4 maj 2011

Wypoczynek majowy mieliśmy wyjątkowo zimny, niskie temperatury sprzyjały zamknięciu się w czterech ścianach i lekturze dobrej książki. Ta tytułowa do takich właśnie należy i szczególnie warta jest polecenia osobom, które chciałyby poczytać o narodzie jako tworze „wymyślonym”. Autor stara się zatuszować swoje poglądy, podkreślając konieczność kompromisu między różnymi teoriami i koncepcjami oraz wypośrodkowania tych najbardziej skrajnych, czyli związanych po pierwsze z konstruktywizmem, a z drugiej strony tych, zwracających uwagę na „pierwotny” charakter tożsamości narodowej. Nie należy się tym dywagacjom dać oszukać – z dzieła bije wyraźne przesłanie w duchu Benedicta Andersona – naród to „wspólnota wyobrażona”, której obiektywne przesłanki (terytorium, historia, kultura) są pochodną politycznej manipulacji. Chociaż w tekście przebąkuje się o etnicznym, „pierwotnym” podłożu narodów, to jednak główny nacisk położony jest na ukazanie, że wszystko zaczęło się tak naprawdę na początku XIX wieku i że głównym impulsem powstania tożsamości narodowej była polityczna mobilizacja związana z tworzeniem państw narodowych (zgodnie z amerykańską tradycją socjologiczną utożsamienie państwa z narodem jest u Calhouna bardzo wyraźne). Nieprawdziwe jest w związku z tym przekonanie, które posiada większość z nas, jakoby narody istniały od zarania dziejów. Autor stara się to udowodnić niezwykle obrazowo, na przykład pokazując, że dość niefortunnie uznajemy średniowiecznych władców za reprezentantów grup narodowych (przykład nieksiążkowy: zwycięstwo pod Grunwaldem, uznawane za tryumf Polski nad Niemcami, to mit stworzony współcześnie na potrzeby jedności narodowej – tak naprawdę była to wiktoria jednej dynastii nad Zakonem zagrażającym interesom owej linii monarchów). Egzemplifikacji tego typu znaleźć można w książce bardzo dużo. Calhoun podejmuje także szereg szczegółowych zagadnień, na przykład odpowiada na pytanie, skąd się wziął charakterystyczny dla naszych czasów esencjalizm, czyli pogląd, że można być członkiem tylko jednego narodu i automatycznie wyklucza to przynależność do innego. Ciekawe, szczególnie z punktu widzenia polskiego pisarstwa, są rozważania pokazujące, że nie należy rozdzielać „dobrego” patriotyzmu od „złego” szowinizmu – jeden i drugi opierają się w swojej istocie na tym samym i mają identyczne podłoże. Obydwa są przykładem różnie artykułowanego, wszechobecnego nacjonalizmu, który jest i będzie podstawową formą tożsamościową ludzi. Bardzo mocno zachęcam do przeczytania książki.

{ 5 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Ciekawe. Przed kilkoma tygodniami czytałem tekst Jerzego Szackiego o nacjonalizmie (albo łagodniej: "nacjocentryzmie", choć sam Szacki przyznaje, że ten termin raczej nie ma szans się przyjąć). Autor sugerował w nim, że możliwe są dwa kierunki: zarówno "państwo --> naród" (np. XIX-wieczna Francja), jak i "naród --> państwo" (np. XIX-wieczne Niemcy). Co więcej, w rzeczywistości istotne oddziaływania zachodzą najprawdopodobniej w obie strony, a podejścia skrajne (konstruktywizm Andersona, etnocentryzm zakładający odwieczność narodu) są niewłaściwe.

    Niemniej jednak pewnie warto przeczytać Calhouna chociażby z tego względu, że w Polsce mamy przerost stanowiska "odwiecznego", a pogląd "konstruktywistyczny" jest słaby i nieugruntowany. Trzeba wzmocnić lewą nogę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście ciekawe, bo dla Calhouna przykład Niemiec byłby zapewne idealnym zobrazowaniem relacji "państwo->naród". Zgodnie z tym, że świadomość narodowa u XIX-wiecznych Niemców ograniczała się do elit (powszechnie wiadomo jak romantyzm niemiecki, żywy wśród owych elit, przyczynił się do dążeń państwowotwórczych).

    Zgadzam się z Tobą, że obydwa stanowiska są zbyt skrajne - nazwałbym je nawet ideologicznymi. Argumenty jednej strony łatwo mogą być podważane w oparciu o ideologię - wszystkiemu można zaprzeczyć i "podciągnąć" pod swoje stanowisko (na przykład owe XIX-wieczne Niemcy).

    Nie ukrywam, że bliżej mi do "lewej nogi" (posługując się Twoim wyrażaniem)- dlatego właśnie polecam lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mi teraz przyszło na myśl:

    Jeśli może Ci się to do czegoś przydać, to daj proszę znać, a spróbuję odkopać dane bibliograficzne tekstu Szackiego. Może nawet uda mi się znaleźć sam tekst i nieco dokładniej odtworzyć argumentację autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ok - chwilowo zarzuciłem temat, ale pewnie wrócę. Dam znać jak będę potrzebował.. Dzięki

    OdpowiedzUsuń
  5. OK. Sam też może wrócę do Szackiego, bo nabrałem teraz wątpliwości, czy opozycja "Niemcy – Francja" była u niego podawana w kontekście pytania "Co było pierwsze, państwo czy naród?", czy może raczej w innym kontekście: "Co było pierwsze, naród czy nacjonalizm [albo: państwo czy nacjonalizm]?". A to jednak dość odmienne rzeczy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -