5 lis 2009

To było dokładnie to, czego się spodziewałem. Wiem, że nie wypada mówić źle o zmarłych, wiem, że narażę się jego fanom, ale mimo wszystko zaryzykuję. Kiedyś moja koleżanka, po obejrzeniu filmu dokumentalnego o MJ, stwierdziła, że oglądała piętnastolatka, który udaje, że jest dorosły i że smutek ściska serce, bo mamy do czynienia z zupełnie niedojrzałym, wyalienowanym i emocjonalnie zachwianym człowiekiem. Po obejrzeniu „This Is It” odniosłem podobne wrażenie. Postać Jacksona nie wzbudziła we mnie nic poza litością. Film jest delikatny i wycackany niczym pupcia niemowlaczka, o którą mamusia dba, aby jej stan nieskalany został jakimiś cuchnącymi nieczystościami. Proces przygotowywania koncertów ukazany został tak, jakby wszyscy się przy owych przygotowaniach świetnie bawili zamiast ostro harować. Wiecznie uśmiechnięci tancerze i muzycy wpatrzeni w MJ niczym w święty obrazek lub cud objawiony przez Najwyższego. Współpracownicy zachowywali się niczym fani na każdym kroku zachęcający Jacksona do używania głosu, którego na próbach nie mógł (ze względu na konieczność oszczędzania gardła) nadużywać, cieszący się jak dzieci w piaskownicy, gdy próby zakończyły się sukcesem. Żałosne, powolne ruchy Jacksona, które zamiast tańca przypominały raczej dyskotekowe podrygi dresiarzy na wioskowych imprezach w remizie. Politowanie wzbudzały: delikatny głosik Michaela na każdym kroku wychwalający niebiosa („God bless you”), podkreślanie swojej miłość do wszystkich i wszystkiego co się rusza („I love you!”), sceny przypominające raczej zebrania jakiejś groźnej sekty niż realizację koncertu (wszyscy stoją w kółko, trzymają się za rączki i opowiadają, jak to się bardzo kochają). Na próżno dodawać, że w filmie nie pada ani jedno przekleństwo, rzecz wydawałoby się charakterystyczna dla artystycznej, twórczej, specyficznej pracy. Ciągle tylko - „Michael – wszystko gra?”, „Nie spadniesz z podestu?”, wygodnie ci?, nie podetrzeć ci tyłeczka?. „Smoth Criminal” mający ukazać MJ jako Casanovę – khmmm. Casanovę o wyglądzie małpiszona. Mające wzruszyć sceny wycinania lasów Amazonki będące tłem dla piosenki „Earth Song” z przesłaniem Michaela o konieczności ochrony przyrody traciły na wyrazistości, jeśli wziąć pod uwagę postać małej dziewczynki stanowiącą część wizualizacji. Ciekawe kogo MJ wolałby otoczyć swoją ochronną ręką – Amazonkę czy dziewczynkę? ;-)

Podsumowując – jeśli to był hołd dla „Króla Popu”, to ja tego nie kupuję. Był to oczywiście trick marketingowy mający nabić kabzy producentów, mający przygotować grunt pod dalsze nabijanie owej kabzy. Właśnie dlatego że bardzo lubię muzykę MJ, że niektóre kawałki mogę słuchać w kółko, że niektóre jego teledyski uważam za niesamowite, dlatego że wiem, że Jackson przyczynił się dla rozwoju muzyki w ogóle – właśnie dlatego chciałbym czegoś mocniejszego w wymowie, czegoś bardziej kontrowersyjnego. Chciałem pokazania życia Michaela, kontrowersji związanych z jego osobą, pokazania go jako człowieka, a nie jako „skromnego gwiazdora”, któremu wszyscy tyłek podcierają. Uważam, że MJ chociaż po śmierci zasłużył na coś lepszego niż miał za życia. To byłby dopiero hołd.

{ 4 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Zgadzam się w 100% z oceną autora! Odniosłem dokładnie takie samo wrażeni!! Trafne ujęcie gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Post jest trochę zjadliwy. Spotkał się już z krytyką moich znajomych z realu, jakoby był trochę za wulgarny i nie pasuje do naukowości bloga. Czasami jednak pozwalam sobie na takie zagrania - uważam je za jak najbardziej spójne z przesłaniem bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. taaa, mial byc tylko 2tyg w kinach... a tu dupa, za malo $ przyplynelo i bedzie 2 miesiace ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha - słuszna uwaga! Z dwóch tygodni zrobiło się 2 miesiące. To, że był to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy wiadomo było od razu

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -