25 paź 2009

Przeczytałem jakiś czas temu ciekawą książkę – „Tyrania chwili” Thomasa Hyllanda Eriksena. Ten norweski antropolog społeczny uważa, że nasze życie podporządkowane jest „tyranii chwili”. Przejawia się ona w dwóch, wzajemnie ze sobą powiązanych procesach – „przyspieszeniu” oraz „spiętrzeniu”. „Przyspieszenie” obejmuje wszystkie elementy naszego życia – od pracy po życie intymne. Eriksen zauważa, że w porównaniu z poprzednimi epokami szybkość jest dzisiaj wszechobecna. Dzięki coraz szybszym samochodom, szerszym autostradom, tanim liniom lotniczym szybciej podróżujemy. Dzięki mobilnym technologiom szybciej porozumiewamy się z innymi, zalewani jesteśmy coraz szybszymi przekazami medialnymi, coraz szybciej konsumujemy. Szybkość działa na nas jak narkotyk – pożądamy jej. W gazetach oczekujemy coraz krótszych artykułów, w telewizji preferujemy skróty wiadomości. W kinie zaczynamy się nudzić, o ile film nie obfituje w szybkie, często zmieniające się sceny akcji. Nudzą nas powolne, mało widowiskowe sporty – wolimy te szybkie, przez to bardziej ekscytujące. Narzekamy, kiedy przyjdzie nam czekać na spóźniający się pięć minut autobus bądź tramwaj, marudzimy, kiedy komputer uruchamia się nie dziesięć, a dwadzieścia sekund.

Paradoksalnie, skutkiem „przyspieszenia” jest to, że na wszystko mamy coraz mniej czasu. Wszystko „przyspiesza”, zaczyna zatem wkraczać w nasze życie coraz szybciej i szybciej. Życie staje się szybsze, czas się kurczy, jest go coraz mniej. Staje się on coraz cenniejszym zasobem – jakże często słyszymy, że doba powinna mieć nie dwadzieścia cztery a trzydzieści sześć godzin. Z całą pewnością wielu ludzi marzy o tym, aby rozszerzyła się ona do czterdziestu ośmiu, a może nawet o większą ilość godzin. Wielu równie chętnie usunęłoby ze swojego przepełnionego grafiku zbędną ich zdaniem czynność, jaką jest sen. Chcąc oszczędzić czas, coraz więcej rzeczy robimy równocześnie. „Spiętrzają się” one jedna na drugiej. Na wakacje zabieramy laptopa po to, aby pracować, w pracy dokonujemy zakupów w sklepie internetowym, zalewani jesteśmy górą poczty elektronicznej, reklama goni reklamę, news z ostatniej chwili wskakuje na miejsce poprzedniego. Jesteśmy poddani tyranii chwili – chwila, która trwa obecnie, na przykład ta w której piszemy artykuł, zagrożona jest następną tą, w której zadzwoni do nas telefon komórkowy czy w której trzeba się będzie oderwać od pracy, bo czeka na nas praca inna – pilniejsza. Chwile stają się coraz krótsze, „spiętrzają się”, nachodzą na siebie – jedna goni drugą. Coraz więcej zdarzeń dzieje się w jednym czasie. Rośnie ilość rzeczy, które należy robić jednocześnie.

Eriksen narzeka, że czas jest coraz „szybszy”, że brakować nam zaczyna „czasu powolnego”, takiego, w którym moglibyśmy odpocząć, oddać się ulubionemu hobby czy po prostu leniuchować. W życiu ludzi zaczyna brakować wolnych chwil, zaczyna po prostu brakować wolnego czasu. Coraz więcej rzeczy piętrzy się jedna na drugiej, coraz więcej rzeczy wciska się w każdą wolną chwilę, coraz mniej zatem zostaje czasu nieskompresowanego, nienaruszonego przez ciągły natłok tego, co jest szybkie. W dobie, w której środki techniczne pozwalają robić wszystko szybciej, czasu wolnego powinno być coraz więcej. Tak się jednak nie dzieje. Nawet mimo tego że wiele rzeczy faktycznie robimy szybciej, na przykład szybciej wysyłamy listy elektroniczne (niż listy tradycyjne), szybciej się poruszamy czy pierzemy ubrania. Robimy to jednak znacznie intensywniej niż kiedyś - wysyłamy więcej listów elektronicznych (niż listów tradycyjny), jeździmy dalej, pierzemy częściej. Taka intensywność zabiera czas.

Czas ulega dzisiaj fragmentacji. Eriksen twierdzi, że objawia się ona właśnie „spiętrzeniem”, rozbiciem na chwile, w najlepszym wypadku luźno ze sobą związane. Według Norwega tego rodzaju fragmentacja powoduje nie tylko utratę powolności, ale również wewnętrznej spójności następujących po sobie kolejnych fragmentów czasu. W jednym momencie absorbuje naszą uwagę coś, co w ogóle nie jest związane z tym, co robić będziemy w momencie kolejnym. Eriksen jest pesymistą – uważa, że fragmentacja czasu skutkuje wytworzeniem specyficznego stylu myślenia. Nielogicznego, nieścisłego, nieliniowego, a wolnoskojarzeniowego, metaforycznego, poetyckiego, jednym słowem nie powolnego, a szybkiego, nieosadzonego w kontekście, lecz od niego oderwanego. W przypadku takiego stylu myślenia coraz trudniej o spójne narracje, porządki, sekwencje rozwoju – widać to w wielu dziedzinach życia – edukacji, nauce, pracy, w stylach życia. Eriksen twierdzi, że poddani jesteśmy hegemonii fragmentów, co negatywnie odbija się na ludzkiej kreatywności. Ludzie po prostu nie mają czasu, aby spokojnie nad czymś pomyśleć.

Eriksen zauważa, że skutkiem fragmentacji jest odejście od spójnych, osadzonych w kontekście narracji – na atrakcyjności tracą zajęcia długoterminowe, wymagające od nas dużych nakładów czasu oraz energii. Gratyfikacja z aktywności ma być natychmiastowa, nie możemy na nią czekać – nie mamy czasu, by na nią czekać. Coraz mniej atrakcyjne stają się poza tym aktywności zespołowe, wspólne. Coraz trudniej jest nam do nich zaangażować innych, podobnie jak my cierpiących na ciągły, permanentny brak czasu.

W sytuacji fragmentacji rzeczywiście bardzo trudno o jakieś spójne narracje. Przejawia się to chociażby w tym, że coraz trudniej o jakieś krótkofalowe czy długofalowe planowanie swoich czynów. Ludzie nie patrzą już na swoją przyszłość pod kątem tego, co będzie, nie patrzą na nią z optymizmem bądź pesymizmem. Patrzą na to, co jest, poświęcają się przeżywanej chwili – są przecież pod jej władztwem. Dana chwila zaprząta umysły ludzi, są oni całkowicie jej oddani. Z takich podporządkowanych owej chwili działań nie wyłania się żaden kierunek, którym się podąża. Mało tego - o przyszłości nic pewnego nie da się nawet powiedzieć, czas bowiem pędzi, wszystko się zmienia. Jedyne co jest pewne to zmiana, przyszłość jest całkowicie otwarta i niepewna.

Skutkiem „przyspieszenia”, ogromnej szybkości dzisiejszych społeczeństw, spiętrzania się czynności oraz fragmentacji czasu jest to, o czym pisze wielu współczesnych teoretyków – płynność oraz zmienność ludzkiej tożsamości. O kondycji współczesnej tożsamości pisał chociażby Ulrich Beck czy Anthony Giddens. Kiedyś, w czasach powolnych, tożsamość budowało się raz na całe życie, korzystając przy tym z jasnych i klarownych instrukcji. Dziś nikt nie daje żadnych instrukcji, ludzie pozbawieni są zestawu gotowych pakietów tożsamościowych, zmuszeni są ciągle konstruować swoją tożsamość od nowa. Szybko pędzący czas sprzyja owemu odnawianiu swojej tożsamości, konstruowaniu jej niczym układanki klocków, ciągłym rekonfiguracjom jej elementów, ich przemieszaniu. Tego rodzaju kompletowanie tożsamości z ciągle nowych fragmentów widać doskonale w takich sferach jak edukacja, praca zawodowa, życie rodzinne, konsumpcja, życie polityczne. Życie staje się jak kolaż, pełne jest pojedynczych, krótkoterminowych epizodów i wrażeń, arbitralności w miejsce nadrzędności i ukierunkowania.

Eriksen na wielu stronnicach książki odżegnuje się od tego, iż jego rozważania postawić można na równi z innymi utyskiwaniami na temat tego, jak bardzo źle stało się, że ludzie utracili to, co było kiedyś, utracili ów „wioskowy”, sielankowy tryb życia. Wyraźnie jednak widać, że jego poglądy w takim właśnie nurcie mocno są ulokowane. Jest to kolejna wersja rozważań na temat kryzysu, w jakim znajduje się współczesna, ponowoczesna kultura. Dobre te utyskiwania, czy niedobre? Trafne czy nietrafne? Oddające to, co obserwować można dziś czy nieoddające? Z całą pewnością oryginalne, intelektualnie zapładniające i dające sporo do myślenia - z całą jednak pewnością mocno przesadzone.

Napisz coś

Subskrybuj wpisy | Subskrybuj komentarze

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -