1 sty 2012

Ponieważ ostatnimi czasy podjąłem spory projekt związany z częścią japońskiej popkultury, jaką stanowi anime, dużo na ten temat czytam. Jedną z pierwszych lektur, po którą sięgnąłem, była książka Rolanda Keltsa zatytułowana Japanamerica: How Japanese Pop Culture Has Invaded the U.S. Tytuł mówi sam za siebie – jest to opowieść o tym, jak skośnooka kultura popularna wkracza na rynek amerykański i że ofensywa owa przybiera na intensywności. Rozpoczynając lekturę, spodziewałem się jednak czegoś innego, to znaczy bardziej naukowego, bynajmniej nie luźnej opowiastki, dosyć słabo opartej o empiryczne badania jakościowe czy ilościowe. Kelts nie powołuje się ani na przeprowadzone przez siebie dociekania, ani na obecną już, dosyć sporą przecież, literaturę przedmiotu – jest to niezobowiązująca historia snuta przez człowieka znajdującego się między dwoma światami, czyli Japonią i USA (autor jest Amerykaninem, którego babka to drugo-wojenno-światowa emigrantka z Cesarstwa Wielkiej Japonii). No dobrze – trzeba pisarza pochwalić, bowiem pokusił się o dosyć ciekawe przepytanie ludzi związanych z anime, to jest pracowników wytwórni (artystów, ludzi od PR i marketingu, specjalistów od sprzedaży czy szefów przedsiębiorstw), jak również fanów (tak zwanych otaku). Wywiady owe nie zostały jednak poddane żadnemu naukowemu rygorowi, trudno w związku z tym oprzeć się wrażeniu, iż w książce wybrane zostało z nich to, co najbardziej pasuje do aktualnie przedstawianych wywodów. 

Te ostatnie nie zostały uporządkowane – rozważania nie przebiegają prostą drogą, analizy tych samych zjawisk dziwnie się mieszają i nie ma w nich zbytniego ładu. Chaos jest usprawiedliwiony o tyle, że celem autora nie jest udowodnienie jakiejś tezy – książka nie posiada takowej i jest zbiorem rozdziałów o różnej tematyce, oscylujących jednak zawsze wokół nadrzędnej narracji inwazji japońskiej popkultury na Amerykę. Mimo głównego przesłania warto zauważyć, że Kelts nie twierdzi, iż USA nie ma w Japonii wpływów – wymiana kulturowa bynajmniej nie jest symetryczna. Ameryka oddziałuje na Kraj Kwitnącej Wiśni w sposób godny globalnego hegemona popkulturowego, a siła jej influencji wzmacniania jest spuścizną historyczną – po zakończeniu drugiej wojny światowej Stany stały się wzorem do naśladowania i wyznaczyły tory, jakimi poszła gospodarka wyspiarskiego kraju, styl życia jego mieszkańców, no i oczywiście kultura popularna. Ta ostatnia jest przede wszystkim amerykańska – tak jak w każdym państwie świata, po włączeniu telewizora atakują seriale z USA, hitami kinowymi stają się filmy rodem z Hollywood, a czołowe pozycje w rankingach najlepszych utworów muzycznych okupują utwory amerykańskich wykonawców. 

Mimo to Japonia atakuje – czerpiąc inspiracje od byłego pogromcy, bardziej doświadczonego w sferze globalnego kształtowania kultury, zaczyna dostarczać na światowy rynek coraz więcej i więcej. Dzisiaj nikt już nie może zaprzeczyć, że Kraj Kwitnącej Wiśni posiada niezwykle interesującą (rzec można cooltową) kulturę pop, która przyciąga rzesze konsumentów na całej kuli ziemskiej. Pytania, na które próbuje odpowiedzieć Kelts (choć jak wspomniałem w sposób niezbyt uporządkowany), są następujące – „dlaczego Japonia?” i „dlaczego akurat teraz?”. Autor twierdzi wręcz o trzeciej fali japonofilii (s. 5), czyli wzmożonego zainteresowania Krajem Kwitnącej Wiśni wyrażanego przez obywateli innych państw. Podczas fali pierwszej, to jest tej płynącej w XVIII i XIX wieku, europejscy artyści odkryli unikatową japońską estetykę. W trakcie fali drugiej, czyli tej rozciągającej się gdzieś między 1950 i 1960 rokiem, amerykańscy beatnicy zafascynowani byli religijnymi tradycjami shintoizmu. Fala trzecia, czyli współczesna, jest niewątpliwie najintensywniejszą, przede wszystkim dlatego, że Japonią interesują się nie tylko elity artystyczne, ale masy. Obecna japonofilia objęła swym zasięgiem nie tylko kulturę wysoką (w tradycyjnym tego słowa znaczeniu) i jej pochodne, takie jak bushido (kodeks honorowego i zdyscyplinowanego postępowania), ikebana (sztuka układania kwiatów) czy ceremonie picia herbaty itd., ale również kulturę masową. Tak naprawdę to ta ostatnia jest podstawą zachłyśnięcia się Japonią, przy czym największą rolę ma tu do spełnienia anime (i manga jako podstawa filmów rysunkowych).* 

*Dla Keltsa szczególnym znakiem ożywionego zainteresowania Japonią w Stanach jest sukces filmu Sophii Coppoli Lost in Translation (s. 6), w którym amerykańskie zaaferowanie tym, co japońskie przejawia się niezwykle dokładnym oddaniem klimatu wielkich metropolii Kraju Kwitnącej Wiśni. Porażają one nagromadzeniem neonów, ale również zachwycają eleganckim i minimalistycznym wystrojem hoteli i restauracji, straszą dziwnymi klubami nocnymi oraz przerażają tłokiem panującym w środkach komunikacji miejskiej. Tokio – miejsce, w którym rozgrywa się akcja – jest jednym z głównych (o ile nie głównym) bohaterów dzieła. 

Na zakończenie obiecuję, że więcej o dziele Keltsa i japońskiej popkulturze, jako poważnej globalnej sile, pojawi się w tym roku w wielu doniesieniach popblogowych – między innymi tych związanych z informacjami o moich nowych publikacjach.


Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -