8 lut 2010

Na popblogu nie mam w zwyczaju opisywać książek, które czytam dla rozrywki (co nie znaczy, że rozrywką nie są dla mnie niektóre książki naukowe). Tym razem zrobię jednak wyjątek – dla dzieła z gatunku fantastyki naukowej, które wywarło na mnie ogromne wrażenie. Aby specjalnie nie przedłużać – jest to jedna z tych lektur (nielicznych zresztą), po przeczytaniu której „zatkało mnie”. Przede wszystkim z dwóch względów. Po pierwsze z powodu kunsztu literackiego autora, który swobodnie lawiruje między różnymi gatunkami science fiction, nawiązaniami do literatury klasycznej jak również rozmaitymi tematami mniej lub bardziej ocierającymi się o filozofię, antropologię czy socjologię. W książce znajdziemy zarówno space operę, tech-noir, cyberpunk, social i soft science fiction. Jest w niej również miejsce na rozważania natury religijnej, na zadumę nad współczesnym społeczeństwem konsumpcyjnym, bestialstwami wojny czy bezdusznością polityki. Drugi powód zachwytu jest bardziej „tekstualny”. Chodzi o klimat książki, a przede wszystkim jej „niedomknięcie” i brak jasnego zakończenia (czy też brak zakończenia w ogóle). Brak ów powoduje, że to co się przeczytało interpretować można różnorodnie. Zapewne każdy, kto przeczytał dzieło, ma inny pomysł na to, o czym jest ta książka i jaka tajemnica skrywa się za przygodami głównych bohaterów.

Po odłożeniu lektury byłem wręcz zachwycony. Zaledwie wczoraj wyczytałem gdzieś, że książka ma swój sequel, w którym autor przedstawia dalszy ciąg fabuły. Był to dla mnie spory zawód. Tego rodzaju dzieło nie powinno mieć bowiem kontynuacji (po drugą część z pewnością nie sięgnę). Jak wspomniałem wyżej: niedopowiedzenia, z którymi zostawia autor czytelnika na końcu lektury są jej istotą i smaczkiem. Zastanawiać się nawet zacząłem, czy pisząc książkę autor wiedział, że powstanie kontynuacja czy po prostu później „poddał się presji” łatwego zarobku, którą z pewnością odczuwał wskutek ogromnego sukcesu (opisywane dzieło przyrównano nawet do Diuny). W pierwszym wypadku należy uznać książkę za arcydzieło literatury w ogóle, w drugim jest ona tylko kolejnym dobrym kawałkiem fantastyki naukowej. Ponieważ z całą pewnością nie sięgnę po drugą część, pozostanę w przekonaniu, że jest to książka ważna nie tylko dla miłośników sci-fi. Biorąc pod uwagę, że kontynuacja istnieje i że wkrótce nakręcony ma być na podstawie obydwu części film, przyjmę postawę, którą nazwać można samooszukiwaniem się. No cóż – jako odbiorca kultury mam do tego prawo. Do takiego samooszukiwania zachęcam również czytelników popbloga – naturalnie najpierw muszą przeczytać Hyperiona Dana Simmonsa.

{ 4 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Trafia na listę lektur letnich. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałem wcześniej i nie mogę się zgodzić z oceną Autora, przynajmniej nie w pełni. Książka zachwyca głębokościom wyobraźni, ale już nie myśli. Mam wrażenie, że, mimo bardzo dobrze napisanej fabuły, konstrukcja tekstu jest próbą maskowania tego, że pomysł przerósł autora. Czyli - za dużo formy, za mało treści, oryginalnej myśli. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się, że chyba jednak nie przerósł - czego dowodem kolejne części i uznanie przez krytyków całości. Być może warto jednak przeczytać wszystkie części - ja się cały czas waham.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -