3 lis 2009

Ania Sztandera-Kalocińska zadała mi parę pytań do tekstu, który już ukazał się na wp.pl. To co napisałem Pani dziennikarce ukazało się na portalu z dużymi cięciami. Na blogu zamieszczam pytania pani Ani i moje pełne na nie odpowiedzi. Tematycznie związane ze świętem, które mamy już za sobą.

1. Wirtualne cmentarze sprawiają, że opozycja między cyberprzestrzenią a realnym światem przestaje obowiązywać. Jak Pan, jako socjolog, ocenia to zjawisko?

Zgadza się, granice między światem realnym a światem online ulegają rozmyciu. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Cyberprzestrzeń, w przeciwieństwie do tego co twierdzą niektórzy, wcale nie jest jakimś samoistnym bytem funkcjonującym w oderwaniu od codziennego życia ludzi. Dzieje się wręcz odwrotnie. Pod tym względem wirtualne cmentarze nie są jedynym przykładem ludzkiej aktywności, w której bariery oddzielające obydwa światy zaczynają topnieć niczym lód wystawiony na działanie wysokiej temperatury. To co dzieje się w cyberprzestrzeni, zawsze osadzone jest w szerszym kulturowym kontekście, zawsze osadzone jest w kontekście tego, co znaleźć możemy w realu. W Internecie znajdujemy odwzorowanie tego, co w realu. W tym sensie zaistnienie sieciowych cmentarzy nie powinno dziwić.

2. Na grobach można umieszczać fotografie zmarłych, zapalać im, za niewielką opłatą, wirtualne świeczki. Na niektórych portalach możemy wybrać, czy cmentarz chcemy odwiedzić zimą czy latem. Po co to wszystko? Czy, ze społecznego punktu widzenia, faktycznie jest nam to potrzebne?

Rzeczywiście – zapalenie na wirtualnym grobie świeczki ukazywanej w postaci mniej lub bardziej wymyślnej grafiki to zwykle nie koniec „atrakcji”, które czekają odwiedzających. Na wielu e-cmentarzach wykonać można również szereg innych czynności (na przykład złożyć elektroniczny wieniec). Wszystko po to, aby lepiej odwzorować doświadczenie przebywania na cmentarzu realnym. Twórcy tego typu serwisów prześcigają się w pomysłach, jak najlepiej zapewnić internautom wrażenie prawdziwości. Różne „atrakcje” to kolejny przykład przenikania granic między realnym a wirtualnym. Im granica między obiema sferami będzie lepiej zatarta, tym większe prawdopodobieństwo przyciągnięcia internautów. Mimo tego że twórcy e-cmentarzy starają się zapewnić wrażenie prawdziwości, tego typu serwisy cały czas obciążone są ograniczeniem. Chodzi o brak fizyczności, o brak specyficznych doznań zmysłowych, które wiążą się z realnymi ceremoniami pogrzebowymi. W tym sensie próba jak najlepszego odwzorowania tego co realne, ma sens ze społecznego punktu widzenia. Jeśli e-cmentarze mają być postrzegane jako funkcjonujące na równi z cmentarzami realnymi, symbolizm zaprzęgnięty do ich tworzenia powinien być najwyższej jakości.

3. Czy jest szansa, że w przyszłości, kiedy będzie powstawało coraz więcej e-cmentarzy, staną się one ważniejsze lub równie ważne w naszej społeczności co rzeczywiste?

Wirtualne cmentarze nigdy nie zastąpią cmentarzy realnych. Wynika to z faktu, że są one po prostu odwzorowaniem, odbiciem, kopią tego, co istnieje w świecie offline. Kopia nigdy nie zastąpi oryginału – można być co do tego pewnym. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że e-cmentarze będą zyskiwały na znaczeniu i wadze. Co ciekawe, również wynika to z faktu owego odwzorowania, przenoszenia czy zanikania granic między światem realnym a wirtualnym. Przenikanie obu światów widać we wszystkich niemal dziedzinach ludzkiej aktywności, także w sferze religii. Przenika ona do sieci w wymiarze wspólnotowym, instytucjonalnym, związanym z tradycyjnymi religiami czy nowymi ruchami religijnymi. W religijnym gąszczu, jaki tworzą pnącza elektronicznej sieci, coraz częściej obserwujemy przenoszenie się do Internetu religijnych praktyk – rytuałów, pielgrzymek, modlitw. Za specyficzne miejsca internetowego modlenia się uznać można wszelkie wirtualne cmentarze, mające uczcić pamięć zmarłych nam osób bliskich lub dalszych. Ponieważ różne praktyki religijne stają się w sieci coraz popularniejsze, coraz ważniejsze stają się również e-cmentarze. Można zaryzykować tezę, że staną się one ważnym miejscem upamiętniania ludzi. Miejscem, które stanowić będzie nie tyle ciekawy dodatek, ile sposób upamiętniania funkcjonujący na równi z realnym.



4. Jak Pan ocenia rozwój e-cmentarzy w Polsce w stosunku do podobnych usług oferowanych w innych krajach?

Niestety nie dysponuję żadnymi statystykami pozwalającymi oszacować rozwój polskich e-cmentarzy w porównaniu z ich zachodnimi odpowiednikami. Patrząc jednak na to, co znaleźć możemy w sieci, oglądając różne serwisy WWW, stwierdzić należy, że pod względem rozwoju tego rodzaju usług Polska i kraje zachodnie to „niebo i ziemia”. Serwisy „zachodnie” są zdecydowanie lepiej zaprojektowane pod względem estetycznym, generują większą ilość ruchu, oferują internautom więcej funkcjonalności. Najlepszymi przykładami są niemiecka strona - www.memoriam.de, pozwalająca zamieścić fotografie bliskich, którzy zmarli. W Hiszpanii popularnością cieszy się Necropoli.com, który przedstawia sylwetki zmarłych wraz ze zdjęciem i kondolencjami. W Wielkiej Brytanii ogromną popularnością cieszy się serwis Gone too soon - ma już 11 tysięcy wpisów kondolencyjnych.

5. Kto – może Pan wie – jest najczęstszym odbiorcą tego typu portali? Ludzie w jakim wieku najchętniej i najczęściej korzystają z tego typu usług?


Na to pytanie dość trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Jak wiadomo Internet to miejsce zapewniające anonimowość. Ciężko jest zatem powiedzieć coś o cechach społeczno-demograficznych internautów odwiedzających e-cmentarze. Aby się o owych cechach czegoś dowiedzieć, postąpić możemy dwojako. Po pierwsze przyjąć możemy, że osoby korzystające z usług wirtualnych cmentarzy to osoby o profilu społeczno-demograficznym zbliżonym do przeciętnego użytkownika Internetu. Jak wiadomo z sieci korzystają przede wszystkim osoby młode, wykształcone, mieszkające w miastach. Podejrzewać zatem można, że właśnie wśród takich osób wirtualne cmentarze będą cieszyły się większą popularnością. Może to być oczywiście bardzo mylne założenie. Dlatego też drugi sposób wydaje się być o wiele lepszy i rzetelniejszy z naukowego, badawczego punktu widzenia. O cechach społeczno-demograficznych można wnioskować, badając same serwisy, mówiąc konkretniej – wpisy kondolencyjne. Zostawiające je osoby bardzo często ujawniają w nich swoje personalia – w tym wiek, płeć, miejsce zamieszkania.

6. Niektóre portale oferują usługę wysyłania pośmiertnych maili. Umożliwia ona pożegnanie się z najbliższymi w nietypowy sposób. Wystarczy wskazać listę osób, do których chcemy wysłać informację po swojej śmierci, a następnie wskazać zaufaną osobę, która powiadomi serwis o naszej śmierci. Jak Pan ocenia to zjawisko?

Wydaje się, że jest to uleganie marketingowym namowom twórców e-cmentarzy. Bardzo często skorzystanie z takich usług reklamowane jest w dość interesujący, choć moim zdaniem nieco „naciągany” sposób. Apeluje się mianowicie do internautów, odwołując sie do idei ponadczasowego, długowiecznego czy nawet wiecznego Internetu, czyli środowiska, w którym pamięć o bliskich zachowana może być według twórców strony najlepiej. Jak widać takie apele odnoszą skutek.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -