17 lis 2009

W poście z 22 października donosiłem o nieprzyjemnościach jakie przytrafiły mi się na drodze. Potraktowałem je jako pretekst do podjęcia rozważań o przekraczaniu prędkości. Jak na zamówienie pani dziennikarka zadała mi pytania odnośnie mandatów. Krótki wywiad, który przedstawiam poniżej zamieszczony został już w jednej z lokalnych gazet województwa kujawsko-pomorskiego (Nowości z 16 listopada 2009, s. 4).

Jak działają na ludzi mandaty?

To zależy – od tego z jakim człowiekiem mamy do czynienia, od tego jak ów człowiek jest socjalizowany. Aby sprawę wyjaśnić, warto przywołać często krytykowaną w socjologii „wizję przesocjalizowanego człowieka”. Wizja owa zakłada, że ludzie postępują zgodnie z normami tylko wówczas, gdy zinternalizowali normy, to znaczy wówczas, gdy uznali je za swoje i przyswoili tak, że postępowanie dewiacyjne jest nie do pomyślenia – dosłownie nie przychodzi ludziom do głowy. Oczywiście sytuacja taka jest bardzo rzadka. O wiele częściej ludzie przestrzegają norm wskutek poczucia obowiązku lub w obawie przed sankcjami. Dla przykładu rozważyć możemy sytuację, w której kierowca dostaje mandat za przekroczenie dozwolonej prędkości. Jak ów kierowca zareaguje? Zależy od tego, jak przyswoił normy. Jeśli bardzo mocno je zinternalizował, a prędkość przekroczył, bo na przykład nie zauważył znaku, wówczas pogodzi się z mandatem, może bardzo żałować swojego wykroczenia oraz ze wzmożoną czujnością uważać będzie w przyszłości. Uważać z pewnością będzie również kierowca, który przestrzega kodeksu drogowego tylko i wyłącznie z powodu sankcji. W jego wypadku jednak uwaga wynikać będzie z chęci uniknięcia nabicia sobie kolejnych punktów karnych, bynajmniej nie z poczucia, że szybko jeździć nie należy.

Czy mandaty są zasadne?
Zależy to od tego, czy normy związane z przestrzeganiem na przykład kodeksu drogowego, zostały przez kogoś zinternalizowane czy nie. Jeśli tak, wówczas mandat może być dla danej osoby krzywdzący – może ona uważać, że niesprawiedliwością jest, że mandat dostaje ona, a nie jakiś pirat drogowy, dla którego łamanie przepisów kodeksu drogowego jest punktem honoru. To, że łamanie kodeksu jest mocno obwarowane sankcjami, jest koniecznością właśnie ze względu na owych piratów drogowych. Jeśli jednak wprowadza się sankcje, należy zrobić wszystko, aby były one odpowiednio egzekwowane. Przestrzeganie norm zależy bowiem od tego, czy sankcje są skuteczne. W wypadku łamania norm związanych z poruszaniem się po drodze skuteczność ta jest mała: kontrole policji są rzadkością, są wyrywkowe, stróże prawa częściej ośmieszają się niż wzbudzają respekt (na przykład chowają się, aby złapać kierowców na gorącym uczynku). O wiele lepiej byłoby, gdyby ludzie przestrzegali kodeksu drogowego nie dlatego, że nie chcą kolejnych punktów karnych, ale dlatego, że zinternalizowali normy. Nie zinternalizują ich jednak wskutek kolejnych sankcji – tutaj potrzebna jest raczej edukacja społeczna, wpajanie pewnych zachowań od dzieciństwa. U podstaw łamania pewnych norm leży poczucie nieodpowiedniości przepisów do rzeczywistości społecznej. Bardzo często zdarza się, że sankcje mogą być postrzegane jako zbyt surowe bądź nieadekwatne do zaistniałej sytuacji. Jeśli ktoś dostaje mandat za przekroczenie prędkości na pustej drodze, jadąc z chorym dzieckiem do lekarza, może czuć się pokrzywdzony – z całą pewnością nie sprzyja uznaniu norm za swoje. To samo tyczy się mandatów za przeklinanie – jeśli ktoś klnie sporadycznie, a w dodatku uczynił to pod wpływem silnych emocji, ukarany może czuć się pokrzywdzony. Sankcje, w tym wypadku mandaty, powinny być zatem o wiele bardziej dopasowane do rzeczywistości społecznej.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -