7 lut 2011

Jakiś czas temu Mirosław Filiciak zamieścił na swoim fejsbukowym profilu wpis następującej treści: „ze studenckiego projektu badawczego: fanowska aktywność w sieci jest coraz częściej wymuszana przez szkołę”. W toku mini-dyskusji jaka odbyła się pod wzmiankowanym wpisem, wyjaśniło się, że chodzi o sytuację, kiedy nauczyciel akademicki jest odpowiedzialny za stymulowanie studenckiej aktywności, która opatrzona może być etykietą kultury partycypacji, remiksu, fanizmu (zwał jak zwał). Niewątpliwie często tak się właśnie dzieje, czego najlepszym dowodem „prace domowe” polegające na prowadzeniu bloga, skonstruowaniu filmu będącego zlepkiem przekazów audiowizualnych czy przygotowaniu libduba. Z takiego stanu rzeczy warto się tylko cieszyć – rozwijanie kreatywności studentów oraz ich umiejętności „fanowskich” to sprawa przyjemna zarówno dla uczących się, jak i dla prowadzącego. Kiedy jednak biorę pod uwagę moje doświadczenia uczelniane, rodzi się w głowie wątpliwość związana z tym, czy takie dydaktyczne zabiegi są obecnie na części uczelni możliwe.

W swojej karierze akademickiej miałem przyjemność (i jak się za chwilę okaże nieprzyjemność) prowadzić zajęcia w wielu jednostkach. Od razu trzeba uzupełnić, że część z tych doznań wcale nie może być nazwana satysfakcjonującymi. Powody niezadowolenia bywają różne. Na przykład studenci, którzy z dumą oświadczają, że zdali maturę z geografii, a poproszeni o wymienienie trzech państw z Ameryki Południowej wysilają swoje mózgi tak, że mało im gały nie wyjdą na wierzch, a i tak niczego nie potrafią wymyślić. Są tacy podopieczni, którzy eseje i projekty oddają napisane odręcznie na papierze w kratkę, a nie wydrukowane w edytorze. Bywają także przeszkody, które nazwać można infrastrukturalnymi: oto na przykład po projektor na zajęcia trzeba jechać na drugi koniec miasta, bo budynek, w którym akurat się przebywa, to szkoła podstawowa tylko czasowo wynajmowana przez uczelnię do odbycia paru zajęć; a to prezentację trzeba studentom pokazać na samym laptopie, bo projektor jeden i akurat się zepsuł. Na to, że o dostęp do sieci trzeba samemu zadbać przez przyniesienie swojego komputera, nie będę narzekał, bo przecież w Afryce mają zapewne jeszcze gorzej.

Podane przypadki dotyczą tylko niektórych „moich” uczelni. Na części z nich, nazwę je umownie „lepszymi”, sprawa wygląda zdecydowanie znośniej, tak że „fanowskie” zajęcia daje się wdrożyć (choć powszechny jest opór części ludności). No właśnie – „lepszych”. Owo „lepszych” dedykuję minister nauki i szkolnictwa wyższego i jej Krajowym Naukowym Ośrodkom Wiodącym…

A na koniec, żeby nie było, że uderzam tylko w pesymistyczne tony, polski lipdub, który najbardziej mi się podoba.

{ 6 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Charyzmatyczny wykładowca – (i nie tylko on) potrafi pociągnąć za sobą „Le Bonowskie” tłumy, bez względu na to, jacy są studenci i jakie wyposażenie techniczne… Dzieje się tak, dlatego, ze sama jego postać zmusza do nauki. (skoro on daje z siebie wszystko – to „ja – student” też) Są jednostki - jak wszędzie, - które nie są stworzone do odgrywania pewnych ról – zarówno roli studenta jak i roli wykładowcy. Winna takiej sytuacji leży gdzieś po środku, mało się wymaga – mało się dostaje… Ale zbyt duże wymagania z kolei wzbudzają niechęć. I nie pozostaję nic tylko powrócić do słów greckiego myśliciela i do jego zasady „złotego środka” Tak, więc rozwijanie kreatywności studenckiej – jak najbardziej ( jest, co rozwijać) – pod warunkiem zaangażowania wykładowcy – a nie masówki. Niestety w turbokapitalizmie masowe wyższe wykształcenie jest rzeczą niezbędną. To tak jak w piosence którą śpiewa Grzegorza Turnau – następuję proces „z wyuczenia - w wydumanie.”

    StudentkaUŁ

    OdpowiedzUsuń
  2. Poza charyzmą i zdolnościami przydałaby się również moc (taka, jak w Gwiezdnych Wojnach) - posługując się nią, wykładowca mógłby pociągnąć kabel (niosący sieć sieci - internet) do domu potrzebujących oraz zapełnić ich konta bankowe (tak, by mogli za ową sieć zapłacić).

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się z kolei wydaje, że charyzmatycznych wykładowców nie brakuje, tylko z odbiorem charyzmy problem. Studenci nastawieni roszczeniowo, niedoceniający zaangażowania i znudzeni wiedzą przestają być niewdzięcznymi wyjątkami, a zaczynają być normą. W takich realiach nawet najlepszy wykładowca zmuszany jest do przekazu treści w jak najbardziej atrakcyjnym opakowaniu i jeśli zaplecze techniczne podcina mu skrzydła, niewiele może wskórać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mój „przedmówca” słusznie zauważył wykładowców charyzmatycznych nie brakuję – z odbiorem nieco gorzej. Trzeba odróżnić jednak wykładowcę charyzmatycznego od nowego typu wykładowcy – który robi „show” – co z charyzmą ma niewiele wspólnego. Prawdziwa osobowość obroni się sama - bez kabli, rzutników,internetu, wtyczek i super mocy (autor zapomniał dodać postulat nakarmienia głodnych i uleczenia chorych) Postać charyzmatyczna nie podlega dyskusji – dyskusji podlega osoba robiąca „show”. Studenci też dostosowują się do tego typu studiowania. Prosząc na przykład o wysyłanie tekstów obowiązujących na zajęcia na skrzynki grupowe… o zgrozo!!! Ja również mam zajęcia ze studentami i wierze w tych których uczę. Nie daję im tego co chcą ale to co uważam że powinnam. Sytuacja jest taka jaka jest – ja jej nie neguję. Tylko przyjmując takie podejście skreślamy tych którzy są naprawdę zdolni i chętni do pracy. Zmienia się kultura studiowania, ale to nie tylko wina studentów. Sama często ulegałam wygodzie – aniżeli powinności. Studenci tego nie zmienią zmienić to mogą tylko pracownicy. A oni niestety (podobnie jak często ja) wolą podłączyć kabel niż wypalić siebie. Mówiąc o wykładowcach myślę nie tylko o nauczycielach akademickich. Sprawa do łatwych nie należy, i nie tylko studenci przyjmują „roszczeniowe podejście” – Autor Postu – pracownicy naukowi również...

    StudentkaUŁ

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że post wywołał żywą dyskusję, ale proszę nie trollować - wpis jest o kondycji niektórych uczelni (o nierówności względem dostępu do zasobów - nazywać to można różnie), a nie o moich (czy kogokolwiek) roszczeniach - dalszy trolling będzie kasowany... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jakoś nie wierzę, że charyzmatyczna jednostka zawsze pociągnie tłumy. Może najwyżej pociągnąć jednostkę i to zazwyczaj taką, która tak czy inaczej zainteresowałaby się jakimiś kwestiami niezależnie od wielkości/marności prowadzącego zajęcia. I jasne, że brak zaplecza technicznego to idealna wymówka dla wykładowców, którzy chcieliby zrobić tanim kosztem show, ale też, a może przede wszystkim, przeszkoda i czynnik niezwykle irytujący dla wykładowców solidnych i rzetelnych, którzy nie boją się używać zróżnicowanych narzędzi i metod pracy.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -