13 sty 2012

Koncepcja kulturowej wszystkożerności została sformułowana na początku lat 90 XX wieku przez Richarda A. Petersona, którego zadziwił fakt, że ludzie o wyższym statusie społecznym dodają do swojego kulturowego repertuaru formy i praktyki wiążące się zarówno z tradycyjnie rozumianą kulturą wysoką jak i niską (chodzi zarówno o teksty [filmy, książki, teatr itd.], jak i związane z obiema sferami style życia). Osoby takie smakują praktycznie wszystkiego, starając się pochłaniać jak najwięcej wysokich i niskich dóbr kultury. W momencie przedstawienia, opisywana teza wywołała spory zamęt, rewidowała bowiem (w pewnym sensie) kluczowe dla socjologii założenie o związku między pozycją społeczną a różnicami w kulturowych kompetencjach ludzi (propozycja Amerykanina zaprzeczała chociażby klasycznemu pomysłowi Pierrea Bourdieu o kulturowych dystynkcjach i smaku, czyli koncepcji do dzisiaj niezwykle wpływowej w wypadku wielu dziedzin nauki).

Minęło już sporo czasu od ogłoszenia przez Petersona rewelacji, aura sensacyjności twierdzenia przyćmiona została rozwałkowaniem tematu przez dużą liczbę badań empirycznych – istnieje już pokaźnych rozmiarów literatura traktująca o wszystkożerności. I chociaż nie ulega wątpliwości, że współcześnie ludzie o wyższej pozycji społecznej (wykształcona na uniwersytetach klasa średnia?) konsumują więcej elementów kulturowych, niż miało to miejsce w przeszłości, to jednak nie do końca wiadomo, co z tego wynika. Społeczne implikacje wszystkopochłanialności to temat rzadko poruszany – niemal wszystkie istniejące opracowania zawierają interpretacje danych empirycznych, zebranych wskutek dociekań wykorzystujących sondaże realizowane na mniejszych lub większych populacjach. Właśnie dlatego pozwalam sobie na łamach bloga jedynie na skrótowe zaprezentowanie aktualnego dorobku naukowego związanego z wszystkożernością, bez próby znalezienia szerszych następstw tego zjawiska i bez lokowania go w obrębie ogólnej teorii społecznej.

Wszyscy naukowcy zajmujący się tematem są zgodni, że nowa warstwa górna konsumuje inaczej niż jej przedstawiciele w przeszłości, którzy dystynkcję osiągali za pomocą snobizmu, który to z kolei kazał uznawać tylko pewne elementy kulturowe, jako warte zainteresowania. Wszystkożerność niesie ze sobą zwiększoną tolerancję i demokratyzację – w tym sensie jest przeciwieństwem snobizmu, który z zasady opiera się na rygorze wykluczania i eliminowania (części kultury). Wszystkożercy niekoniecznie podobać musi się całość z tego, co wysokie i niskie, na pewno jednak gotowy jest na docenienie konkretnego elementu i rozpatrzenie czy nie warto go włączyć w krąg własnych fascynacji. Jeśli nawet się tego nie czyni, to zawsze należy wyrazić gotowość skrytykowania owego fragmentu przez pryzmat wiedzy na temat gatunku, do jakiego on przynależy. Wszystkopochłanialność nie jest zatem odrzucaniem dla samego odrzucania, odmawianiem celebrowania części kultury tylko dlatego, że nie uznają go inni z własnej elitarnej warstwy. Nie można mieć bowiem pewności, że owi inni nie konsumują wspomnianej części kultury, nawet jeśli jest ona postrzegana jako niskich lotów kultura masowa. 

Niektórzy z badaczy dowodzą, że wszystkożerność rozpatrywać należy nie tyle jako przejaw orientacji konsumenckiej, ile w kategoriach instrumentalnych. Na przykład Bonnie Erickson zauważyła, że większa wiedza na temat kultury, związana z podjadaniem różnorodnych smakołyków, przekłada się na udane relacje interpersonalne oraz sprawniejszą komunikację z innymi. Alen Warde i współpracownicy, na podstawie badań klientów sieci kilku wybranych restauracji w Wielkiej Brytanii, stwierdzili, że szeroka wiedza na temat współczesnej kultury, jak również konsumowanie rozmaitych produktów, znacząco podnosi reputację i status ludzi.

Chcąc dodać nieco głębi do dyskusji nad wszystkożernością, Warde, David Wright oraz Modesto Gayo-Cal wyróżnili trzy typy wszystkopochłaniaczy. Według wspomnianych naukowców, koncepcja Petersona niezbyt adekwatnie oddaje rzeczywistość społeczną, ponieważ zbytnio ją upraszcza. Wszystkożercy nie stanowią jednolitej kategorii społecznej, a mówienie o nich w takim sensie nie uwzględnia wielu odcieni zjawiska. Dlatego właśnie zasadne jest wyróżnienie kilku typów, co wymienieni badacze uczynili.

Pierwszy – profesjonaliści (the professionals), czyli „prawdziwi” (najbardziej zbliżeni do petersonowskich) wszystkożercy – to osoby, które są szczególnie mocno obeznane w elementach kultury przynależących do sfery wysokiej oraz niskiej i wyrabiają sobie krytyczny osąd o owych fragmentach. Ważne jest, że w obrębie pewnego rodzaju dóbr potrafią wyróżnić to, co odrzucają i to, co jest ich zdaniem godne uwagi (na przykład preferują teatr, a nie operę tudzież filmy konkretnego reżysera albo te, które cechują się określoną estetyką). Niektórzy przedstawiciele tej grupy mają zwyczaj podkreślania, że konsumowanie niskich form kultury to rodzaj „odmóżdżenia”, odpoczynku po pracy czy od ciężkostrawnej kultury wysokiej – oczywiście nie przeszkadza to w żadnym stopniu w pochłanianiu obu form oraz ich ocenianiu.

Drugi typ, dysydenci (the dissidents), konsumując dobra z górnej i dolnej półki, kierują się niechęcią do snobizmu jako postawy wyższości wynikającej z chełpienia się obcowaniem z kulturą wysoką. Zafascynowanie na przykład popem oraz hip-hopem i jednocześnie jazzem czy muzyką klasyczną jest ich zdaniem burzeniem barier i hierarchii, podważaniem potężnych sił kulturowych, które mają narzucać konkretne gusty ludziom z różnych szczebli drabiny społecznej. Paradoksalnie – nie zdając sobie z tego sprawy – tak naprawdę podtrzymują hierarchię, sami lokując się na jej szczycie jako wszystkożercy. Warto wspomnieć, że mimo buntowniczego nastawienia, dysydentów łączy z profesjonalistami głębsze zainteresowanie danymi elementami kulturowymi. Dysydenci konsumują je dla nich samych czy raczej ze względu na ich wartości „estetyczne” / wrodzone, a nie dla samego konsumowania.

Trzeci wreszcie typ – uczniowie (the apprentices) – konsumując kulturę niską i wysoką „jak leci”, nie zastanawiają się nad obydwiema sferami, często przeplatają swoje nabywanie – jednego wieczora idą do opery na obojętnie jaki koncert, następnego do kina na dowolny film, trzeciego do teatru na dowolną sztukę, czwarty spędzają na kanapie przed telewizorem, oglądając reality tv. Przy tym raz udają się do wykwintnej restauracji serwującej kotlet za 120 zł (czy dolarów lub euro – jak kto woli), a innym razem jedzą w MacDonaldzie. Żadnemu elementowi kultury nie poświęcają się jednak permanentnie (aż chce się rzec: w fanowski sposób), są normalsami, którzy konsumują pobieżnie; nie wybrzydzają i nie odrzucają żadnych form, co jest wynikiem braku pewności, co tak naprawdę warto wybrać z całej gamy dostępnych możliwości. Tego rodzaju wszystkożerców jest najwięcej, co wynika z trybu życia wielu ludzi z elit, którzy cenią szerokie zaangażowanie kulturowe jako przejaw doświadczania pełni życia (full life). Żyjący w wielkich miastach wszystkopochłaniacze trzeciego typu są wystawieni na oddziaływanie różnych elementów kultury (im większy ośrodek miejski, tym więcej „pokus”) i zamierzają z nich w pełni korzystać i to bez jakiegoś specjalnego namysłu. Otwartość na różnorodne doświadczenia bazuje na pochłanianiu dla samego pochłaniania, a nie z głęboko zakorzenionych (i przez to formujących tożsamość) przeświadczeń. Jedyną motywacją uczniów może być chęć podwyższenia swojego statusu, bo przecież żeby być dobrym członkiem wyższej (średniej) warstwy, należy pokazać się w filharmonii, ale też znać tytuł filmu, w którym ostatnio grał Tom Cruise, skosztować rarytasów z kuchni indyjskiej jak i zwykłej zapiekanki z budki pod supersamem.

Na marginesie opisu Wardea, Wrighta i Gayo-Cala warto zauważyć, że w obrębie ostatniej grupy smakowanie różnych form nie jest tak samo dystynktywne, jak w wypadku profesjonalnych wszystkożerców. U uczniów znajomość wszystkiego działa na zasadzie normy zerojedynkowej – albo jest się „obeznanym”, albo nie (i przynależy do warstwy wyższej [średniej], albo nie). U profesjonalistów ważną rolę gra krytyczny stosunek do różnych form, pozwalający konstruować niezwykle rozbudowane hierarchie uczestnictwa w kulturze.

Wpis napisany został w oparciu o następujący artykuł: Alan Warde, David Wright, Modesto Gayo-Cal (2007) Understanding Cultural Omnivorousness: Or, the Myth of the Cultural Omnivore, Cultural Sociology, 1(2): 143-164.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -