10 sty 2011

Czasu na to, żeby obejrzeć wszystkie odcinki serii Avatar: The Last Airbender, zapewne nie starczy. Znalazłem jednak niedawno dwie wolne godziny na zgłębienie pierwszej z trzech fabularyzowanych wersji tego niezwykle popularnego w Stanach zjawiska. Postanowiłem wreszcie się za Avatara zabrać, przede wszystkim dlatego, że czyta się o nim coraz więcej. Amerykańscy akademicy żarliwie udowadniają, jak bardzo A:tLA znamienny jest w kontekście najnowszych trendów popkulturowych.

Produkcja podporządkowuje się japońskim wpływom. Jeśli chodzi o serial, koncepcja jest wyraźna – wzorowanie się w całości na tekstach z kraju kwitnącej wiśni. Poza tym zaznaczają się w Avatarze inne azjatyckie wpływy: architektura świata przedstawionego, kaligrafia, zobrazowane sztuki walki i ukazane religie. W przypadku tych ostatnich warto wspomnieć o najbardziej klarownych przykładach: wybór tytułowego bohatera na przywódcę duchowego odbywa się tak samo jak wybór Dalajlamy; wiara w duchy egzystujące obok ludzi, lecz ulokowane na innej, „ukrytej” płaszczyźnie, to wyraźne nawiązanie do shintoizmu.

Amerykańscy badacze opisują wiele praktyk fanowskich wyrosłych wokół Avatara, na przykład działania pod hasłem „Aang Ain’t White!”, czyli akcje mające oprotestować zmianę rasy bohaterów w fabularnym filmie. W kreskówce wszyscy przedstawieni są jako Azjaci, w dziele Shyamalana skóra im wybielała. Nie na analizy praktyk wielbicieli chcę jednak zwrócić szczególną uwagę. Warto skupić się na rozważaniach pokazujących, że A:tLA jest doskonałym przykładem przenikania się i mieszania kulturowych wpływów. W tym wypadku chodzi o trendy popkulturowe, które miksować się mają tak, że produkty lokalnych przemysłów oddziałują na sposoby produkcji w innych krajach (w ten sposób często naginane są i modyfikowane cechy definicyjne gatunków – tutaj chodzi o anime).

Moim zdaniem nie do końca można się z takim oglądem sprawy zgodzić. Przede wszystkim dlatego że dla Amerykanów Azja zdaje się zaczynać w Japonii, a kończyć w Chinach. Co z innymi obszarami kontynentu? Co z Bliskim Wschodem czy Azją Południową? Te się skrzętnie pomija i nie podpina pod analizy popkulturowego, globalnego mieszania wpływów. Żeby było jasne – wcale nie uważam, że takiego miksowania nie ma. Warto jednak uwzględnić, że ogranicza się ono tylko do krajów najbardziej zamożnych, tych które wniosły coś do światowej kultury popularnej. To one stanowią rdzeń planetarnej popkultury (reszta krajów biernie odbiera globalne teksty). Nie chodzi mi o to, żeby odrzucać tezę hybrydyzacji, a jedynie o to, żeby sprawę przedstawiać całościowo. Temat ten wymaga oczywiście znacznie szerszego omówienia, tutaj chcę jedynie poddać go pod rozwagę czytelników.

Na zakończenie, niezwykle moim zdaniem udany, fanowski vid związany z Avatrem.

{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Hey Piotr, if the topic interests you, Transformative Works and Cultures has a call for papers running about A:tLA. I'm a huge fan of Avatar myself :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi, I know about it - I am thinking about proposing a paper...

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -