20 gru 2008

Świąteczne przygotowania zaczynają się już na dwa miesiące przed Bożym Narodzeniem. Należy na to spojrzeć z dwóch perspektyw. Święta pod względem przygotowań mają zupełne inne znaczenie dla konsumentów oraz dla sprzedających. To właśnie ci ostatni zaczynają świąteczne przygotowania najwcześniej, wiążąc z nimi szanse na zwiększone obroty. Hipermarkety, centra handlowe, drobni sprzedawcy, sklepy internetowe bombardują nas „niesamowitymi” promocjami oraz feerią świątecznych wystaw, ozdób czy życzeń. Powołując się na amerykańskiego socjologa Georga Ritzera, uznać to możemy za standardową praktykę „świątyń konsumpcji” (nazwa użyta przez Ritzera), które starają się „umagicznić” czynność robienia zakupów. Budowanie świątecznej atmosfery ma być jedynie narzędziem manipulacji. Same święta stają się również narzędziem mającym „uromantycznić” zakupy. Konsumenci natomiast mogą, ale wcale nie muszą, poddać się owym zabiegom manipulacyjnym. Ich „opór” przeciwko tym ostatnim przejawia się chociażby w robieniu zakupów na ostatnią chwilę.

Ludzie nie są aż tak podatni na manipulacje, jak chcieliby tego przedstawiciele „świątyń konsumpcji”. Dla wielu święta to po prostu tradycja, której nakazów trzeba przestrzegać, wielu kupuje na ostatnią chwilę raczej z obowiązku, niż w wyniku poddania się romantycznej atmosferze zakupów. Poza tym wiele osób krytykuje tak wczesne przygotowania do świąt. Dużo mówi się o tym, że ludzie w wyniku codziennych zajęć, pracy, nie mają czasu wcześniej udać się na zakupy – to oczywiście prawda. Nie należy jednak przeceniać siły konsumenckiego „oporu” wobec „świątyń konsumpcji”, bo mimo że na ostatnią chwilę ludzie kupują – i to dużo.

Co roku słyszymy deklaracje poprawy w następnym roku i szybszego przygotowania się do świąt. Ludzie deklarują ową zmianę właśnie w wyniku presji sprzedawców. Ci, poprzez wspomniane zabiegi „umagiczniania”, lansują normę, która mówi, że do świąt należy przygotowywać się wcześniej, czyli kupować wcześniej. Jeśli dodamy do tego popkulturę, która nierzadko serwuje obrazy „należytych” przygotowań świątecznych, ludzie czują, że jakoś odbiegają od idealnego modelu przygotowań do Bożego Narodzenia. Dyskomfort stąd wynikający zmusza do deklarowanej zmiany nawyków w następnym roku ale od deklaracji do prawdziwej zmiany droga daleka.

{ 2 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Swoją drogą szkoda, że święta straciły swoją magię na rzecz szalonych przygotowań w formie walki o promocje i zyski. Ważne są strategie, a umyka to co powinno być istotne. Niestety znowu mamy "coś" kosztem "czegoś".
    Mimo to Wesołych Świąt!!

    Aleksandra.

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -