2 paź 2010

Druga część wywiadu ze Staszkiem Krawczykiem.

P.S. Jeden z Twoich artykułów, z którymi się zapoznałem, dotyczy popularyzowania nauki w społecznościach fanowskich. Mógłbyś powiedzieć coś na ten temat? O jakiego rodzaju popularyzację chodzi?

S.K. Jak wynika z moich obserwacji i lektury tekstów poświęconych popularyzowaniu, zazwyczaj ze słowem „popularyzacja” wiąże się kilka założeń. Postanowiłem je nazwać i zmierzyć się z nimi w pełnym świetle dnia, zamiast pozwolić im na czyhanie w mroku. Chętnie zrobię to i tu, bo wierzę, że im więcej osób uda mi się przekonać do takiego spojrzenia na popularyzację nauki, tym lepiej!

Zgodnie ze wspomnianymi założeniami głównym celem popularyzowania jest przekazanie informacji. Popularyzator działa jak radio: wysyła sygnały, które mają odebrać słuchacze, czytelnicy czy widzowie. Słowo „odebrać” jest tu kluczowe, mówimy bowiem o modelu transmisyjnym, tak jak w tradycyjnej teorii komunikacji Claude’a Shannona. Popularyzacja odbywa się jednokierunkowo, od aktywnego nadawcy do biernych odbiorców (rolę tych ostatnich można sprowadzić do dekodowania i przyjmowania informacji). Ponadto polega ona zasadniczo na przetworzeniu języka naukowego na potoczny.

Taka perspektywa (właściwa zresztą nie tylko tradycyjnym poglądom na popularyzację, ale i edukację we wszelkiej postaci, na przykład w szkole) miała sens kilkadziesiąt, może kilkanaście lat temu, w warunkach ograniczonego dostępu do informacji. Dziś jednak dawną rolę popularyzatorów przejął internet, czego przykładem są choćby hasła w Wikipedii.

Dlatego proponuję kilka zmian. Po pierwsze, popularyzacja ma przede wszystkim wzbudzać zainteresowanie poruszaną tematyką i promować pewien sposób myślenia o rzeczywistości, a sam przekaz informacji odchodzi na dalszy plan. Po drugie, popularyzatorzy powinni dążyć do komunikacji dialogowej, a nie monologowej (odwołam się tutaj do tekstów profesora Dariusza Dolińskiego z ostatnich lat, dotyczących dialogu jako metatechniki wpływu społecznego). Dzięki uwzględnianiu obu tych zaleceń można zaktywizować wszystkich uczestników procesu popularyzatorskiego i sprawić, że nie będzie on nudny, ale doświadczany jako coś ciekawego i istotnego – temu zaś sprzyja bezpośrednie spotkanie (zamiast programu telewizyjnego radiowego czy publikacji prasowej). Po trzecie, działalność krzewiciela nauki nie polega na tym, że pisze on artykuł czy wykład, a później bierze do ręki słownik akademicko-ludzki i przekłada tekst z jednego języka na drugi. Popularyzację trzeba planować od początku do końca, jako autonomiczny (i twórczy!) typ aktywności.

Ujmując rzecz hasłowo, sugeruję zmianę modelu transmisyjnego na model doświadczenia. Oczywiście, nie znaczy to, że oddziaływania „transmisyjne” tracą rację bytu – sądzę jednak, iż są najbardziej skuteczne w wypadku tych osób, które są już zainteresowane daną problematyką i nie potrzebują dodatkowej motywacji, aby się nią zajmować.

P.S. Tak rozumiane popularyzatorstwo odnosisz do społeczności fanowskich. Czy mógłbyś czytelnikom bloga wyjaśnić, jak w tym kontekście rozumiesz fanów i czy zajmujesz się jakimś konkretnym fandomem czy fanami w ogóle?

S.K. Czasami niełatwo określić, kto jest fanem, a kto nie. Powiedziałbym, że fanizm to nie zero-jedynkowa kategoria, ale pewne kontinuum; można być „bardziej” i „mniej” fanem, w zależności od tego, jak intensywne będzie nasze zaangażowanie w różne rodzaje aktywności fanowskich. Do tych ostatnich zaliczyłbym np. wielokrotny kontakt z ulubionymi treściami medialnymi, dogłębne ich poznawanie, udział w życiu społeczności zbudowanych wokoło danych produktów czy marek, powoływanie do życia własnych utworów związanych z tymi ostatnimi (opowiadań, filmów, piosenek, strojów itd.).

Do tej pory zajmowałem się jedynie polskim fandomem narracyjnych gier fabularnych, którego sam jestem członkiem i w którym w miarę dobrze się orientuję. Zamierzam rozszerzyć to zainteresowanie także na inne społeczności fanowskie, ale na jakie – nad tym muszę się zastanowić. W tej chwili najbliżej mi pewnie do miłośników literatury fantastycznej, chociaż musiałbym jeszcze nadrobić braki w znajomości rodzimych tekstów z tej dziedziny.

P.S. Jak zatem popularyzować naukę w społecznościach fanów i czy tego rodzaju działania mają przyszłość?

S.K. Oprócz ogólnych zasad popularyzacji, które wiążą się z modelem doświadczenia i które już krótko opisałem, wymienię regułę odnoszącą się może wyłącznie do fanów: warto poszukać związków między treściami naukowymi a przedmiotami fanowskiego zaangażowania. Ja sam od pewnego czasu staram się łączyć określone inspiracje literaturoznawcze (szczególnie te pochodzące z genologii, czyli teorii gatunków) z praktycznym zapotrzebowaniem uczestników gier fabularnych, pokazując, w jaki sposób uporządkowana wiedza o konwencjach literackich pomaga kształtować atrakcyjne rozgrywki. W ten sposób można powiązać daną dziedzinę z codziennymi aktywnościami fanów; sprawić, że nie będzie już ona przybyszem z innej planety, ale dostarczy takich narzędzi myślenia, które mogą oni uznać za swoje.

Dobrze jest też przy okazji wskazywać naukowe źródła tego, co się pisze czy mówi, jako że dzięki temu można dzielić się szacunkiem do tradycji akademickiej. Moim ulubionym przykładem jest Morfologia bajki Władimira Proppa, fundament badań nad fabułami utworów folklorystycznych, a obecnie także popularnych. Gdyby nie to, że pewien Rosjanin w latach dwudziestych (!) opracował wyniki swoich badań nad bajkami ludowymi, nasza wiedza o fabularności kultury popularnej byłaby dziś o wiele mniejsza, a ja nie napisałbym żadnego ze swoich tekstów na ten temat, nie poprowadził żadnej prelekcji ani warsztatów. Lubię mówić ludziom na konwentach, że szkic kampanii RPG, który właśnie opracowaliśmy, nie mógłby powstać bez rosyjskiego badacza bajek o Iwanie, młodszym bracie czy też Jasiu i Małgosi.

A czy takie działania mają przyszłość? Oczywiście, że mają! Jestem zdania, że fanizm to zjawisko ekspansywne, które będzie się rozszerzać na coraz większą część użytkowników kultury popularnej. Już teraz internet zmienia sposób korzystania z mediów, zachęcając ludzi do znacznie bardziej aktywnego niż dotąd uczestnictwa w kulturze. Według mnie fanizm to naturalna konsekwencja tych przemian, a popularyzowanie nauki wśród fanów jest jedną z odpowiedzi na coraz ważniejsze wyzwania naszych czasów.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -