20 kwi 2011

Fotosy „z rączki” przedstawiające coraz to ciekawsze „dziubki”, USG ciąży, wciągane ścieżki amfetaminy, rozgogolone krysie, poza tym wyścig na liczbę znajomych, skretyniałe upominki i prezenciki czy grupy „największych laluń na świecie”… Wszyscy czytający tego bloga zdają sobie sprawę, że wymienione wyżej zachowania sieciowe, od których głowa boli co światlejszych internautów, to rzecz charakterystyczna dla krajobrazu naszoklasowego. Nk, ze świetnie prosperującego serwisu skupiającego Polaków w różnym wieku i, za przeproszeniem, na rozmaitym poziomie intelektualnym, przekształcił się w coś na kształt miejsca spotkań gimnazjalistów i uczniów szkół podstawowych. (Czy przedszkolaków też? Zaryzykowałbym tezę, że owszem).

Każdy kto mądry, i co miał konto na nk, już dawno się z niej wyniósł – co jednak ciekawsze, jako baczny obserwator życia społecznego, zaczynam wokół siebie dostrzegać pierwsze głosy mówiące o „skretynieniu” fejsbukowym i konieczność ewakuacji z tego serwisu w jakiejś bliżej jeszcze nieokreślonej przyszłości. Fb zaczyna denerwować – i to nie tylko dlatego, że z serwisu elitarnego, wraz z inwazją masy młodocianych, robi się coś na kształt nk. „The Social Network? Phi – daj spokój – żeby już nie można było o czym innym kręcić filmów, tylko o portalach”, „cokolwiek otworzę, to zaraz wyskakuje ten fejsbuk, wszędzie trzeba go dodać, wszędzie zaznaczyć lubię, wszędzie to logo”. Tych, którzy może by poczytali co słychać u znajomych lub powymieniali się śmiesznymi filmikami, zaczyna drażnić banda wykwitłych jak kwiatki po deszczu, domorosłych specjalistów od marketingu, którzy w samozachwycie przedstawiają szefom (lub sobie, jeśli działają w pojedynkę) genialny plan – trzeba zrobić grupę w serwisie Facebook.

Opinie wywołane przesytem dwóch białych literek na niebieskim tle są coraz częstsze. Ktoś mógłby rzec, że to tylko garstka sceptyków – tacy znajdą się wszędzie. Czy aby na pewno? Jak uczy dynamiczna historia internetu, czas przyjdzie na każdego, a utrzymanie się na topie jest tylko chwilowe. Gdzie są bowiem święcące niegdyś tryumfy grona czy majspejsy, nie wspominając już o wielu startujących z wysokiego pułapu starupach, które miały podbić świat, a spadły równie błyskawicznie jak powstały. Demencja „fejsa” jest zatem pewna – kto wie, może to niecna konkurencja podsyca płomień niezadowolenia i rozdrażnienia. Może to agenci Diaspory, rozsiani po świecie, zgodnie wychwytują wszystko, co może denerwować w święcącym tryumf portalu i podają to na tacy krytykującym konsumentom? Na razie chlebodawcy agentów czekają – na wielką pustkę, która powstanie z masowo likwidowanych profili fejsbukowych. W najdogodniejszym dla siebie momencie zapewne wkroczą na scenę. Czy zachwycą? Pewne jest jedno – nawet jeśli powtórzą sukces Facebooka, i tak nie potrwa on zbyt długo.

***

Na marginesie tego wpisu odwołam się jeszcze do wspominanej elitarności Fb w Polsce (w porównaniu z nk) – pogląd o niej wyrażony opieram jedynie na intuicji – nie prowadziłem na ten temat żadnych badań, Miałem jednak na uwadze te pochodzące z USA, które pokazały, że Fb ma wyższą renomę niż na przykład MySpace.


{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -