23 gru 2010

„Wydaje się, że temat fanów zaczyna być na czasie” – oto co napisała do mnie w prywatnej korespondencji mailowej Pani Mirosława Zygmunt, Zastępca redaktora i Sekretarz Studiów Medioznawczych, dziewięcio punktowego czasopisma wydawanego przy Instytucie Dziennikarstwa UW. Pani Mirosława pisała to, odnosząc się do faktu, że w dwóch numerach pod rząd ukazał się tekst traktujący o fanach. W trzecim numerze tego roku zaproponowany został mój artykuł (znaczy się Piotra Siudy;]), natomiast w ostatnim numerze 2010 artykuł Marty Juzy i Michała Piotra Pręgowskiego zatytułowany „Poczucie misji, pasja i zabawa jako motywacje twórczości amatorskiej w internecie”.

Na pracy pierwszej skupiać się nie będę – mógłbym się tu wykazać dużą dozą nieobiektywności. Jeśli chodzi o drugi tekst – autorzy spisali się dobrze – ciekawie omówili motywacje twórczości fanów Star Treka i NHL, ujmując ją w kategoriach castellsowskiego informacjonalizmu, rozwoju elektronicznej sieci oraz etyki hakrerskiej. Ta ostatnia zakłada pasję, wolność, otwartość, pracę na rzecz dobra wspólnego, dbałość o innych, aktywność. To właśnie takimi motywami kierują się fani, przetwarzając oryginalne popkulturowe produkty.

Autorzy dość słabo omówili metodologię badań, a przede wszystkim nie wskazali na wady i niedociągnięcia wybranej przez siebie metody (niereprezentatywność internetowych wywiadów, którymi się posłużyli). Nie zmienia to faktu, że opisywany przez nich tekst jest ważny ze względu na to, że stanowi ciekawą etnografię dwóch, zupełnie innych polskich społeczności wielbicieli. Jako taki może być inspiracją, aby zająć się nimi dogłębnie. Artykuł może być zatem punktem wyjścia do dalszych badań.

Niestety, czytając tekst, napotkałem fragmenty, które przyprawiły mnie o zgrzytanie zębów, oto przykłady:

„Przedmiotem zainteresowania fanów są bowiem zjawiska mało atrakcyjne dla mediów masowych, najczęściej marginalizowane lub w ogóle pomijane przez główny nurt medialny” (147). Czytając to, aż chce się rzec – no tak, te sterty tomisk Harryego Pottera w hipermarketach są tak skrzętnie poukrywane, że odnaleźć je mogą tylko najbardziej wytrwali z fantatycznych entuzjastów (komentarz mocno ironiczny – nie mogłem się powstrzymać). Tutaj muszę dodać, że rozumiem intencje autorów, którzy zobrazowali dwie społeczności, interesujące się tekstami, których ekspozycja medialna w Polsce nie jest zbyt obfita. Uogólnianie tego na całość wspólnot wielbicieli jest błędem. Poza tym – ujmując sprawę w kategoriach rozwoju sieci, nieporozumieniem jest pisanie o zbyt słabej dostępności jakiegoś popkulturowego zjawiska. Przez internet trudno może być ściągnąć niszową muzykę czy niezależne filmy – ale fani się tym nie interesują. Fascynują się popkulturą, a z cyberprzestrzenną dostępnością tej, jest przecież „nie najgorzej” ;) Niszowości nie można mylić z ilością miłośników. Autorzy cytują w tekście Henrego Jenkinsa (a jakże, bez niego się nie obędzie ;]), ale zapominają przy tym, że od fanowskiej niszowości odszedł on dobrą dekadę temu, teraz twierdzi, że wielbiciele to istotny element rozwijającej się kultury partycypacji, jej awangarda, forpoczta i zwiastun dalszego rozwoju.

„Inwencja twórcza amatorów prowadzi jednak do powstania ciekawych dóbr kultury, które uzupełniają ofertę głównego nurtu. Oferta ta byłaby uboższa bez oddolnej działalności fanów” (147). No tak – w hipermarketach na czołowych miejscach na półkach znajdują się przecież fan fiction o Potterze. Poza tym, czyż to, o czym mówi ten fragment, nie stoi to w sprzeczności ze wspominaną niszowością?

„To internet ułatwia integrację pasjonatów, co pozwala wysunąć tezę, że kreatywność wspomnianych osób nie znalazłaby tak twórczego ujścia poza siecią” (147). To co się tu twierdzi jest sprzeczne z następującym fragmentem: „Przed nastaniem internetu fani integrowali się za pośrednictwem korespondencji, gazet (w tym także amatorskich, tzw. fanzinów) (…) oraz poprzez organizowane co jakiś czas zloty)” (146).

„Star Trek (…) stanowi żyjące własnym życiem uniwersum (…) Produkty związane ze Star Trekiem traktują zwykle o podróżach kosmicznych w dalekiej przyszłości ” (148). Ale o co chodzi?!? ;]

I teraz najpoważniejsza moim zdaniem sprzeczność, bo dogłębnie uderzająca we wspominaną wyżej niszowość: „NHL.com.pl wypracowało sobie pozycję czołowego polskiego źródła wiedzy o NHL, z którego korzystają także media masowe. Od 2006 r. redaktorzy NHL.com.pl wielokrotnie komentowali wydarzenia ligowe i mecze NHL dla telewizji nSport i Polsat Sport Extra, współpracowali również z TVP” (150). Gdzie tutaj niekomercyjność fanowskiej twórczości, o której piszą autorzy tak dużo w teoretycznej części, gdzie niszowość, gdzie ta niedostępność tekstów? Rodzi się poza tym jeszcze jedno pytanie: czy fani NHL rzeczywiście mogą być rozpatrywani w takich samych kategoriach jak Trekkies? Do tych drugich rozwiązania teoretyczne przyjęte przez autorów zdają się pasować o niebo lepiej…

Mam nadzieję, że krytyka przedstawiona wyżej nie zatrze ogólnego wrażenia, które jak najbardziej jest pozytywne. Jako ktoś, kto mocno interesuje się zagadnieniem, czytałem tak, aby się czegoś, mówiąc kolokwialnie, „przyczepić”. I wcale się nie zdziwię, jeśli niektórzy tak właśnie potraktują moje uwagi.

Abstrahując od oceny – nie wiem, czy prawdziwe są słowa Pani Mirosławy Zygmunt, które przytoczyłem na początku postu. Chcę w to wierzyć. Ba – są ku temu nawet racjonalne przesłanki – fani muszą wśród akademików stawać się coraz bardziej popularni z bardzo prostego względu. Stanowią ważną, integralną część rozwijającego się kapitalizmu prosumpcyjnego oraz są podporą nowego sposobu działania przemysłu kulturowego. W tym względzie każdy artykuł traktujący o wielbicielach trzeba cenić, każdy następny przyczyniać się może do lepszego zrozumienia współczesnego krajobrazu medialnego.

{ 3 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Świetnie, ale największy ból jest taki, że czasopismo nie udostępnia artykułów w sieci. Studia medioznawcze, ale do przeczytania tylko na papierze *ironia*. Dobra, nie będę się dłużej pastwił (dają chociaż po jednym egzemplarzu do Empiku?) :)

    A co do artykułu p. Marty Juzy i p. Michała Piotra Pręgowskiego to dosyć ciekawe jest zestawienie tych dwóch grup fanów. Skontrastowali je jakoś w tym artykule (wskazali np., że twórczość amatorska może wyglądać w jednym wypadku tak, a w drugim jednak inaczej), czy po prostu wrzucili do jednego worka pt. "fani"?

    Tak nawiasem mówiąc, to najlepsze jest to, że gdyby artykuł nie skupiał się tylko na polskim fandomie, to fani NHL mogliby być rozpatrywani w takich samych kategoriach jak Trekkies, łącznie z paraniem się fan fiction i artem (gdyby dobrze poszukać to na pewno znalazłby się jakiś RPF).

    "Inwencja twórcza amatorów prowadzi jednak do powstania ciekawych dóbr kultury, które uzupełniają ofertę głównego nurtu. Oferta ta byłaby uboższa bez oddolnej działalności fanów."
    LOL, dobre - "poproszę pierwszy sezon TOS a do tego jakieś Kirk/Uhura". Ale tak na poważnie, to można wysnuć z tego wniosek, że czytanie/oglądanie itd. twórczości fanów jest ważną, niemalże integralną, częścią procesu odbioru tekstu pierwotnego. Ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak - można kpić w Empiku... A poza tym zawsze zostaje biblioteka, choć faktycznie w tych czasach bez elektronicznego wydania - wstyd chce się rzec ;)

    Fani ST i NHL zostali wrzuceni do jednego worka, co moim zdaniem nie jest nawet takie złe, bo szukanie całościowych ram do opisu zbliżonych zjawisk jest jak najbardziej wskazane. Autorzy rozpatrują fanów przez pryzmat etyki hakerskiej - wszystko byłoby ok, ale mogliby sobie podarować wzmiankę o niszowości tekstów - mocno nieprawdziwą/nieaktualną..

    RPF fanów NHL - ciekawe... :) Aby jeszcze usprawiedliwić M. Juzę i M.P. Pręgowskiego - oni w ogóle nie poruszają kwestii rodzajów twórczości - ich rozważania nie dotyczą różnych rodzajów ff (na przykład) - mówią o produktywności ogólnie zbytnio tematu nie rozszerzając.

    W cytacie, o którym piszesz zamysł był dobry - miał właśnie wskazać na ową integralność twórczości fanowskiej z odbiorem pierwotnego tekstu... Autorzy się jednak trochę pogubili i wyszło jak wyszło - że w sklepach mamy slash ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może z polskiej strony ta niszowość jest faktycznie jakoś bardziej widoczna? No ale w sumie już w przypadku Harry'ego Pottera czy Wojen Gwiezdnych takie określenie jest jednak mocno nietrafione.

    "RPF fanów NHL - ciekawe... :)"
    Ano ciekawe :) Przekopując się przez Sieć stwierdziłem, że tak naprawdę mało jest rzeczy, których by nie wymyślono. Jest RPF o wrestlingu, łyżwiarstwie i chyba nawet o skoczkach narciarskich, więc o NHL pewnie też.

    A co do artykułu, to dobrze, że jest. Nareszcie i u nas temat fanów zaczyna być poruszany coraz częściej.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -