontratakują, postanowiłem odnieść się do niego i ja.


Moje odczucia są mieszane. Zaczynając od pozytywów, warto wspomnieć, że, oglądając ten niedługi obraz, zapoznać się można z wieloma aspektami kultury fanów. W dziele jest mowa o kupowaniu popkultury w skali wręcz niewyobrażalnej dla nie-fanów, kolekcjonowaniu, przebieraniu się w amatorsko stworzone kostiumy, podekscytowaniu wynikającym ze spotkania swojego ulubionego aktora czy rysownika komiksów. Podobać się może niezwykły dynamizm, z jakim twórcy filmu sportretowali wielbicieli; fanowskie historie „wciągają”, ponieważ pokazani są ludzie mający ogromną pasję. 

Mimo to Comic-con Epizod V jest filmem patrzącym na entuzjastów z bardzo konkretnej perspektywy, to znaczy perspektywy samego fana, a nie osoby z zewnątrz. Jednym ze scenarzystów obrazu jest Joss Whedon, czyli filmowiec, który szczyci się tym, że pochodzi ze środowiska wielbicieli, a ponadto, tworząc swoje najbardziej znane seriale, to jest Buffy the Vampire Slayer oraz Firefly, wielokrotnie angażował się w działania fandomu. Wspomniana perspektywa powoduje, że dzieło ujmuje opisywane zjawisko w bardzo specyficzny sposób. Wszyscy, mający związek z kulturą fanów, wiedzą, że środowisko to nieustanie stara się uciec od stereotypów. Wielbiciele uważają, że ludzie wokoło mają ich za osoby niezrównoważone emocjonalnie, bowiem ekstremalnie interesujące się czymś głupkowatym, a także niepotrafiące odróżnić rzeczywistości od fantazji. Niestety tego typu myślenie widoczne jest w filmie; jego twórcy powielili stereotyp, ponieważ ukazali ludzi ciągle mówiących o swojej dziwności, wyobcowaniu oraz tym, że tylko w trakcie konwentu można poczuć się prawdziwym sobą. Obawiam się, że, wskutek kręcenia dzieł takich jak Comic-con Epizod V, stereotyp może zostać tylko wzmocniony. Gdybym był na miejscu filmowców, którym dobro fandomu na pewno nie jest obojętne, zastanowiłbym się, czy nie warto nakręcić obrazu o pozytywnym odbiorze kultury fanów. Zapewniam, że wielbiciele coraz częściej spotykają się z entuzjastycznym przyjęciem i to ze strony różnych stron: twórców popkultury, akademików, mediów, a także „przeciętnych ludzi”. W świecie, gdzie miłośników jest coraz więcej, nie może być inaczej. 

Dodam jeszcze (trochę w oderwaniu od poprzednich akapitów tego wpisu), że oglądając takie filmy jak Comi-con, czy czytając artykuły, jak ten z Polityki przywoływany na początku, nasuwa mi się pewna myśl. Uważam, że w Polsce fanów czeka świetlana przyszłość, a bycie wielbicielem stanie się niezwykle popularne. Niemniej jednak nie należy się oszukiwać, na razie jesteśmy zapóźnieni w stosunku do takiego hegemona popkultury jak Stany Zjednoczone. Nie dość, że amerykański fan coraz szybciej wyzbywa się kompleksu fascynowania się kulturą popularną, a więc kulturą cały czas kojarzoną (stereotypowo) z czymś podrzędnym, to jeszcze częściej gloryfikuje go (miłośnika) przemysł kulturowy. W USA duża liczba tekstów kultury pop powstaje z myślą o stworzeniu bazy entuzjastów, natomiast w Polsce taka sytuacja jest niezwykle rzadka.

Swoją drogą, zamierzam się w następnym roku zająć przeprowadzeniem poważnego projektu badawczego mającego sprawdzić nastawienie polskich firm rozrywkowych do fanów. Chcę zweryfikować, czy przedsiębiorstwa są nastawione na współpracę z wielbicielami i czy starają się stymulować fanowskie aktywności. Ponieważ nie są mi znane inne tego typu badania, nie mogę wyrokować z całym przekonaniem, jednak wydaje mi się, że z wyjątkiem firm produkujących gry (na przykład CD Projekt, producent Wiedźmina) ciężko mówić o pro-fanowskim nastawieniu. Sytuacji nie polepsza na pewno słaba jakość polskich produkcji, które nie przyciągają wielbicieli swoim powabem. Polski miłośnik cały czas pozostaje fanem zakompleksionym, organizującym konwenty w budynkach szkolnych (przeważnie) i będącym przekonanym o własnym dziwactwie. Bądźmy jednak dobrej myśli, kultura fanowska w Polsce rozwija się, mamy coraz więcej cosplayerów (ludzie przebierający się za ulubione postacie), kolekcjonerów, wielbicieli działających w sieci czy organizujących poważne, bo otrzymujące wsparcie producentów, konwenty. Jednym słowem, przyszłość należy do fanów.

{ 6 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Ciekawe uwagi o wzmacnianiu stereotypów, rzeczywiście uwzględnienie zewnętrznej perspektywy by się przydało. W ogóle ciekaw jestem, jak film o Comic-Conie odbierają Polacy niebędący fanami. Tylko nie wiem, czy da się to sensownie sprawdzić...

    W swoim omówieniu dokumentu (jeśli pozwolisz, link: http://www.filmyfantastyczne.pl/2012/11/recenzja-widzielismy-dokument-o-comic.html) zwróciłem uwagę jeszcze na coś innego. Film pokazuje prawie wyłącznie pozytywne aspekty kultury fanowskiej, pomijając negatywy. Przypomina mi to dwuznaczną strategię, do której stosowania przyznał się po latach Henry Jenkins. W książce "Textual Poachers" Amerykanin nie poświęcał wiele uwagi podziałom i konfliktom wewnątrz fandomu, ponieważ uznał ich przedstawianie za niewłaściwe z taktycznego punktu widzenia. Tutaj jest, myślę, dość podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak - masz rację, film jest przesłodzony przez ukazywanie wspomnianych przez Ciebie
    "pozytywnych aspektów kultury fanów". Widać twórcy dalej nie wierzą, że na fana można patrzeć, nie kierując się stereotypem dziwaka. Filmowcy chcą nam na siłę udowodnić, że fani nie są dziwakami i mamy wspomniane umocnienie stereotypów. Szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  3. Można też przegiąć w drugą stronę, czyli pokazywać coś takiego: "Fani są normalni tylko ze względu na to, że robią te same rzeczy co niefani". Podobno w tę stronę poszli twórcy "Big Bang Theory".

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale chłopaki z Big Bang Theory, to bynajmniej normalni nie są ;-) (a już na pewno nie robią normalnych rzeczy). Strasznie stereotypowe patrzenie na fana (choć to czyni ten serial, paradoksalnie, rewelacyjnym).

    OdpowiedzUsuń
  5. No, właśnie ponoć stają się (częściowo) normalni w dalszych sezonach. Ale powtarzam tylko zasłyszaną informację, sam jestem dopiero przy drugim sezonie.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja właśnie też na 2gim sezonie i nie wierzę, że Sheldon się zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -