3 sty 2010

Czytelnikom życzę wszystkiego dobrego w nowym roku i śpieszę dodać, że sylwester przebiegał u mnie w popkulturowej atmosferze ;) Nie chodzi oczywiście o to, że sylwestrowa zabawa miała coś wspólnego ze studiowaniem książek, prowadzeniem wykładów, pisaniem artykułów czy czymś w tym stylu. Nic bardziej mylnego. Chodzi raczej o to, że wraz ze znajomymi zdarzyło mi się momentami prowadzić ciekawą, lekko „wypaczoną” poprzez spożycie alkoholu, dyskusję. Oczywiście muszę zaznaczyć, że alkohol nie był spożywany w ilościach mogących skutkować „pochorowaniem się” bądź powodujących poranną chęć wypicia całej butelki wody mineralnej. Spożywaliśmy z umiarem, umiar ten jednak prowadził do ciekawych rozmów ;) Ot choćby na temat współczesnych seriali telewizyjnych oraz ich zamierzchłych poprzedników. Mówiąc konkretniej, wszyscy (ośmieleni alkoholem ;)) z dużą swobodą przyznawali się do swoich przeszłych fascynacji takimi serialami jak na przykład Crime Story, Shaka Zulu czy polskim W labiryncie. Sposoby, w jaki argumentowali swoje racje, były bardzo różne ;) - obrazowali je nuceniem przewodnich motywów muzyki z danego serialu bądź też prezentowaniem gestów charakterystycznych dla bohaterów danych serii. Praktycznie wszyscy wymienili jakiś stary serial, który uważali za najlepszy. Serial wszechczasów taki, do którego to co leci teraz, nie może się nawet równać. Serial, który jest oznaką dawanych „złotych czasów”. Czasów, w których właściwie wszystko – muzyka, akcja, bohaterowie seriali mieli urok jakiego na próżno jest szukać w dzisiejszych produkcjach. Każdy opowiedział się za jakimś konkretnym serialem, który najbardziej przemawiał do jego wyobraźni. Głosy zwykle rozkładały się w zależności od płci. Kobiety optowały za opcją bardziej „soapy” – na przykład za serialem W labiryncie, mężczyźni skupiali się na produkcjach sensacyjnych bądź skupionych na akcji. Ja na przykład byłem gorącym rzecznikiem serialu Crime Story.


W ciągu kliku dni po sylwestrze przyszła pewna refleksja. Czy ja rzeczywiście tak bardzo lubiłem Crime Story? Albo inaczej – czy jego obrona jako najwybitniejszego przedstawiciela seriali, które już dawno odeszły w siną dal i nie powrócą, opierała się nie tyle na faktycznych wartościach Crime Story, ale na moim wyidealizowanym obrazie owego serialu. Przyciśnięty do muru nie mógłbym tak naprawdę powiedzieć nic na temat fabuły (pamiętam ją jedynie w zarysie), gry aktorskiej, walorów estetycznych itp. Czy nie jest tak, że w głowach posiadamy obraz wyidealizowanego „złotego wieku” telewizyjnej rozrywki. Być może jego istnienie jest wynikiem tego, że oglądaliśmy dane seriale wówczas, gdy byliśmy młodsi. Być może podobały się one nie ze względu na walory artystyczne, ale ze względu na to, że nasz wiek warunkował inny odbiór. Jako dzieci fascynowały nas rzeczy, na które teraz nie zwrócilibyśmy najmniejszej uwagi. Rzeczy, które z perspektywy czasu wydają mi się wręcz śmieszne (wystarczy spojrzeć na zamieszczoną niżej czołówkę serialu Shaka Zulu). Mimo tego bardo często uparcie twierdzimy, że to co „było kiedyś”, jest sto razy lepsze niż to co teraz. Twierdzimy, że „kiedyś to były seriale”. Z całą pewnością działa tu opisany wyżej mechanizm wyidealizowania, mechanizm, który przecież obserwować możemy także w innych dziedzinach ludzkiej aktywności. Ot chociażby w polityce, gdzie przyszło nam idealizować ekipy rządowe, które sprawowały władzę kiedyś, dzisiejsze uważając za mało kompetentne, (nie wspominając, że często czynimy tak wobec całych ustrojów).

Co ciekawe w swojej idealizacji jesteśmy podobni do najbardziej zaangażowanego w odbiór i najbardziej w nim radykalnego segmentu odbiorców, jakim są fani. Chodzi o to, że wyróżniają oni „złote okresy” danego serialu jak również czasy, w których był on „słaby”. Fani w wyodrębnianiu swoich „złotych”, „srebrnych”, „brązowych” wieków kierują się jednak zupełnie innym kryteriami niż my. Zwykle oceniają dane teksty pod względem spójności z mitologią danej serii. Jeśli konkretny sezon serialu (czy pojedynczy odcinek) zbyt daleko odchodzi od wydarzeń czy praw rządzących światem przedstawionym, zwykle oceniany jest słabo. Fani, oceniając, wykorzystują zatem bardzo obszerną wiedzę na temat danego serialu, znajomość wszystkich odcinków i sezonów często ugruntowaną wielokrotnym odbiorem. My czynimy inaczej - idealizując dany serial, często go tak naprawdę nie pamiętamy. Oczywiście fani, podobnie jak „przeciętni” odbiorcy, również oceniają dany sezon czy odcinek, patrząc na wiarygodność postaci, jasność fabuły, walory estetyczne itd. Te elementy mają jednak często drugorzędne znaczenie i postrzegane są bardzo specyficznie. Postrzegane są przez pryzmat ważności dla „przeciętnego”, głównego odbiorcy. Jeśli elementy owe zadowalają takiego odbiorcę, serial cieszy się popularnością, wówczas istnieje szansa, że nie zniesiony zostanie z anteny zbyt szybko, co oczywiście bardzo cieszy fanów.

Wpis zamykam zamieszczoną poniżej czołówką serialu Shaka Zulu. Jeden ze znajomych z zabawy sylwestrowej bardzo upierał się, że jest to najlepszy serial, jaki przyszło mu ogladać. No cóż, podziwiając czołówkę mam pewne wątpliwości ;)

Ciekawy jestem, czy czytelnicy popbloga mają jakieś inne seriale, które wyidealizowali w swoich głowach. Jeśli tak poproszę o wskazanie owych seriali w komentarzach.

{ 11 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Miasteczko Twin Peaks- to serial, który broniłabym ja. nie wiem jakie wrażenie wywarł by na mnie dzisiaj, ale z tego co pamiętam był nie do pobicia :-) (poszukam kilku odcinków i dam znać czy to tylko idealizacja czy naprawdę to najlepszy serial)
    pozdrawiam Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  2. hm - Twin Peaks - faktycznie - to był dopiero był serial;) Tylko, że ja znowu nie pamiętam nic z fabuły, itp. Także czekam na Twoją opinię...

    OdpowiedzUsuń
  3. Twin Peaks nie wymaga idealizowania. To była, jest i będzie dobra fabuła, klimat tajemniczości i ten Lynchowski styl połączony z niepowtarzalnym geniuszem A. Badalamentiego. Po latach ogląda się go dalej świetnie, nie ze względu na sentyment, ale realną wartość.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba rzeczywiście się z Tobą zgodzę M. - świadczy o tym chociażby sporej ilości fandom, który zawiązał się wokół TP. Poza tym serial te wszedł do "klasyki" w przeciwieństwie od tytułów typu Crime Story czy Shaka Zulu...

    OdpowiedzUsuń
  5. To ciekawe Panie Piotrze, że fabuły Pan nie pamięta, ale jest Pan w stanie zgodzić się z opinią fanów. Kiedy ja oglądałam ten serial byłam bardzo małoletnia, od tamtej pory żaden z seriali nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, ale i tak odświeżę sobie pamięć. Nie ze względu na opinie innych fanów tylko z sentymentu i ciekawości jak odbiorę to dzisiaj. Muzykę z TP również wspominam jako coś fantastycznego. Dzięki za motywację do okurzania dawnych wrażeń Panie Piotrze.
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
  6. Fabuła się przypomniała, tym bardziej, ze oglądałem znacznie później film na podstawie serialu. Twin Peaks uważam za "klasyk", serial który zdobył popularność na całym świecie i popularność ta trwa to dzisiaj - nie tak jak z innymi tekstami, które idealizujemy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Warte obrony są moim zdaniem dwa seriale. Który bardziej - ciężko wybrać. "Magnum P.I." oraz "Jake and the Fatman" w Polsce znany jako "Gliniarz i prokurator". Obydwa dość niedawno gościły na antenie TVP, są moimi ulubionymi przedstawicielami dobrych seriali kryminalnych z lat 80 - tych.
    I oczywiście "Married with children", dla niektórych serial niskich lotów, ale dla mnie sitcom wyjątkowy, bo nie reklamowano w nim galaretki, bohaterowie nie poklepywali się po plecach i nie uśmiechali się do widzów idealnymi uśmiechami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do powyższego - zapomniałem się podpisać :)
    ZJKZ.

    OdpowiedzUsuń
  9. @ZJKZ
    Magnum P.J. - czy to nie ten z "Kapitanem Kirkiem" znaczy Wiliamem Shatnerem?;)
    Gliniarz i porkurator - pamiętam - fajny...

    Co do Rodziny Bundych to oczywiście, że dobry serial, w Stanach wzbudził sporawe kontrowersje (właśnie ze względów, o których piszesz)...

    Przypis z Wikipedii:
    "Serial od samego początku wzbudzał sporo kontrowersji w rodzimych Stanach Zjednoczonych. Jedną z najbardziej znanych historii jest przypadek gospodyni domowej z Bloomfield Hills w stanie Michigan, Terry Rakolty. Oburzyła się ona, kiedy oglądając z dziećmi 6. odcinek 3. serii, ujrzała starszego mężczyznę ubranego w podwiązki, homoseksualistę oraz rozebraną dziewczynę trzymającą się za piersi. Rakolta rozpoczęła listowną krucjatę, nawołując do zbojkotowania serialu oraz zdjęcia go z anteny. Nieugięta kobieta wystąpiła w kilku talk-show, sprawa została nagłośniona w kilku gazetach i stacjach telewizyjnych; 2 marca 1989 roku sprawa trafiła nawet na pierwszą stronę The New York Times. Rakolta założyła organizację Amerykanie dla Odpowiedzialnej Telewizji, walczącą o tradycyjne wartości w amerykańskiej tv, co przyczyniło się do wzrostu oglądalności programu, zaś magazyn Hustler ogłosił Rakoltę "dupkiem miesiąca". Od tego czasu producenci serialu posyłali jej co roku na Gwiazdkę kosz owoców, a bohaterka została dwukrotnie wspomniana w serialu: w epizodzie 04x14 spiker telewizyjny wspomina o mieście Bloomfield Hills w Michigan, mówiąc o dziwce; a w epizodzie 09x09 Marcy wspomina o kobiecie z Michigan. Mimo wszystko, epizod 03x08 (I'll See You in Court!, tł. Zobaczymy się w sądzie), w którym nawiązuje się do Rakolty, nie został pierwotnie wyemitowany w Stanach. Oficjalnie obejrzeli go widzowie na całym świecie, gdzie sprawa nie budziła kontrowersji. Oficjalna premiera w Stanach miała miejsce 18 czerwca 2002 roku (trzynaście lat, pięć miesięcy i dwanaście dni od czasu ukończenia jego montażu), ale mimo wszystko telewizja Fox usunęła z niego kilka linijek tekstu i w takiej też postaci odcinek jest emitowany w Stanach do dnia dzisiejszego"

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, nie, Magnum to serial z Tomem Selleckiem, kapitan Kirk grał w "T.J. Hooker", też dobry serial.

    ZJKZ

    OdpowiedzUsuń
  11. A - no tak T.J. Hooker - faktycznie;)
    Dzięki za przypomnienie tych trzech seriali.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -