3 lut 2010

Pani redaktorka z Gazety.pl poprosiła mnie o parę zdań na temat popularności przeróbek filmu Olivera Hirschbiegela krążących w serwisach video. Postanowiłem opublikować na popblogu to, co jej wysłałem (na pewno zostanie niemiłosiernie okrojone), z tego względu, że „odświeżam” w tekście, niezwykle moim zdaniem zapładniającą intelektualnie, koncepcję klasyka polskiej socjologii – Kazimierza Dobrowolskiego.

Dlaczego „Upadek” Olivera Hirschbiegela wywołał na YouTube taką „burzę”? Dlaczego jedna scena z tego filmu cieszy się niesłabnącą popularnością internautów, którzy podkładają różne dialogi, przerabiają ją w nieskończoność?

Wyjaśnień tej działalności znaleźć możemy wiele. Bynajmniej nie wynika ona z niepowtarzalności i artystycznych walorów filmu o Adolfie Hitlerze. Choć nie ma na ten temat żadnych badań, przekonany jestem, że większość osób przerabiających scenę owego filmu, nigdy w całości go nie zobaczyła. Zadziałał tu mechanizm „kuli śnieżnej” – im więcej osób przerabiało film i im bardziej stawały się owe przeróbki popularne, tym więcej znajdowało się chętnych, aby dopisywać kolejne dialogi. Stwierdzić można, że filmiki na YouTube stały się nośnymi ideami powielanymi przez kolejnych odbiorców kultury popularnej. Stały się memami - samo-powielającym się (w umysłach ludzi) materiałem genetycznym kultury.



Dlaczego jednak ludzie dokonują tego typu przeróbek? Dlaczego tego rodzaju memy coraz częściej władają umysłami ludzkimi? Dlaczego coraz częściej funkcjonują one obok memów „oficjalnych” – tych, które narodziły się w głowach producentów medialnych. Wielu socjologów, medioznawców czy kulturoznawców wskazuje, że wynika to z praw rządzących współczesną kulturą. Wraz z nastaniem epoki internetu ludzie jak nigdy dotąd dysponują możliwościami partycypacji oraz zmieniania tego, co krąży w oficjalnym obiegu. Co więcej, dystrybucja amatorskiej twórczości staje się niezwykle łatwa. Internet tworzy tak zwaną kulturę partycypacji czy remiksu.

Amatorska twórczość została zatem dość dobrze opisana. Wielu naukowców powiela jednak istniejące trendy, nie zdając sobie sprawy, że w opisywaniu tego co współczesne, często odwołać się można do klasyków danej dyscypliny naukowej. Klasykiem takim jest chociażby Kazimierz Dobrowolski. Ten polski socjolog żyjący na przełomie dziewiętnastego oraz dwudziestego stulecia, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, wykładał na Sorbonie czy w London School of Economics. Jego idee są dziś niestety zapomniane, o dorobku rzadko się wspomina, w instytutach socjologii nie przekazuje studentom wiedzy na jego temat.

Jego pomysły tymczasem doskonale pomóc mogłyby w analizowaniu tego, z czym mamy do czynienia we współczesnej popkulturze – z coraz wyraźniejszą dominacją memów wynikających z amatorskiej twórczości. Dobrowolski stworzył koncepcję opadania dóbr kulturowych. Dotyczyła ona twórczości chłopskiej, która zdaniem socjologa jest niczym innym jak podróbką kultury dworskiej. Kultura ludowa wcale nie jest zatem oryginalna. Chłopi nie dysponując takimi kompetencjami kulturowymi jak arystokracja, stworzyli własną kulturę poprzez naśladownictwo – jest ona swoistym „opadem” po kulturze dworskiej. Dobrowolski (z całą pewnością zmora etnologów) pokazuje tego różne przykłady – zarówno ze sfery kultury materialnej jak i duchowej. Pokazuje, że naśladownictwo było bardzo kreatywne – biedni chłopi musieli wykorzystać zasoby, którymi dysponowali. Stąd kultura chłopska jest po prostu „gorsza” (mniej profesjonalna).

Koncepcję opadania dóbr kulturowych zastosować można, analizując współczesną popkulturę. Czym bowiem innym jak nie „opadem” po kulturze oficjalnej staje się amatorska twórczość? Czy innym są, jak nie „opadem” po oryginalnym filmie Hirschbiegela, kolejne przeróbki jednej sceny z tego filmu? Odbiorcy popkultury nie dysponują przecież takimi możliwościami jak producenci. Na podorędziu mają jednak internet oraz inne informatyczne wynalazki. Tak jak chłopi wykorzystywali kiedyś to, co mieli „pod ręką”, tak jak tworzyli kulturę najlepiej, jak potrafili, tak samo dzisiaj przeciętni odbiory tworzą własną kulturę bazującą na popkulturze. Kultura owa bez wątpienia jest nieprofesjonalna, produkty z jej sfery są „gorszej” jakości niż te oryginalne. Dobro kulturowe, którym jest film „Upadek” „opada” zatem „w dół” – od producenta do odbiorcy. Kiedy „opadnie” nie jest już jednak tym samym – jest czymś nowym, jest elementem kultury odbiorców posługujących się internetem.

Na marginesie (a może nie tak bardzo na marginesie) zaznaczyć warto, że koncepcję opadania dóbr kulturowych zastosować można do opisu twórczości fanów. Czym innym bowiem jak nie „opadniętymi” dobrami kulturowymi są fan-filmy, fan-fiction czy fan-arty. Fani tworzą przecież przez naśladownictwo. Tworzą, bazując na produktach oficjalnych, którymi są wielbicielami. Postępują podobnie jak twórcy przeróbek filmu Hirschbiegela.

{ 26 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Socjologia - ciekawa nauka. Podobnie jak historia: "Sonderaktion Krakau" - stąd chyba bardziej znany K. Dobrowolskiego. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam zatem nadzieję, że nie wydam się obrazoburczy, gdy stwierdzę, że oto przez mój post Dobrowolski "zemścił się" na Hitlerze. Koncepcja polskiego socjologa aresztowanego (i sprowadzonego do obozu koncentracyjnego) przez hitlerowców użyta do tłumaczenia parodii filmów o przywódcy nazistów. Piękne - czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam takie pytanie: dlaczego "gorszej" w cudzysłowie? Co znaczy on? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gorszej w sensie nieprofesjonalnej, tworzonej przy użyciu uboższych środków... Pamiętam, że Dobrowolski mówił nawet o krzesłach - porównywał te dworskie - misternie zdobione a te ciosane przez chłopów;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No, to może piszmy: nieprofesjonalnej, a nie: gorszej? (Chociaż słowo "nieprofesjonalnej" też nie jest dobre, bo sugeruje, że do zdefiniowania tej warstwy kulturowej wystarczy negacja – trochę tak, jak gdyby nazywać telewizję "nieradiem"). Bo w tej chwili powstaje wrażenie z cyklu "i chciałabym, i boję się". :-) Niby nie gorszej, a jednak gorszej, choć w cudzysłowie. ;-)

    Poza tym po mojemu za dużo jest w tym podejściu metaforycznego wartościowania (np. metafora pojęciowa "góra/dobro vs dół/zło"), tak jakby kultura dworska była "obiektywnie lepsza" od chłopskiej (dzisiaj: komercyjna od amatorskiej). A przecież tak nie jest, bo jeżeli już wartościować, to w konkretnym układzie odniesienia.

    Sam Dobrowolski też wydaje się trochę podejrzany. Pierwiastek naśladownictwa mógł odgrywać w kulturze chłopskiej jakąś rolę, ale przecież nie jedyną – i czy na pewno dominującą? Sięgnijmy choćby po "Chłopów" Reymonta.

    Tyle na razie wątpliwości i zastrzeżeń – nie ulega natomiast wątpliwości, że problem jest ciekawy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Chodź nie ma na ten temat żadnych badań....przekonany jestem..."
    Może jednak warto by było najpierw zbadać, a później być przekonanym?
    Ale to jest taka mentalność NAUKOWCÓW: wiem wszystko buahahahhaha

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupoty jakieś acan piszesz. Po pierwsze, to nie jest zabieg myślowy charakterystyczny dla naukowca. Wprost przeciwnie: to moment, w którym autor wpisu – tuszę, że świadomie – rezygnuje z akademickiego rygoru i wypowiada się jak nienaukowiec. Co więcej, daje o tym znać uważnym czytelnikom.

    Po drugie, to nie jest zgoła wyjątek w skali tekstu. Cały post nie jest wszakże naukowy. Nie odbiera mu to wartości – ale sprawia, iż strzeliłeś waść kulą w płot, i to nawet nie tego obejścia, lecz sąsiedniego.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Staszek
    Gorszej zdecydowanie w cudzysłowie. Co definiowanie przez negację – no cóż, może nie tyle definiowanie ile odróżnianie od produkcji profesjonalnej. Studenckie radio przecież nie jest „nieradiem”, też jest radiem, tyle, że tworzonym przez ludzi, dla których owo tworzenie nie jest zawodem – czyli nie przez profesjonalistów, stąd już tylko mały krok do „nieprofesjonalizmu” (jak widać również należałoby owo wyrażenie umieścić w cudzysłowie).

    Twierdzisz, że Dobrowolski wartościował bez układu odniesienia – wcale nie – jego układem odniesienia była kultura dworska, w tym sensie, że chłopska była jej pochodną. Poza tym nie wydaje mi się, żeby zachodziło tu wartościowanie negatywne (znów wracamy do sprawy „gorsze w cudzysłowie”) Dobrowolski nie odbierał kulturze ludowej wartości – po prostu opisywał jej specyfikę i pochodzenie.

    Co do tego, że Dobrowolski to zmora etnologów.
    Hm – nie chcę jednoznacznie wypowiadać się za poglądami socjologa. Ja też mam wiele wątpliwości, choć „Chłopi” Raymonta to raczej argument za tezami K.D. Rozpijaczeni, „ciemni”, zabobonni chłopi jako twórcy oryginalnej kultury – to już wole poglądy Dobrowolskiego;)

    @ anonimowy (jak bardzo irytuje mnie konieczność stosowania tego zwrotu - jeszcze raz apeluję do czytelników o pozostawianie jakichś śladów swojej tożsamości [wystarczy inicjał] co pozwoliłoby mi się jakoś klarowniej odnosić do wypowiedzi)

    Nie wiem na jakim poziomie edukacji jesteś i czy miałeś na przykład metodologię nauk. Są dwa sposoby generowania wiedzy – z empirii i z teorii. Według Ciebie żadnej filozof nie jest naukowcem bo nie przeprowadza badań empirycznych? Można generować wiedzę opierając się na już uznanych tezach i poglądach naukowych.

    Jeśli chodzi o fragment, który cytujesz to Staszek ma rację – wpis, podobnie zresztą jak cały blog nie jest naukowy. Aby się o tym przekonać wystarczy prześledzić poprzednie wpisy, subiektywne i odchodzące od naukowego języka.

    Trochę uwagi, o której pisze Staszek – jeśli się nią wykażesz zauważysz, że postępuję tak jak twierdzi Staszek – świadomie rezygnuję z roli naukowca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozwolę sobie poprzeć autora. Naukowe podejście (jak i alergię na naukowców) można czasem odłożyć na bok.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Chłopi" wszak to nie tylko ciemnota i zabobon, ale też bogate tradycje, obyczaje. No i przykład z literaturoznawczego poletka: bajka ludowa nie jest przecież córką kultury dworskiej, nabrała zaś niemałego znaczenia kulturowego (ilu rodziców wychowuje swoje dzieci na bajkach Disneya, przetwarzających motywy baśni grimmowskich! Z kolei dla dorosłych są np. takie teksty kultury, jak opowiadania Sapkowskiego albo "Labirynt fauna", że o "Shreku" nie wspomnę).

    Pisząc (chyba niejasno) o układzie odniesienia, miałem na myśli to, że z retorycznego punktu widzenia kultura dworska w tej koncepcji sprawia wrażenie "lepszej w ogóle". Na czym polegałaby ta retoryczność? Wspomniałem o używanych metaforach: "opad" to słowo, które nie sugeruje dobrej jakości, podobnie jak sam ruch w dół.

    Wyraz "gorsza" też nie jest bez znaczenia pomimo cudzysłowu; to trochę tak, jakby powiedzieć "proszę sobie wyobrazić nieróżowego słonia". Niby wiemy, że "tak naprawdę" ten słoń ma być brązowy albo niebieski, ale skojarzenia związane z różem zostały obudzone i tak. Tutaj podobnie: taki sposób pisania o kulturze ludowej "ustawia ją" retorycznie w niezbyt pochlebny sposób.

    Szkoda jednak, że nie znam Dobrowolskiego, bo cała ta krytyka ma przez to charakter mocno zaoczny. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonim - Anonimowi nie równy... Może właśnie dobrze że Dobrowolskiego nie znamy to daje nam więcej możliwości- rozdział cały czas otwarty... Zgadzam się i popieram "nie anonimowego" Staszka
    S.S.

    OdpowiedzUsuń
  12. @M. - dziękuję za poparcie;)

    @S.S. i Staszek
    Przyznam bez bicia - sam nie czytałem Dobrowolskiego w oryginale. Zainspirowała mnie ta jedna koncepcja, o której opowiedział mi promotor... Jak wspomniałem nie chcę jednoznacznie opowiadać się za lub przeciw - inspiruje mnie jedynie współczesne wykorzystenie tego konceptu.

    OdpowiedzUsuń
  13. No właśnie wydaje mi się, że współczesne użycie tej koncepcji niesie za sobą te same zagrożenia, co sto lat temu. :) Czyli zbytnie podkreślanie wtórności, nieprofesjonalności, "gorszości", "opadowości" itd.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Staszek
    CZy koncepcje kultury uczestnictwa czy remikus mówiąc o "amatorskości" nie są tak naprawdę tym samym.
    "Amator" - Nieprofesjonalista
    Moim zdaniem można "przymknąć" oko na terminologię Dobrowolskiego - bo jest ona tylko i wyłącznie terminologią...

    OdpowiedzUsuń
  15. Wydaje mi się, że ta terminologia odzwierciedla pewien sposób myślenia (a nawet jeśli nie to "autor miał na myśli", to liczy się przede wszystkim to, co mówi tekst). No ale żeby to sprawdzić na 100%, musielibyśmy obaj przeczytać Dobrowolskiego. ;) I tym chyba można zamknąć dyskusję? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadza się:) Chyba wybiorę się do biblioteki...:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie niestety będzie trudno, bo skończenie studiów wymaga, bym czytał zupełnie inne książki. :) Ale nigdy nie mów "nigdy", a tymczasem dziękuję za podrzucenie intelektualnego zapładniacza. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja popieram "anonimowego" w tej dyskusji kółeczka wzajemnej adoracji.
    Filozofia, która rzeczywiście jest dziedziną badania, gdzie nie używa się "szkiełka i oka" nie może się porównywać do pojęć z obrębu statystyki ( procent ilości osób, które obejrzało film do osób, go pastiżujących).
    Ponad to subiektywnie dodam, że autor bloga jest osobą bardzo......płytką. Ocenianie osób (tu wspomnianego anonima) na podstawie ich wykształcenia jest żenujące. Może warto zastanowić się nad jednym: czy osoby wykształcone są mądrzejsze od tych, którzy edukację zakończyli na szkole podstawowej? Nie sądze.
    Z czystej ciekawości przejrzałem niniejszy blog i pseudonaukowe wypociny autora i cóż....jako psycholog domyślam się ( w tym miejscu muszę z przykrością zniżyć się do poziomu autora), że autor na pewno nie skończył prestiżowych uczelni i chyba mało podróżował, przez co ma ograniczoną możliwość oceny jakichkolwiek zjawisk społecznych, kulturalnych....a szkoda. Autorze: wiem, pseudonaukowa paplanina dowartościuje Ciebie, ale to jest naprawdę żenujące.
    Życzę więcej pokory

    [tu miałem się podpisać, ale na przekór autorowi tego nie zrobię ]

    P.S. i może jednak warto czytać książki w oryginale?

    OdpowiedzUsuń
  19. :) Trolling wiecznie żywy. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. W sytuacji gdy rolą forów internetowych jest prowadzenie dyskusji, termin ten bywa jednak często nadużywany przez osoby, dla których poruszone zagadnienie jest niewygodne lub zwyczajnie za trudne do merytorycznego, szerszego omówienia, w stosunku do autorów tychże wypowiedzi. Nie każda bowiem kontrowersyjna, poruszająca trudne zagadnienia i mogąca kogoś bulwersować wypowiedź jest zaraz formą trollingu.

    OdpowiedzUsuń
  21. :-) Trolling ma to do siebie, że nie zasługuje na dyskusję, więc zapowiadam, że dalsze trollowanie (tak jak i dotychczasowe) będę po prostu ignorował. :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jest sposób na trolla - skasowanie komentarza ;)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  23. Trollowanie to bardzo proste wyjaśnienie pewnych zachowań antyspołecznych które zazwyczaj mają zupełnie inne podteksty niż ten pierwotnie przyjęty. Nie skłaniałabym się na zbyt pochopne -you have been trolled- które nie łatwo jest zdiagnozować. "Zbuntowany Anonim" ma prawo do wyrażania swojej opinii - nawet jeśli uderza ona w autora tekstu. Krytyka to wspaniała sprawa za którą powinno się dziękować. To ona w głównej mierzę pcha nas na przód. Tak więc autor powinien być za rzetelną krytykę wdzięczny! Niestety takiej tu nie było... Wypowiedź anonima nie zaskakuję niczym z wyjątkiem barku profesjonalizmu którym ogarnia sprawę tak ochoczo. Anonimie zarzucasz autorowi płytkie podejście do sprawy a Twoja wypowiedź jest dokładnym potwierdzeniem tego czym się rzekomo brzydzisz. Jako psycholog powinieneś zupełnie inaczej oceniać fakty. Na zajęciach zakazują wręcz "gorzkiego jadu" (jako psycholog - całą teorię masz zapewnię w małym palcu) bo wiesz do czego to prowadzi. Jest mi wstyd że człowiek z mojej branży ma tak słabo opanowany warsztat diagnozowania...
    A.K.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przy okazji: dzięki temu linkowi:

    http://bagno.wieza.org/story.php?title=Jak_Hitler_sta%C5%82_si%C4%99_memem_-_o_sieci_i_czerpaniu_z_kultury

    zorientowałem się, że Joanna Sosnowska z portalu Gazeta.pl

    ( http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,82011,7531474,Jak_Hitler_stal_sie_memem.html )

    zainspirowała się tym wpisem, tworząc własny tekst – niestety słaby, ale sam mechanizm wykorzystywania postu blogowego jest ciekawy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. @Staszek
    We wstępie do posta zaznaczam, że jest to tekst, który wysłałem do Pani redaktor z Gazety.pl ;)
    Moja wypowiedź dla Pani była pierwsza, dopiero później zamieściłem post. Tekst Pani Sosnowskiej jest bardzo fajny, moja wypowiedź była autoryzowana.

    @A.K.
    Definicja trollowania jest bardzo prosta. Z wikipedii:

    "Trollowanie polega na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia (czego następstwem jest wywołanie kłótni) poprzez wysyłanie napastliwych, kontrowersyjnych, często nieprawdziwych przekazów. Podstawą tego działania jest upublicznianie tego typu wiadomości jako przynęty.

    Typowe miejsca działania trolli to grupy i listy dyskusyjne, fora internetowe, czaty itp. Trollowanie jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Jego efektem jest dezorganizacja danego miejsca w Internecie, w którym prowadzi się dyskusję i skupienie uwagi na trollującej osobie."

    Także - byłbym wdzięczny za ignorowanie trolla i nie komentowanie jego wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  26. "We wstępie do posta zaznaczam..."

    :-D Jestem pełen podziwu dla siebie, że o tym zapomniałem. :-)


    OK, mamy rozbieżną ocenę tekstu – przyjmuję do wiadomości. :)

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -