7 sty 2009

Przepisuję krótki wywiad, który udzieliłem Waldemarowi Piórkowskiemu, redaktorowi toruńskiej gazety „Nowości”, a który ukazał się już dawno, bo w wydaniu tej gazety z 22 października 2008. Wywiad zatytułowany był „Przeklinanie – wbrew pozorom - nie redukuje stresu” i właściwie tylko pierwsza część wypowiedzi traktuje (powiedzmy) o popkulturze, ale mimo wszystko umieszczam wywiad na blogu.

W.P.: Wielu twierdzi, że obecnie wulgaryzmy w miejscach publicznych słyszymy częściej niż jeszcze kilka lat temu. Czy, Pana zdaniem, rzeczywiście tak jest i z czego ewentualnie wynika ta tendencja?

P.S.: To prawda, że przekleństwa na ulicy słyszymy coraz częściej. Niektórzy przyczyn owego stanu szukają w coraz bardziej stresującym trybie życia. Przeklinanie uznawane jest za czynność odstresowującą. Nie powinniśmy jednak wierzyć w ich zbawczą redukującą stres siłę, ale zastanowić się nad stanem współczesnej socjalizacji, czyli wdrażania do społeczeństwa. Popkultura przekazuje wzorce, które wyrabiają przekonanie, i to nie tylko u młodzieży, że przekleństwa to coś dopuszczalnego, tolerowanego, natomiast o czystość języka dbać nie warto.

W.P. Czy można stwierdzić, kto przeklina najczęściej? Czy to zjawisko jest charakterystyczną cechą jakichś grup społecznych?

P.S. Częstotliwość użycia przekleństw w znacznym stopniu uwarunkowana jest otoczeniem społecznym człowieka oraz tym, do jakich grup on przynależy. Socjalizacja, o której mówiłem wcześniej, w rodzinach o niższym statusie społecznym jest zwykle wadliwa, dlatego częściej słyszymy przekleństwa z ust osób gorzej sytuowanych. Nie jest to jednak reguła, o czym świadczy sposób zachowania przedstawicieli różnych subkultur młodzieżowych czy zawodowych. Dla nich używanie przekleństw, to jeden z ważnych elementów konstruowania swojej tożsamości. Hip-hopowiec, punk, czy skinhead klnie, bo tak nakazuje mu „kodeks” własnej grupy - bez wulgaryzmów nie byłby godnym reprezentantem własnej subkultury.

W.P. Wulgaryzmy możemy usłyszeć nie tylko na ulicy czy w tramwaju. Wielu używa ich również w pracy...

P.S. To prawda, ale moim zdaniem to, czy usłyszymy je w mniejszym lub większym natężeniu zależy oczywiście od rodzaju owej pracy, co związane jest również ze statusem społecznym współpracowników. Ci o niższym, wykonujący prace uważane za „gorsze”, przeklinają zwykle częściej. Brzydkich wyrazów używają również ludzie w miarę wykształceni, ale przynależący do określonej subkultury zawodowej, w której po prostu „wypada” kląć, albo nie zwraca się na to uwagi. Dobrym przykładem mogą być policjanci czy zawodowi żołnierze.

{ 4 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Warto chyba nadmienić, że w pewnych kręgach przeklinanie jest przejawem właściwej (nie wadliwej!) socjalizacji. I to nie tylko dlatego, że jest ono nawykiem, elementem stylu życia, na który nie zwraca się już uwagi (jak u policjantów), czy też „zaleceniem” kodeksu grupowego, którego przestrzeganie gwarantuje wysoką pozycję wśród znajomych (jak w grupach subkulturowych). Przeklinanie może być również oznaką sympatii, poufałości czy bliskich relacji osób, które wobec siebie stosują przekleństwa. Tak się dzieje np. w niektórych warstwach kultury młodzieżowej, która bawi się znaczeniami słów (też obrazów, wizerunków...) pozornie jednoznacznych. Młodzi ludzie (dozgonni popkulturowi obywatele;) w myśl zasady "kogo kocham, tego doświadczam", pozwalają sobie na więcej wobec "swoich" niż wobec "obcych". Wygląda to trochę tak: "mój ziom? to mogę go bardziej obrażać! Im bardziej go obrażam, tym bardziej staje się on moim ziomem". W takiej kulturze tzw. "brzydkie wyrazy" przestają nieść za sobą sens wyłącznie negatywny i zyskują nowe, pozytywne znaczenie (np. więziotwórcze!). W ten sposób "s********* ty h***" może oznaczać i "idź sobie", i "lubię cię, stary". Stosowanie przekleństw jest silnie związane z kontekstem i w zależności od kontekstu powinno być tłumaczone. Bo okazuje się, że przekleństwa to nie tylko coś tolerowanego, ale i pożądanego (choć brzmi to przewrotnie).
    Wiem, że to krótki wywiad, skrótowa wypowiedź, ale przepraszam, nie mogłam się powstrzymać;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście forma bardzo krótka - stąd skrótowe potraktowanie wielu myśli.
    Zauważ jednak, że w drugim akapicie piszę, ze przeklinanie nie zawsze jest skutkiem wadliwej socjalizacji - i piszę dla przykładu o subkulturach młodzieżowych, które mają "brzydki język" wpisany w kodeks oraz używają go do budowania tożsamości, co właściwie pokrywa sie z tym co piszesz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgoda, w kodeksie niektórych środowisk przeklinanie służy tworzeniu tożsamości grupowej - jest ono regułą zachowania, ale nie zmienia znaczenia "brzydkich słów", które nadal na poziomie potocznych rozumowań - i samych członków grupy, i obserwatorów (zaniepokojone media, lamentujący nauczyciele, zrezygnowani rodzice;) - zachowują swoje negatywne znaczenia, czasem tylko słabsze, ale to raczej ze względu na częstotliwość użycia. Funkcjonalnie rola przeklinania się zmienia, semiotycznie - nie. Ja pisałam o trochę innej sytuacji, kiedy to naruszona zostaje cała struktura znaczeniowa przekleństwa, przewartościowuje się znaczenie "brzydkiego wyrazu" tak, że nie jest on już "brzydki", powstaje swojego rodzaju neologizm znaczeniowy ściśle związany z kontekstem użycia. To trochę co innego niż "przeklinanie z obowiązku". Swoją drogą myślę, że przeklinanie w grupach subkulturowych ma bardzo niejednorodną funkcję - bywa "dopełnieniem grupowej etykiety", ale bywa i ingerencją w oficjalną strukturę języka. To jest super wg mnie! Proces nieustannej semiozy się tu odbywa, na peryferiach w dodatku, słowo daję;) Może to jeszcze nie do końca dopracowane, co piszę, ale od pewnego czasu kwestię symbolicznych przetasowań w kulturze młodzieżowej rozkminiam i na razie to zaledwie pierwsze intuicje.
    a tak poza wszystkim, dużo ciekawych rzeczy u ciebie na blogu, niedawno dopiero na niego trafiłam, ale czytać będę z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem psychologiem ani socjologiem ale jestem ciekawy czy autor czyli jak mniemam Pan Piotr zalicza się do osób używających wulgaryzmów? Rozumiem że chciał Pan w tym krótkim tekście nadmienić iż istnieje przekonanie, że posługiwanie się pewnymi wyrazami jest oznaką złego wychowania. I drugie moje pytanie jak wygląda pojęcie kodu językowego w socjologii? Pytam ponieważ wulgaryzmy są jedynie słowami i są częścią kodu językowego...
    Student filologii

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -