9 wrz 2007

„Piłka jest okrągła, bramki są dwie, a Polska reprezentacja i tak przegra”. Tym razem to powiedzenie nie sprawdziło się. W meczu Portugalia – Polska wynik 2:2. Zremisowaliśmy, choć niektóre (a właściwie chyba wszystkie) media okrzyknęły ten rezultat „zwycięskim remisem”;). Przeciwko faworyzowanym przeciwnikom reprezentanci Polski zagrali bardzo dobrze, strzelili ładne bramki i być może dzięki temu awansują do Mistrzostw Europy w 2008 roku. Nie o wyniku chcę jednak napisać w tym krótkim poście. Już po raz kolejny bowiem oglądając mecz polskiej reprezentacji, przychodzą mi do głowy, jako obserwatorowi życia społecznego, pewne myśli. Oto kilka pośpiesznie pisanych zaraz po meczu refleksji.

Socjologicznie można napisać o nim w różny sposób, ot chociażby ze strony semiologicznej opisującej piłkarskie widowisko jako zbiór mitów. 22 mężczyzn uganiających się za kawałkiem skóry potraktować można podobnie, jak uczynił to z wyścigiem Tour de France Roland Barthes w swojej Mitologii. Według takiej analizy mecz byłby zatem „mitem totalnym”, w którym poszczególni piłkarze oraz fragmenty spotkania są personifikacją archetypicznych wartości i sił. W podobnym duchu, spotkanie piłkarskie można potraktować jako zespół symboli. Mecz mógłby być przykładowo symbolem typowego dla naszych czasów sposobu życia, cechującego się pośpiesznym współzawodnictwem i agresją. Wyczyny poszczególnych zawodników na boisku oraz ich egoistyczna, mało zespołowa gra mogłyby być analizowane jako odbicie powszechnego dzisiaj pragnienia indywidualnej sławy i bogactwa.

Analizować można również rozrywkowy i utopijny walor meczu, wszak nikt nie zaprzeczy, że wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego, w mieszkaniach czy w pubach, zasiadają przed telewizorem tysiące kibiców chcących w ten sposób uciec przed codziennością i choć na 90 minut zasmakować słodkości zwycięstwa lub goryczy porażki. Przy okazji zachwycić i „zachłysnąć się” oni mogą jasnością sportowego wydarzenia oraz jego autentycznością. Wszystko bowiem w piłkarskim spektaklu jest jasne, toczy się według określonych reguł oraz zasad, a co więcej jest sprawiedliwe, gra toczy się fair play (przynajmniej w większości przypadków), wszystko w nogach piłkarzy... Ach! Gdyby nasze codzienne życie zawodowe czy prywatne było równie jasne…

Można analizować piłkarskie widowisko z punktu widzenia funkcjonalizmu (jeden z nurtów myśli socjologicznej), czyli traktując go jako pewien funkcjonalny dla systemu społecznego element. Mecz, czy piłka nożna w wydaniu reprezentacyjnym w ogóle, mogłaby przysłużyć mu się jako zjawisko integrujące oraz spajające zbiorowość ludzi (w naszym przypadku zbiorowość Polaków).
Od takiego rozumienia piłki nożnej blisko jest już do analizy, która jest mi w tej chwili najbliższa. W swojej przyszłej pracy naukowej nie wykluczam bowiem zajęcia się między innymi jednym z rodzajów tożsamości kolektywnych, mówiąc konkretniej – chcę zająć się tożsamością narodową. W przyszłości dogłębniej zbadać chciałbym jej związek z kulturą popularną. No i właśnie – jak bardzo widoczny jest on w tym elemencie popkultury, jakim jest piłka kopana, która jak często rzekliśmy mówić, jest sportem narodowym Polaków.

Według mnie, jedynie słuszne;) w badaniu tożsamości narodowej jest podejście antropologiczne, traktujące ją jako tożsamość kolektywną, w której najważniejsze jest podkreślanie różnic między swoimi i obcymi. Tożsamość narodowa jest odmiennością, odrębnością, czyli przejawianiem cech i właściwości, powodujących, że podmiot postrzega siebie jako odmienny od innych podmiotów. W moim przekonaniu naród należy postrzegać jako, tzw. wspólnotę wyobrażoną. Uczestniczący w niej ludzie, na podstawie wspomnianego wyżej rozróżnienia na naszych i nam odmiennych, czują się solidarni z innymi członkami wspólnoty, mimo że wielu (właściwie to zdecydowanej większości) nigdy nie wiedzieli i nigdy nie spotkają.

Mecz reprezentacji piłkarskiej Polski, jest tekstem popkulturowym, pozwalającym konstruować Polakom swoją tożsamość narodową, podtrzymuje ją i umacnia, jak mało które wydarzenie. Podkreślić warto, że im lepsze są wyniki naszej piłki kopanej, tym silniej spektakl piłkarski „każe” nam się identyfikować z innymi członkami naszej narodowej wspólnoty wyobrażonej.

Identyfikacja ta występuje jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Oto rozpoczyna się studio sportowe, słyszymy słowa komentatora w stylu „już za chwilę starcie my przeciwko nim”. Według „Pana z telewizji” już zaraz zmierzą się nasze dwie odrębne wspólnoty, a nie dwie 11 składające się z piłkarzy pochodzących z innych części globu. Nastąpi istne zderzenie narodów, walka na „śmierć i życie”. Aby podkreślić różnice między nami a nimi, obserwujemy cały szereg rytuałów – odegranie hymnów, wymiana proporczyków federacji piłkarskich, sfilmowanie naszych kibiców oraz kibiców przyjezdnych. Obydwie grupy, przystrojone oczywiście w odmienne barwy, pomachują kawałkami różnokolorowego materiału. Mecz się zaczyna, komentatorzy go przeżywają niemiłosiernie (co chwilę wskazując na nas i ich). Piłkarze kopią, strzelają bramki i w zależności, do której siatki trafia piłka, kibice Polscy reagują z ekstatyczną radością lub odwrotnie, na ich twarzach widać oznaki smutku i przygnębienia. Tłumy w pubach czy rodziny przed telewizorami, wszyscy czujemy się w tej chwili członkami naszej wspólnoty, naszego narodu. Tak naprawdę to jemu kibicujemy, nie tym 11 osobom biegającym po boisku. Piłkarze bowiem to jedynie „narzędzia” (jakże często zresztą wymieniane), które utożsamiają naszą wspólnotę. Stawka jest bardzo duża – honor i wizerunek Polaków. Swoją drogą to dlatego w wypadku porażki często szukamy kozła ofiarnego, w postaci któregoś z piłkarzy. Świetnym przykładem może być Grzegorz Rasiak, obrzucany przez kibiców, w związku ze swoją słabą, „drewnianą” grą, takimi przezwiskami jak: „Drewnialdinho”, „Van der Drwal” czy „Drewniana noga”. W wypadku sukcesu (im trudniejszy był do ogrania przeciwnik, tym odczuwamy go silniej) wynosimy naszych bohaterów niemal do rangi bogów (nawet jeśli Ci bohaterowie są czarnoskórzy i ewidentnie nie pochodzą z kraju nad Wisłą [patrz przypadek Olisadebe]).

Integrująca rola meczu przejawia się nie tylko w trakcie samego widowiska czy chwil przed nim. Ważna jest także otoczka, rzec można aura narodowego podniecenia tworzona w mediach przed i po spotkaniu. Przed meczem tworzą ją relacje ze zgrupowań, doniesienia o kontuzjach naszych grajków, spekulacje na temat naszego składu oraz taktyki. Oczywiście wszystko wymieszane z podobnymi doniesieniami z obozu przeciwników. Po meczu aura oczywiście przygasa, aż do następnego widowiska piłkarskiego. Mimo to utrzymywana jest jeszcze chwilkę przez świętowanie lub narzekanie na naszych, analizy taktyk, goli itp.

Tą konstruującą tożsamość narodową funkcję meczu często wykorzystują politycy. Ile to razy mogliśmy widzieć na trybunach stadionu prezydenta czy premiera (często z całą watahą ministrów, posłów czy innych urzędasów). Wytrawny polityk wie doskonale, że pokazanie się na meczu dobrze mu się przysłuży, pokaże go bowiem jako prawdziwego patriotę, oddanego naszej sprawie, wzorowego członka narodowej wspólnoty.

Podsumowując, stwierdzić można, że mecz piłkarski z całą pewnością podtrzymuje i konstruuje tożsamość narodową, tożsamość członków wyobrażonej wspólnoty narodowej, do której należymy. Widowisko piłkarskie analizować można, patrząc na nie pod różnymi kątami i zwracając uwagę na rożne jego aspekty. Te, które wymieniłem, to zaledwie wierzchołek, niezwykle wysokiej góry lodowej...

{ 5 komentarze... przeczytaj lub skomentuj }

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że nie... :) Tą konstruującą tożsamość funkcję meczu "widać" jak na dłoni... Faktem jest jednak, że brak jakiegoś systematycznego naukowego opracowania tego zagadnienia. W ogóle literatura na temat związku popkultury i tożsamości narodowej jest dość uboga. Jest świetna książka Tima Edensora (i w niej fragment o sporcie) i fragmenty książki M. Czubaja "Biodra Elvisa Presleya", ale o niczym więcej nie słyszałem... Może ktoś zna jakieś inne lektury na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach - zapomniałbym o 3 numerze Kultury Popularnej z 2006 roku - tam też wiele ciekawych artykułów o odtwarzaniu przez popkulturę tożsamości narodowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. pop kultura i tożsamość narodowa - jak kluczowa to relacja pokazuje przykład młodego społeczeństwa amerykańskiego i roli jaką spełnia Hollywood oraz komiks (np. Captain America, Superman...). Owe figury są nośnikami emocji, które działają niczym klej, spoiwo.
    My mamy historię i mity.
    Sądzę, że Amerykanie budują swą tożsamość nie tyle na wspólnej historii (wojna secesyjna, stosunek do Wietnamu, kontrkulturowa rewolta, to wszystko służy raczej rewizji tożsamości) lecz
    na ciągle aktualizowanych i odsyłających w przyszłość (rys pionierski) mitach.
    Stąd może tak silne znaczenie pop kultury?

    OdpowiedzUsuń

- 2007-2015 - PIOTR SIUDA - CC BY 3.0 -