1 cze 2012

W omawianej książce Paul Virilio – jak przystało na francuskiego teoretyka kultury – wyraził się o współczesności w sposób niezwykle krytyczny. Filozof uważa, że cechuje ją nadmiar, którym „na co dzień karmią nas media” (15) i który określić można mianem muzeum horroru, gdzie nikt nie dostrzega „tego, co poprzedza i towarzyszy narastaniu coraz potężniejszych zagrożeń” (15). Niebezpieczeństw jest bardzo dużo, związane są one z ustępującym już industrializmem, jak i wstępującym na jego miejsce postmodernizmem. Przyspieszenie naszego życia, ciągły i niepohamowany postęp technologiczny w sferach przemysłu ciężkiego, nowych technologii informacyjnych, ale także w obszarze genetyki czy biotechnologii mogą nas tylko sprowadzić na manowce. Następujące obecnie oderwanie rozwoju od kontrolującego wpływu etyki i religii zaowocuje czymś strasznym – niepowstrzymany postęp nie wróży nic dobrego, jest objawem i przyczyną totalnej dehumanizacji kultury, jeśli nie upadku cywilizacji.

Rozwój to między innymi pojawianie się coraz to nowych wynalazków technicznych, z których każdy powinien być definiowany nie przez to, jak funkcjonuje, ale przez to, co może się z nim stać złego, czyli przez wypadek. Dana technologia istnieje w świadomości ludzi tylko przez katastrofy – kto dziś pamięta jeszcze o liniowcach typu Olimpic inaczej, jak przez pryzmat Titanica; jeśli mówimy o elektrowniach atomowych, to nie rozważamy, ile energii mogą nam one zapewnić, ale przede wszystkim się zastanawiamy, czy nie powtórzy się Czarnobyl. Przykłady można mnożyć, co zaświadcza o tym, że wypadki mogą być zaporą przed szkodliwym postępem. Złe „rzeczy, które się zdarzają” (accidents) kształtują nasze pojmowanie, będące wyrazem nowego typu inteligencji, gdzie „zasada odpowiedzialności ostatecznie wypiera zasadę skuteczności obowiązującą w aroganckich do obłędu naukach technicznych” (z okładki).

Niestety – dzisiaj moc ostrzegawcza wypadków dewaluuje się, a my mamy do czynienia nie ze świadomością niebezpieczeństw, ile z katastrofą świadomości. Wywołuje ją między innymi polityczne zarządzanie strachem, to jest manipulowanie krótkotrwale emocjonującym się wypadkami społeczeństwem, przez wzbudzanie wątpliwości, czy mieliśmy do czynienia z faktycznym wypadkiem (czy może z zamachem?), lub przez tłumaczenie katastrof jako nieuniknionych w drodze do świetlanej przyszłości. Jak się rzekło, zdaniem Virilio wypadki przestają przywracać zdrowy rozsądek – Francuz uważa, że można to zmienić przez stworzenie tak zwanego muzeum katastrof, czyli pielęgnowanie pamięci o wszelkich wypadkach (co ciekawe, pomocne w tym względzie mogą okazać się media, nagłaśniające wszelkie akcydenty).

W książce pojawia się wiele interesujących rozważań okołowypadkowych – mowa jest o wypadku rzeczywistości, polegającym na postmodernistycznym zaniku stałych punktów odniesienia nadających sens ludzkiemu życiu. Virilio napisał również o terroryzmie, który ma być nowym sposobem prowadzenia wojen, zasadzającym się na wzbudzaniu nieracjonalnego strachu, co zagraża demokracji i swobodom obywatelskim (torturowanie podejrzanych o terroryzm jest ok, jeśli ma pomóc złapać czarne charaktery). Dużo miejsca poświęcone jest czemuś, co – nawiązując do autora – określić można mianem wypadku ekonomii politycznej, będącym skutkiem przyspieszającej globalizacji. Powoduje ona wielką światową gmatwaninę w sferze przestrzeni i czasu, co oczywiście nie jest przez autora wychwalane. Bardzo ciekawe są filozoficzne rozważania o naturze wszelkiej substancji i jej relacjach z wypadkiem. Virilio pokazuje, że w powszechnym mniemaniu substancja (dla uproszczenia możemy podać, że substancja to technologie) jest traktowana jako nadrzędna wobec katastrofy. Wypadek przydarza się substancji (technologii) wówczas, gdy coś się z nią dzieje niedobrego. Francuz stwierdził, że powinniśmy uznać rzecz odwrotną – to wypadek jest pierwotny, a substancja (technologia) wtórna, czego dowodzi fakt, iż wszelki postęp w sferze substancji (technologii) był zawsze pochodną wypadku absolutnego, czyli dążenia ludzkości do samozagłady. Przykład narzuca się sam – to potrzeby armii stymulują wynalazczość w wielu sferach ludzkiego życia, przy czym dobrym przykładem jest internet, którego powstanie do przecież wynik sponsoringu DARPA oraz innych agencji wojskowych. Można zatem uznać, że wypadek jest bazą, a odkrycia technologiczne nadbudową. 

Podsumowując, lektura raczej nie w moim guście, bowiem bardzo mocno podkreślająca kryzys współczesnej kultury. Niemniej jednak przeczytałem i polecam – warto sięgnąć choćby po to, aby spojrzeć na współczesność z ciekawej (oryginalnej) perspektywy. Poza tym pozycja ta, mimo (a może dzięki) dużej ogólności, inspiruje kilkoma błyskotliwymi pomysłami. 

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -